Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/551

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


opracowywaniu i wydawaniu nagromadzonych przedtem i ciągle zbieranych materyałów, współpracownictwu we wszystkich niemal poważnych pismach, wydawnictwach zbiorowych i wielkiej «Encyklopedyi powszechnej» Orgelbranda, która zawdzięcza mu artykuły podpisane literami O. K., tyczące się mitologii, muzyki i życia sławnych muzyków, wreszcie odbywa coraz dłuższe wędrówki po kraju. W latach 1863——1865 zwiedza powtórnie Kujawy, Łęczyckie, Kaliskie i Płockie, poraz piąty okolice Krakowa, Beskidy, Tatry, Sanockie, w r. 1866—1868 Poznańskie, Chełmskie i Podlasie, w 1869 i 1870-ym Chełmskie, Lubelskie i Augustowskie. Niech sobie jednak czytelnik nie wyobraża, że Kolberg podobnie, jak to czynili Chodakowski i inni badacze ludu, w wycieczkach swych wędruje od wsi do wsi z kosturem pielgrzymim w ręce i torbą na plecach. Kolberg inny sobie obrał sposób: osiedlał się on na pewien czas u osób znajomych, a dobrze lud okoliczny znających i mogących mu wszelką pomoc okazać, zapoznawał się z miejscowemi grajkami i śpiewaczkami, wyszukiwał starych bajarzy, swatki weselne, lekarki i t. p., i zdobywszy sobie ich usłużność, wyzyskiwał, co się dało zebrać na jednem miejscu. Gdy w danej miejscowości materyał się wyczerpał, przenosił się na inne miejsce, gdzie zawczasu już upatrzył sobie kogo znajomego, w miejscu zaś poprzedniego pobytu starał się pozyskać stałego na przyszłość korespondenta, któryby według danych wskazówek materyału mu dostarczał. Nie należy jednak sądzić, że ten sposób badań etnograficznych bardzo jest łatwy: największą trudność stanowi wypytywanie wieśniaków o to, czem niechętnie z obcym się dzielą, a co jednak zbieracz umiejętnie wybadać musi. Gdy Kolbergowi brakło funduszów na wydawanie dalszych seryj rozpoczętego dzieła, bo nakład wyłożony na wydanie książek poprzednich bardzo powolnie się wracał, opuszcza w r. 1871 Warszawę, otrzymawszy przyrzeczenie zapomogi na wydanie 4-ch tomów «Krakowskiego» od Towarzystwa naukowego krakowskiego (teraźniejszej Akademii umiejętności). Osiadł Kolberg naprzód pod Krakowem w Modlnicy u dawnych swych przyjaciół Konopków, później zaś w samym Krakowie, Tutaj w nieprzerwanym ciągu przez lat kilkanaście zajmował się opracowywaniem i wydawaniem swych monografij, przedsiębiorąc dla rozszerzenia i pogłębienia swoich poprzednich spostrzeżeń i zbiorów podróże naukowe: w r. 1875 był w Poznańskiem, Prusach zachodnich i wschodnich, w r. 1876, 1877, 1880 na Pokuciu i Podolu galicyjskiem, wreszcie w latach 1883—1885 zwiedzał Przemyskie i Sanockie. Tym więc sposobem Kolberg zwiedził w ciągu lat 50-ciu i zbadał pod względem etnograficznym rozległy bardzo obszar kraju.
W dalszym ciągu «Ludu» wyszły w Krakowie od r. 1871-go: 4 tomy Krakowskiego, 7 tom. Poznańskiego (1875—82), 2 tomy Lubelskiego (1883—4), 2 tomy Kieleckiego (1885—6), 2 tomy Radomskiego (1887—8), po jednym tomie Łęczyckiego i Kaliskiego w r. 1890 (jako serya XXIII); oprócz tego pod osobnym tytułem 4 tomy Pokucia (1882—89) i 5 tomów Mazowsza (1885—90); w ostatnich chwilach przed śmiercią wydał pierwszy tom Chełmskiego (Obraz etnograficzny); z pozostałych materyałów drugi tom wyszedł już po śmierci autora w roku 1891, przez nieżyjącego już najznakomitszego antropologa polskiego ś. p. Izydora Kopernickiego przygotowany do druku; tenże uczony wydał jeszcze tylko jeden tom w r. 1891 p. n. Przemyskie, zarys etnograficzny, z którego 2 arkusze korekty były jeszcze stygnącą już ręką Kolberga poprawione; byłby niewątpliwie Kopernicki resztę pozostałych po nim rękopisów opracował i wydał, gdyby, niestety, i jego wkrótce po zgonie Kolberga śmierć nie zabrała w r. 1891 dnia 25 września. Wydano zatem dotąd 35 tomów wielkiego dzieła! Czyż nie budzi podziwu taka biblioteka, stworzona przez jednego pracownika! Ile musiał on wyłożyć pracy i pieniędzy, aby zebrać i obrobić tak obfity materyał! Ile cierpliwości kosztowało go wydobycie tylu utworów z ust ludu, nie rozumiejącego celu i zadania takich badań! Samych melodyj ludowych przytoczono w dziełach Kolberga przeszło 9 tysięcy! To, co w innych krajach robi się siłami zbiorowemi przy pomocy całych towarzystw naukowych, tego u nas dokonał skromny jeden pracownik. Spytajmy specyalistów, jaka jest wartość tych olbrzymich zbiorów, a odpowiedzą nam: «Jest to nieoceniony materyał do ludoznawstwa polskiego, nieoceniony dlatego, że wszystko, co Kolberg zapisywał, jest czystem złotem etnograficznem: nie pozwalał on sobie żadnych dodatków, żadnych retuszów, żadnych ogładzań ani poprawek;