Z Bajrona (Kiedym młodym góralem...)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor George Gordon Byron
Tytuł Z Bajrona
Pochodzenie Poezye Studenta Tom I
Data wydania 1863
Wydawnictwo F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Tłumacz Władysław Tarnowski
Tytuł orygin. When I roved a young Highlander
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron

Z BYRONA.
(When i roved a young Highlander.)


Kiedym młodym góralem uganiał po halach,
I na szczyt twój wdrapywał się śnieżny Morwenie,
Patrząc w dziki wodospad co ryczał po skałach,
Lub w mgły chmurne co dolne zaległy przestrzenie —
Niewykształcon nauką, niewiadomy trwogi,
Dziki jak skały, w których dzieciństwo me śniłem,
Nic nie czując nad obraz sercu memu luby,
Marjo moja! twym cieniem wszystko zapełniłem!
Jednak — byłaż to miłość? gdym nie znał jej miana,
Jakaż namiętność w sercu dziecka powstać może?
Przecież takiem uczuciem drży dziś pierś młodziana,
Którem pacholę biegło w dzikie skał przestworze! —
Jeden obraz się w piersi wyrył w ślad westchnienia:
Stałem z moich okolic kochał się żałobą —
Małom pragnął, bo spełniał los moje pragnienia
Myśl moja była czysta, bo duch mój był z tobą!
O świcie, z przewodnikiem psem mym, w ślad daleki
Błąkałem się bez celu, od góry do góry,
Biłem się z bałwanami rozpędzonej rzeki,
W dali słysząc górali śpiew dziki, ponury? —
Wieczór pod cieniem krzaków, u stóp cichej skały,
Snów innych jak o Marji dusza nie ujrzała;
A wśród modlitw gorących co ku niebu drżały,
Pierwsza o szczęście Marji u Stwórcy błagała! —
Rzuciłem dom mój pusty, pierzchły sny natchnione,
Znikły góry, i za mną już, o! młodość moja,
Ostatni z rodu, więdnąc w dni osamotnione,
Wspomnień słucham, jak szumu dalekiego zdroja! —

Świetności! tyś mi tylko los życia zatruła!
Droższe mi czasy, które myśl dziecinna znała,
Choć zawiodły nadzieje, pamięć ich została
Choć serce zziębło, tobie tli w niem iskra czuła! —
Gdy ujrzę ciemne wzgórze, w błękit szczytem drżące,
Wspominam skały Lubrina ocieniające,
Gdy spotkam dwoje ocząt wymownych miłością,
Wspomnę te co mi życie zaćmiły — jasnością!
O! może jeszcze kiedyś błysną mi te góry,
Strojne w swych śmiertnych płaszczów różowej koronie,
Gdy one się nie zmienią dla duszy ponurej.
I Marya powiła mnie tak — o nie! o nie! —
A więc żegnajcie wzgórza gdziem prześnił dziecinne
Sny! Miła Deo! — wody twe żegnam w żałobie —
Już głowy tu nie oprę — o! lecz jakież inne
Dla niej wsparcie, o Marjo, jak z tobą, przy tobie?! —







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Władysław Tarnowski, George Gordon Byron.