Strona:Artur Oppman - Pieśni o sławie.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Cicho tak, cicho szłaś znajomą drogą,
W krepę żałobną osnuta Warszawo,
Co stąpniesz krokiem — dawny ślad pod nogą
Z śladów, co mają do pamięci prawo,
I wyżłobiłaś na drodze pochodu
Szlak jeszcze jeden dla serca narodu.

Nigdy on o tym nie zapomni szlaku,
Ani tej trumny, dnia, ani godziny,
A tyś nad tłumem leciał, wolny ptaku,
I biłeś w skrzydła na ziem okrainy,
I rozpinałeś swoje skrzydła dumne,
Jak biały sztandar, rzucony na trumnę.

Sztandar pokoju, miłości i czynu,
Sztandar, co z jutrem wiąże dawne lata,
A na nim świeże łzy i liść wawrzynu
I godła chwały z czterech krańców świata,
To, co nas broni przed codzienną bitwą,
To, co jest naszą mocą i modlitwą.

Pod taką szedłeś chorągwią w tej trumnie,
A gdybyś spojrzał dobremi oczyma,
Tobyś się w sobie wypromienił dumnie,
Że się tak krzepko serc wiązadło trzyma,
Że się w myśl jedną duchy zestrzeliły
Na ślub wieczysty — u twojej mogiły.