Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/555

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


święcenie bez granic i bezdenna miłość, jaką przejęty był dla swego przedmiotu, w kim nie rozbudzi czci ku niemu? Kolbergowi nie chodziło nigdy o osobiste potrzeby i wygody, bo nie żył on dla siebie: nie usłał nawet gniazda rodzinnego, bo miał w życiu jeden tylko cel, obok którego wszystkie inne wydawały mu się egoistycznemi. Mamy w nim rzadki obraz człowieka, który zaparł się siebie dla nauki; podaje on pokoleniu obecnemu wzór szlachetnego i bezinteresownego poświęcenia się wyższej idei. Posiadając środki bardzo ograniczone, otrzymując bardzo nieznaczne zapomogi na wydawanie części tylko swego olbrzymiego dzieła, potrafił zbogacić piśmiennictwo nasze aż trzydziestoma pięcioma pokaźnemi tomami, które wydawał z wielkiem staraniem, ozdobione są bowiem rysunkami, chromolitografiami i nutami, co, jak wiadomo, koszty wydawnictw w dwójnasób podnosi. W jaki więc sposób był w stanie Kolberg takie wydawnictwo kosztowne prowadzić? Oto w ten, że obok zasiłku czy to Akademii umiejętności, czy kasy im. Mianowskiego, poświęcał na nie cały dochód ze sprzedaży dzieł, które, niestety, jak to u nas z większą częścią poważnych wydawnictw się dzieje, mało są rozkupywane, dla siebie zaś poprostu skąpił we wszystkiem. Gdy zwrócimy uwagę na to, że Kolberg, będąc już 76-letnim starcem, ciężko pracował nad porządkowaniem swych materyałów i ostatecznem przygotowaniem ich do druku, to zaiste smutno się robi, że taką nagrodę zgotowało mu społeczeństwo nasze. Mając jeszcze taką moc dzieł do wydania, skazany był zacny starzec na niepewność, azali za życia uda mu się dzieła swego dokończyć. Ale Kolberg takim odznaczał się hartem i pogodą duszy, że znosił to ze spokojem stoickim: pracował lat 50 dla kraju, a przez myśl mu nie przeszło żądanie od ogółu jakiejś nagrody, a nawet wdzięczności, dość mu było, że w czyn wprowadził to, o spełnieniu czego od lat najmłodszych marzył.
W opisie powierzchowności znakomitego etnografa wyręczymy się słowami ś. p. prof. Kopernickiego, który w cytowanej książeczce tak o nim mówi: «Jedną z postaci, które od lat kilkunastu spotykać się zwykło w Krakowie, dawniej parę razy na tydzień, a od lat kilku codziennie, jest mężczyzna odziany zawsze nader skromnie, a nawet ubogo, przygarbiony wiekiem i nałogową pracą przy biurku. Pomimo tej powierzchowności, zacierającej jego osobistość wśród snujących się ludzi, zastanawia on każdego niepospolitym wyrazem swej myślącej fizyognomii i właściwym jej wzrokiem, rzucanym przez okulary ze strudzonych oczu, do którego dołączywszy również właściwą postać głowy, wyciągniętej naprzód i niby w coś się wsłuchującej, mamy przed sobą typową, niezmiernie wyrazistą postać badacza i szperacza naukowego. Przed tym szanownym staruszkiem, znanym niewątpliwie połowie krakowskiej inteligencyi, każdy znający go przechodzi z cichem uszanowaniem, żaden zaś znajomy nie pominie go przy spotkaniu bez serdecznego powitania i pokłonu, należnego cichej a wielkiej jego zasłudze.»
Wspomnieć tu wreszcie należy o ostatnich chwilach życia tego niepospolitego starca. Na rok przed jego śmiercią urządzono w Krakowie w d. 31 maja 1889 roku obchód jubileuszowy 50-letniej działalności naukowej wielce zasłużonego pracownika. Uroczystość ta miała bardzo podniosły, a zarazem rzewny charakter, a brali w niej udział nie tylko uczeni i literaci, ale i inne stany, młodzież uniwersytecka i przedstawiciele ludności włościańskiej, której badaniu życie prawie całe poświęcił. Już wtenczas jednak bardzo słabe miał siły życiowe, a od stycznia r. 1890, czując blizki swój koniec, śpiesznie gotował do druku swe prace i dawał wskazówki zacnemu przyjacielowi swemu ś. p. dr-owi Izydorowi Kopernickiemu, co ma począć z jego puścizną naukową. Nie tracąc aż do ostatniej chwili zupełnej przytomności umysłu i pamięci i czując, że niewiele chwil na ziemi już mu pozostaje, wyrzekł do przyjaciół swoich: «Umieram, Bogu dzięki, z tą pociechą, że według sił moich zrobiłem za życia, co mogłem, że nikt mnie za próżniaka nie ma i mieć nie będzie, a to, co po sobie zostawiam, przyda się ludziom na długo.»
Po przekazaniu swych rękopisów Akademii umiejętności i rozporządzeniu niewielką gotówką, uzbieraną dzięki bezprzykładnej oszczędności, oraz pozostałemi wydrukowanemi dziełami, zgasł dnia 3 czerwca 1890 roku bez żadnych cierpień, cicho i pogodnie, jak żył otoczony czcią powszechną, która się wyraźnie ujawniła na pogrzebie, podobnie jak rokiem przedtem na obchodzie jubileuszowym.
Jak wyżej wspomnieliśmy, po śmierci Kolberga dwa tomy dalsze dzieł jego wydał Ś. p.