Z cyklu „Tajemne dalky“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Otokar Březina
Tytuł Z cyklu „Tajemne dalky“
Pochodzenie Życie tygodnik
Rok I (wybór)
Wydawca Ludwik Szczepański
Data wydania 1897
Drukarz Drukarnia Narodowa F. K. Pobudkiewicza
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Maciej Szukiewicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały wybór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały wybór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
OTOKAR BŘEZINA.



Z cyklu „Tajemne dalky“.

HYMN WSTĘPNY.

Barw świetnych tęczo, tonów huraganie!
Jak wibr eteru rozprasza mrok nocy
Tak czar twój myśli roznieca zaranie.
Sztuk rodzicielki, snów i szałów Mocy!
Jak całopalne Eljasza ofiary
Niegdyś zatliły nieba święte żary
Tak na objatę krwawą duszy mej
O, siło natchnień, swą pożogę zlej!




W duszy mej drzemią gorzkie, tęskne wonie —
Myśl ma podobna gasnącej gromnicy
W nędznym świeczniku ciała mgławo płonie
Przed ołtarzami wiecznej Tajemnicy.


Krwi mej niewieście nie zażegły usta,
I szał miłości w oczach mych nie spłonął,
Nie rozżarzyła mi nerwów rozpusta,
Woni przyjaźni małom w życiu chłonął.

Dni pustelnicze wiodłem sam w ukryciu
Schylony jedno nad snów mych łan złoty,
I więcej w myślach grzeszyłem niż w życiu
I pieścił mary i kochał tęsknoty.

Wiosna ma była elegijną pieśnią,
Którą mi życie załkało na fletni,
A dni wesela jak ta darń, co pleśnią
W gruz, w bruk się wciska dzięki rosie letniej.

Jak porost, co się w zielniku possychał,
Szare, bezbarwne są wspomnienia u mnie;
Zatęchły odór nędzy tylkom wdychał,
Plon poniżonych gromadząc w swem gumnie.

Ogrom wszechświata, gdy olśnił me oczy
Tajnią sił wiecznych i światłem osnową,
Od niezmierzonych odbity przeźroczy,
W duszy się mojej zestrzelił na nowo.

Z wieści dziejowych stęgłej krwi opary,
Grozę Nicości ssałem z duszy własnej;
Byt mi igraszką, w której szczęścia mary
W górnych lśnią warstwach, jak blask pereł jasny.


Nie zgaszę pragnień mych wśród życia piasków
Jak Gedeona żołnierz u krynicy;
Zebrałem w duszy garść mistycznych blasków
I senny kląkłem w chramie Tajemnicy.

Smętny jest duch mój, gorżkie śpią w nim wonie —
Myśl ma podobna gasnącej gromnicy
W nędznym świeczniku ciała mgławo płonie
Przed ołtarzami wiecznej Tajemnicy.




Barw świetnych tęczo, tonów huraganie!
Jak wibr eteru rozprasza mrok nocy,
Tak czar twój myśli roznieca zaranie,
Sztuk rodzicielko, snów i szałów Mocy!
Jak całopalne Eljasza ofiary
Niegdyś zatliły święte nieba żary,
Tak na objatę krwawą duszy mej
O, siło natchnień, swą pożogę zlej!




MODLITWA WIECZORNA.

O śmierci żywych ciał, twa noc mi jasnym dniem,
Tajemne soki twe w gorącą wlej mi krew,
Śmiertelną mdłością twą mnie spętaj w łożu mem,
Miękkie uściski twe jak białe ramię dziew.
Cudowna woni ty, świat inny z której tchnie,
Mój ziemski żywot zgaś, a ponadziemski wznieć,
I próśb mych szloch i żar, co pali wargi me
I w twarzy płonie mi, w mej duszy ścisz i zgnieć!


W kaganki źrenic mych przygasłych, święta, zstąp!
Nanowo napełń je, poznania użycz skier,
Niech widzę grążąc się w pralasów morskich głąb,
W tysiącmilową dal świetlanych nieba sfer —
Jak się kryształy dwa zrastają w łonie skał,
Jak świetną tęczę barw roztacza kwiatów splot,
Jak ferment życia ów, co śród materyi spał,
W bytu się zmienia kwiat, w wieczysty wir i grzmot.

Zasobem nowych sił mój ludzki obdarz słuch,
W rezonansowy sprzęt me tępe zmysły zmień,
Krążących soków szmer, tajemny wzrostu ruch
Daj słyszeć mi śród gędźb pozaświatowych drgnień.
Niech czuję roślin puls, muzykę gwiezdnych dróg,
Łamanie świetlnych fal, powiewu pęd i szum,
Motylów cichy lot, a w duszy zszedłszy próg
Rodzącą się w niej myśl, jej zamęt, bój i tłum.

Uwolnij moją myśl od ciężkich ziemi pęt,
Światła jej chyżość daj, niech przestworami niknie
Nad kryształowych mórz zielono-modry męt,
W wulkanów zgasłą pierś, w głąb ziemi, gdzie żar wre.
W przepaści wieczną noc niech goni lotem skry
Nad wód ognistych nurt, płomiennych źródeł szał,
Do rozpłakanych grot, gdzie w ciągu stuleć łzy
W kamienny krzepną sen pod baldachimem skał!


W polarną długą noc, gdzie w blasku barwnych wiech
Północnej zorzy, lśni wieczysty śnieg i lód,
W rozkoszny wschodu kraj, gdzie odalisek śmiech
W sułtańskich sadach brzmi jak drżenie i dźwięk nut:
Nad ludów głośny gwar, nad pustyń niemy wrzask,
Gdzie gasnąc życia ślad zamiera w słaby rytm,
Ponad pralasów mrok, nad górskich szczytów blask,
Nad zadumany step, mar pełny, mgieł i widm!

Przeniknąć pozwól mi cel wszystkich dróg i sił,
Początek, rozwój, skon, wszechbytu tajny ład,
Sił żywych wieczny krąg, co konstelacji pył
Ogarnia siecią swą i sprawia wzlot i spad,
Co modrą miga skrą śród bagien, wód i trzcin,
I bólom dal się w nas, a w liljach woniom zlądz:
Wieczności kędy brzeg pić daj mi z tajnych win!
Spragniony jednym tchem ugaszę żar, mych żądz!


Wskroś przesyć ciało nie, nerw każdy, każdy rdzeń,
Z tajemnych źródeł swych balsamem we mnie spłyń,
Strumieniem lawy krąż i pal się, wrzej i pień,
Rozkoszy dzikich świt nieznany dla mnie czyń;
Aż kiedy płomień żądz w tajemnem ogniu twem
Na popiół wytli się jak smolne łuczyw drwa,
Ty wtedy czoło me ognistym poraź tchem,
W ostatni ułóż sen, co wieczność całą trwa.

Tłum.: Maciej Szukiewicz.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Václav Jebavý i tłumacza: Maciej Szukiewicz.