Za jego trumną. Pamięci Bolesława Prusa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Za jego trumną
Podtytuł Pamięci Bolesława Prusa
Pochodzenie Pieśni o sławie
Data wydania 1917
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakłady Graficzne B. Wierzbicki i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


ZA JEGO TRUMNĄ.
PAMIĘCI BOLESŁAWA PRUSA.

Nad całą Polskę trumna podniesiona
Szła skroś, jak morze, falujące tłumy,
Zda się milionów niosły ją ramiona
Z uczuciem żalu i królewskiej dumy,
Szła tryumfalnie z hymnem dzwonów bicia,
Naród — i trumna, jak świadectwo życia!

Chociaż to pogrzeb, ale tyle słońca
I tyle kwiatów i nadziei tyle,
Jakby ta tłumów rzesza falująca
Szła ku jutrzence, a nie ku mogile, —
To duch, co wiarę krzesał w kuźni bytu,
W serca narodu ufność tchnął z błękitu.

To był twój, Polsko, pochód narodowy,
A w tym pochodzie trumna relikwiarzem,
Jakby się wrócił jakiś psalm echowy
I grzmiał na nowo przed Pańskim ołtarzem,
Jakby wzmożony w przeżytem cierpieniu
Tą trumną Bogu skarżył się w milczeniu.


Cicho tak, cicho szłaś znajomą drogą,
W krepę żałobną osnuta Warszawo,
Co stąpniesz krokiem — dawny ślad pod nogą
Z śladów, co mają do pamięci prawo,
I wyżłobiłaś na drodze pochodu
Szlak jeszcze jeden dla serca narodu.

Nigdy on o tym nie zapomni szlaku,
Ani tej trumny, dnia, ani godziny,
A tyś nad tłumem leciał, wolny ptaku,
I biłeś w skrzydła na ziem okrainy,
I rozpinałeś swoje skrzydła dumne,
Jak biały sztandar, rzucony na trumnę.

Sztandar pokoju, miłości i czynu,
Sztandar, co z jutrem wiąże dawne lata,
A na nim świeże łzy i liść wawrzynu
I godła chwały z czterech krańców świata,
To, co nas broni przed codzienną bitwą,
To, co jest naszą mocą i modlitwą.

Pod taką szedłeś chorągwią w tej trumnie,
A gdybyś spojrzał dobremi oczyma,
Tobyś się w sobie wypromienił dumnie,
Że się tak krzepko serc wiązadło trzyma,
Że się w myśl jedną duchy zestrzeliły
Na ślub wieczysty — u twojej mogiły.


Cisi i mali, nędzni i biedacy,
Serce, co cierpi, duch, który się boi,
Jako do chleba rzucanego ptacy
Tak się garnęli do miłości twojéj;
A tyś ich wszystkich na pierś brał w ramiona
I całą Polskę przyciskał do łona.

Mądry i dobry, wielki, a jak dziecię
Tkliwości pełny i jasnej prostoty,
Jak pilny włodarz chodziłeś po świecie,
W noc najczarniejszą siew rzucając złoty,
I rozwalałeś prostymi wyrazy
Nędzy, ciemnoty, nienawiści głazy.

Duchu żywiący! na twoim pogrzebie
Skroś dzwonów bicia hejnał grzmiał pancerny,
Naród czcił ciebie, a obaczył siebie,
Iż jest, jak niegdyś, potężny i wierny —
A ty tam w górze, za gwiazd nieboskłonem,
Mocnego życia będziesz mu patronem.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.