Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Pierwsza/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Piérwsza
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

KSIĘGA PIÉRWSZA.


ROZDZIAŁ I.
Rozważa wielkość Boga.

Wielkim jesteś Panie i bardzo chwalebnym; wielka jest moc twoja, a mądrości twojéj nie masz liczby[1].“ Jednak cię wysławiać pragnie człowiek, ta drobniutka cząstka twojego stworzenia; istota nikczemna, z garstki ziemi złożona, nosząca ze sobą śmiertelność swoję: a z nią świadectwo grzéchu swojego, i nie zaprzeczony téj prawdy dowód: „że Ty Boże poniżasz dumnych[2]“ poważa się jednak chwalić Imię twoje człowiek, ta mała cząstka twojego stworzenia. Ty pobudzasz go wewnętrzném radości uczuciem, by cię z upodobaniem wysławiał, boś nas dla siebie stworzył, i nieukojoném dopóty będzie serce nasze, dopóki zupełnie w tobie nie odpocznie!
Dozwól mi Panie wiedzieć i zrozumieć, czyli pierwszym jest naszym obowiązkiem ciebie wzywać, albo też chwalić, i czyli należy cię wprzód poznać, alboli téż wzywać. Ale któż cię wzywa jeżeli cię nie zna? w téj niewiadomości możeby innéj jakiéj miasto ciebie wzywał istoty. Czyliż nie dla tego cię wzywamy abyśmy cię poznali? „Jakóż tedy wzywać będą tego, w którego nie uwierzyli, albo jakże uwierzą bez przepowiadającego [3]? a będą chwalić Pana, którzy go szukają [4]“ szukający bowiem najdą go, nalazłszy wysławiać go będą. Niech cię szukam wzywaniem o Boże, i niech cię wzywam wierząc w ciebie, wszakże nam jesteś opowiadany. Wzywa cię Panie wiara moja, ta wiara, którą obdarzyłeś mnie, i którąś owionął moje serce przez człowieczeństwo Syna twojego, i przez usługę opowiadacza słowa twojego.




ROZDZIAŁ II.
Bóg jest w człowieku a człowiek w Bogu.

Ale jakże wezwę Boga mojego, Boga i Pana mojego, bo wzywaniem zaiste do siebie Go wołam. Jestże jakie miejsce we mnie, do któregoby wszedł mój Bóg? gdzież wejdzie we mnie mój Bóg, który niebo i ziemię stworzył? Czyliż cię Boże cała istota moja objąć potrafi? Czyliż cię niebo i ziemia, któreś utworzył, na których i mnie stworzyłeś, ogarnąć zdołają? Ponieważ bez ciebie niczegoby nie było cokolwiek istnieje, czyliż z tąd wynika, że to wszystko, co jest, ciebie ogarnia? skoro ja w rzędzie istót jestem, pocóż cię proszę wielki Boże, abyś wszedł we mnie, kiedybym nie mógł istnieć, jeśliby cię nie było we mnie?
Nie masz mnie jeszcze w głębokościach ziemi, jednak tam jesteś: „A chociażbym zstąpił i do piekła, i tam twoję znajdę sprawiedliwość [5].“ Nie byłoby mnie zapewne mój Boże, nie byłoby mnie zupełnie, gdybyś ty nie istniał we mnie. Albo jaśniéj powiem: nie istniałbym gdyby mnie w tobie nie było: „z którego wszystko, przez którego wszystko, w którym wszystko istnieje [6].“ Tak zaiste o Panie! tak niezawodnie. Dokądże wzywam cię, skoro jestem w tobie? albo skądżebyś do mnie przybył? W któryż zakres miejsca przeniosę się po za niebo i ziemię, aby tam wstąpił do mnie Bóg mój, który powiedział: „niebo i ziemię ja napełniam [7].“




ROZDZIAŁ III.
Bóg jest wszędzie cały zupełnie.

Czyliż niebem i ziemią możesz być ogarniony, że je swoją napełniasz wielkością? alboż je napełniasz, i pozostaje z ciebie jeszcze nieco dla tego, że cię zupełnie objąć nie mogą? Gdzież to rozlewasz co po napełnieniu nieba i ziemi z nieskończonéj twojéj pozostaje istoty? Jestżeś jaką zmuszony potrzebą, abyś był czémkolwiek objęty, wielki Boże! który sam sobą wszelkie ogarniasz stworzenie, a napełniając je, ogarnieniem je napełniasz? Ani naczynia tobą napełnione, nie zatrzymują cię w sobie dotykalnie stałym, jeżeli skruszone zostaną, ty się nie rozlewasz; a kiedy sypniesz na nas hojnością twéj łaski, nie spadasz, ale nas podnosisz, ani się rozpraszasz, ale nas do siebie gromadzisz.
Kiedy więc wszystko napełniasz, czyliż wszystkie rzeczy sobą całym napełniasz? a jeżeli wszystkie rzeczy ciebie całego zupełnie ogarnąć nie mogą, obejmująż choć jednę ciebie cząstkę, i wszystkie razem w jednym czasie tę samę cząstkę ogarniają? albo raczéj każda oddzielnie istota, część oddzielną, większe więcéj a mniejsze mniéj obejmują? Czyliż w tobie są części większe lub mniejsze? nie jestżeś raczéj wszędzie całym zupełnie, a żadna rzecz całego ciebie ogarnąć nie może?




ROZDZIAŁ IV.
Niewypowiedziana wielkość Boga.

Czémże tedy jesteś mój Boże, czém jesteś, jeżeli nie Panem Bogiem? „Bo któż Bogiem oprócz Pana? albo któryż Bóg oprócz Boga naszego[8]?“ O ty najwyższy, najlepszy, najpotężniejszy, wszechmocny, najmiłosierniejszy i najsprawiedliwszy, najtajemniejszy a wszędzie obecny, najpiękniejszy i najmocniejszy, stały a nieogarniony, nieodmienny a wszystko zmieniający; nigdy się nie odnawiasz, nigdy nie starzejesz wszelkie rzeczy odnawiając, i dumnych coraz bardziéj nachylasz do starości acz nie postrzegają swego niszczenia; nieustannieś czynny a zawdy w spoczynku, zbierasz a nic potrzebujesz; nosisz, napełniasz, ochraniasz, stwarzasz, żywisz i udoskonalasz, szukasz chociaż ci niczego nie brakuje. Kochasz, ale miłością bez zapału, zazdrościsz, a spokojnyś, żałujész, ale nic bolejesz, gniewasz się bez uniesienia i zemsty, zmieniasz twe dzieła nie zmieniając rady ni zamiaru; bierzesz co najdujesz a nigdy nie tracisz; nie jesteś w niedostatku a cieszysz się z zysku, nie jesteś łakomym ni chciwym a wymagasz lichwy; przydajemy do twéj łaski nasze dobre uczynki, abyś był dłużen, ale cóż posiadamy coby nie było twojém? Płacisz nie będąc dłużnym, darujesz długi a nic nic tracisz. I czémże jest to wszystko, com o tobie powiedział mój Boże, życie moje i święta słodyczy serca mojego? albo cóż powiedzą, gdy o tobie mówić będą? biada jednak tym, którzy nie ogłaszają chwały twojéj, a lubo wiele mówią, o innych rzeczach, nic jednak nie powiedzieli, gdy o tobie milczą.




ROZDZIAŁ V.
Wzywa Boga, aby się stał jego duszy zbawieniem.

Któż mnie tém szczęściem obdarzy, abym w tobie odpoczął zupełnie? któż to sprawi, abyś wszedł do serca mojego, bym twoją obecnością upojony, zapomniał o nędzy mojéj, a w słodkiém miłości uniesieniu osiągnął ciebie jedyne dobro moje? Czém jesteś dla mnie? Zlituj się a rozwiąż mój język niech mówi! Czémże jestem dla ciebie, iż mi nakazujesz, abym cię kochał, a jeźlibym tego nie dopełnił, wnet zapala się twój gniew i grozisz mi wielką nędzą? Czyliż to mała nędza, jeżelibym cię nie kochał? Ach! w Imię twego miłosierdzia błagam cię Panie Boże mój, powiedz mi, czém dla mnie jesteś. Powiedz méj duszy: „Jam jest zbawieniem twojém [9].“ Głośno powiedz, abym usłyszał.
Oto nastawiłem uszu serca mojego na głos twój Panie: otwórz je a powiedz mej duszy: „Jam jest zbawieniem twojém.“ O niechże pokwapię za tym głosem i osiągnę ciebie. Nie zasłaniaj oblicza twojego przede mną. Niech raczéj umrę dla siebie, abym nie umarł wiecznie, ale żył onego widzeniem.
Szczupły jest méj duszy przybytek, iżbys mógł zamieszkać w nim, rozszerz go. Nachyla się do upadku, napraw go i wesprzéj. Wiem o tém i wyznaję, że po wszystkich kątach mieści w sobie wiele nierządów oczy twoje obrażających, ale któż je wymiecie? Na kogóż innego zawołam, jeźli nie na ciebie: „Od skrytych nieczystości moich, oczyść mnie Panie, i od cudzych wstępków zfolguj słudze twojemu [10].“ „Wierzę, dla tego i mówię [11]:“ Panie ty wiesz o tém. „Czyliż przed tobą nie wyznałem przeciwko mnie nieprawości moich, mój Boże, a Tyś odpuścił niezbożność serca mojego [12]?“ Nie wchodzę w sąd z tobą, bo jesteś jasną prawdą, nie chcąc siebie samego zawodzić z obawy: by „nieprawość moja sobie nie kłamała [13].“ Nie chcę sądzić się z tobą, „bo jeżeli nieprawości rozważysz Panie, Panie któż się ostoi[14]?“




ROZDZIAŁ VI.
O niemowlęctwie człowieka, i o wieczności Boga.

Ale jednak pozwól mi klęczącemu u podnóża twéj chwały mówić do twego miłosierdzia „acz ziemią i popiołem jestem[15].“ Dozwól mi jednak mówić, bo to jest nieogarnione miłosierdzie twoje, do którego mówię, a nie człowiek mój oszczerca. I ty pewnie uśmiechasz się ze mnie, ale zaraz obrócisz się i zlitujesz nade mną. Cóż tedy chcę mówić mój Boże, jeźli nie to: iż nie wiem zkąd przybyłem tu do tego, iż tak powiem życia śmiertelnego, albo raczéj, śmierci żyjącéj?
I od razu przygarnęło mnie do siebie twoje miłosierdzie, jak to słyszałem od ojca i matki mojego ciała, w któréj ukształciłeś mnie w okresie czasu, bo sobie tego sam na pamięć nie przywodzę. Zaraz więc obdarzyłeś mnie pociechą ludzkiego mléka. Ani matka moja, ni moje karmicielki piersi sobie mlékiem nie napełniały: ale ty Panie przez nich udzielałeś mi niemowlęcego pokarmu, według twego postanowienia, i twéj opatrzności bogactw urządzonych w piérwszym zawiązku przyrodzenia. Od ciebie pochodziła równie moja wstrzemięźliwość, abym nie żądał więcéj tego, czegoś mi nie dawał, jak niemniéj karmicielek moich przyrodzone uczucie: iż chciały mi udzielać tego, co z daru twojego odbierały, wedle umiarkowanego wszakze ku mnie przywiązania chciały mi tego udzielać, czém ich twoja hojność obdarzyła. Dobrém było dla nich to udzielanie mi pokarmu, przez co sobie ulgę czyniły, i dla mnie dobrém z nich, czego były źródłem, chociaż nie były przyczyną. Od ciebie Boże pochodzi wszelkie dobro, z ciebie Boga mojego całe moje zbawienie. Tego mnie późniéj dopiéro głos twój nauczył potężnie wołając na mnie wewnętrznemi i zewnętrznemi darami, któremi nas hojnie obsypujesz. Wtedy bowiem jedynie ssać umiałem, cieszyć się rzeczami, które bawiły moje zmysły, a płakać, gdy urażały moje ciało, nic więcéj. Późniéj nieco począłem się uśmiechać wprzód we śnie, potém na jawie. To wszystko powiedziano mi o mnie, uwierzyłem temu, bo w innych niemowlętach te same widzimy skłonności, moich jednak żadnego śladu nie zachowałem w pamięci. Tak więc pomału i nieznacznie poznawałem gdzie jestem, i wolę moję usiłowałem wyjawić tym, którzy ją wykonać mieli, lecz na próżno; bo ta była wewnątrz mnie, oni zaś zewnątrz, i żadnym swoim zmysłem nie zdołali wejść do méj duszy. Ruszałem więc mojemi członkami, wydawałem rozmaite głosy, jako znaki méj woli podobne, ale te drobne znaki, które i jakie okazać zdołałem, niedoskonałemi jednak były onéj tłumaczeniami. A kiedy mnie nie usłuchano nie mogąc mnie wyrozumieć, lub, aby się szkodliwych rzeczy żądającemu, méj woli nie sprzeciwili, unosiłem się gniewem ku osobom starszym, że mi nie były posłuszne, i ku wolnym zupełnie od méj posługi, i mściłem się nad niemi płaczem. Takiemi uważałem inne niemowlęta, które widzieć mi się trafiło, i te niemowlęta lepiéj mi to wyjaśniły, acz mnie nie znały, że takim byłem, aniżeli dobrze mnie znający opiekunowie moi. Atoli niemowlęctwo moje dawno już umarło, ja jednak żyję. Ty zaś Panie żyjesz nieustannie, i nic w tobie nie zamiera; ponieważ przed zawiązkiem wieków, i przede wszystkiém, co tylko „poprzedniém nazwać się może“ ty jesteś, a jesteś Bogiem i Panem wszystkiego coś utworzył; u ciebie stoją nieporuszone przyczyny wszystkich rzeczy przemijających, i wszystkich rzeczy zmieniających się nieodmienne trwają początki, jak i wszelkich bezpowodowych i doczesnych wieczne istnieją powody. Powiédz mi w upokorzeniu proszącemu cię, powiédz Boże miłosierny mizernemu i nędznemu słudze twojemu, powiédz mi: czyli moje niemowlęctwo nastąpiło po jakim upłynionym wieku moim, czyli i ten czas jest wiekiem, który odbyłem w méj matki łonie? bo równie o nim namieniono mi nieco, i widziałem ciężarne niewiasty. Ale przed tym jeszcze wiekiem, o najsłodsza serca mojego rozkoszy litościwy Boże, byłżem gdzie indziéj, lub jaką istotą? któż mi na to odpowié: nikt zapewne: ni ojciec ni matka w tém objaśnić mnie mogli, ni innych ludzi doświadczenie, ni pamięć moja sobie tego nie przypomni. Nie uśmiechaszże się ze mnie, iż o takie rzeczy badam cię wielki Boże, ty który nakazujesz mi, abym ci wyznawał i wysławiał cię za to, com pojąć zdołał? Wyznaję ci Panie nieba i ziemi i dzięki ci składam za piérwszy mego życia zawiązek i za wiek niemowlęcy, którego sobie na pamięć nie przywodzę; dozwoliłeś jednak człowiekowi domyślać się o sobie czém był, z tego, co w innych niemowlętach uważa, i aby zawierzał powadze swoich także piastunek, które wiele rzeczy o nich rzetelnie mówią. Już wtedy istniałem i żyłem, a przy końcu mojego niemowlęctwa szukałem znaków, któremi usiłowałem uczucia méj duszy innym do pojęcia wynurzyć.
Od kogóż innego pochodzi taka istota, jeżeli nie od ciebie Panie? któż może być sprawcą siebie samego? Jestże jakie inne źródło, z któregoby istnienie i życie, w nas płynęło, jeżeli nie to, z którego nas wywodzisz? ponieważ dla ciebie istnieć i żyć, jedną i tą samą jest własnością, ile że najdoskonalszém istnieniem i najwyższém życiem ty sam jesteś. — Najwyższym jesteś i nigdy się nie zmieniasz, ani dla ciebie przemija dzień dzisiejszy, chociaż się w tobie odbywa, bo w tobie są wszystkie czasy, i nicby nie miało swojego przechodu jeżelibyś ręką twoją nie ogarniał wszystkiego. A ponieważ twoje lata nigdy się nie kończą więc „twoje lata nieustannie są dniem dzisiejszym[16].“ O! ileż to dni naszych, i dni ojców naszch już upłynęło w twoim dniu dzisiejszym, z którego wzięły swój byt i trwałość, ile ich jeszcze upłynie w przyszłości, które wezmą z niego swoje istnienie i swój zakres. „Ty zaś Panie tym samym jesteś:“ i wszystkie rzeczy jutrzejsze, i które nastąpić mają, wszystkie wczorajsze i w upłynionych wiekach, dzisiaj działasz, dzisiaj zdziałałeś.
Nie moja to wina, jeżeli kto pojąć tego nie może, niechaj się cieszy zdumiony mówiąc: dziwne to rzeczy! Niech się i z tego cieszy, i wyżéj tę łaskę ceni, iż cię znajduje, acz tej zawiłości rozmotać nie może, niżeli, chociażby ją pojął i zrozumiał a ciebie nie znalazł.




ROZDZIAŁ VII.
Niemowlę jest grzeszném.

Zmiłuj się litościwy Boże. Biada ludziom dla ich grzéchów. Wyznaje to człowiek i ty litujesz się nad nim; boś go utworzył, aleś grzéchu w nim nie stworzył. Któż odświéży w méj pamięci grzéchy niemowlęctwa mojego? Ponieważ „nikt przed tobą nie jest czystym od grzéchu [17], ani nawet niemowlę, którego życie dniem jednym jest na ziemi,“ któż mi je na pamięć przywiedzie? Czyliż nie jedno którekolwiek teraz maleńkie dziecię, w którém widzę to, czego o samym sobie nie pamiętam?
Czémże wtedy grzeszyłem? czyliż nie tém, że płacząc chciwie żądałem piersi? Lecz jeżelibym z podobną chciwością dzisiaj żądał nie już niemowlęcego, ale zastosowanego do wieku mojego, pokarmu, nie okazałżebym się śmiesznym i słusznéj nagany godnym? Na taką w ów czas zusługiwałem naganę, ale że jeszcze nie mógłem zrozumieć karcącego, bo ani zwyczaj nagany, ani zdrowy rozum nie dozwalał mnie strofować. Te piérwsze skłonności prawdziwemi są błędami, bo w późniejszym wieku wykorzeniamy je i od nas odrzucamy, i nigdym nie widział, iżby człowiek, obdarzony zdrowym rozsądkiem, chcący rzecz jaką oczyścić ze złego, z wiadomością odrzucał rzeczy dobre. Czyliż to może być dobrém i chwalebném, kiedy dziecię w tak młodziutkim wieku żąda z płaczem szkodliwéj dla siebie rzeczy, i od razu gwałtownym gniéwem się zapala na ludzi niepodwładnych, na osoby wolne i starsze wiekiem, na rodziców nawet, i na wielu roztropnie piérwszemu skinieniu jego woli nieposłusznych, bijąc je, usiłując ile siły dozwalają wszelką na nich wywrzeć złośliwość dla tego, że mu szkodliwego dlań odmówili posłuszeństwa?
Zaczém, słabość niemowlęcych członków jest niewinną, ale nie serce niemowlęcia. Widziałem i bacznie uważałem zazdrością ujęte dziecię; jeszcze mówić nie umiało, a zbladłe roziskrzonemi gniéwem oczyma patrzało na spólnie ssące niemowlę. Rzecz to wiadoma prawie każdemu; matki jednak i karmicielki mniemają, jakoby z téj namiętności dzieci swoje oczyścić zdołały, trudno jednak pojąć jakich środków doborem. Ale jestże to niewinność, gdy małe dziecię napojone już z tego samego piersi źródła mlékiem obficie płynącém, nie może ścierpieć równą potrzebą ściśniętego spólnika, którego życie jedynie tym samym utrzymuje się pokarmem? Lecz pobłażamy cierpliwie tym błędom, nie dla tego, jakoby mniéj szkodliwe, albo zbyt małe były, ale że po niemowlęctwie w następnym wieku znikają. A chociaż podobnym wadom przebaczamy w dziecięciu, w doroślejszym jednak wieku dostrzeżone surowo karcimy.
Ty więc Panie Boże mój, któryś wlał w niemowlę ducha żywota, utworzyłeś ciało (które jak widzimy opatrzyłeś zmysłami, wszystkie pospajałeś członki, i całą najdrobniejszych żyłek osnowę misternieś powiązał, okazałym ozdobiłeś je kształtem, a dla zupełnego zachowania i ocalenia, wszelkiemi żywotnéj istoty ubogaciłeś dążnościami), rozkazujesz mi, abym ciebie z rozwagi tak dziwnego dzieła twojego wysławiał, tobie wyznawał, i wielbił ś. Imię twoje o! ty najwyższy! bo jesteś Bogiem wszechmocnym i nieskończenie dobrym, chociażbyś tylko to uczynił, czego nikt inny zdziałać nie może, tylko ty sam jeden; bo od ciebie pochodzi wszelka zmiana bytu; tyś zawiązkiem wszelkiego kształtu, boś najkształtniejszy, i nieodmienném prawem twojém wszelkie rzeczy urządzasz.
Ale Panie, ten wiek, w którym życia mojego nie pamiętam, jedynie o nim obcéj powadze mówiących uwierzyłem, i z przykładu innych niemowląt domyśliłem się iż go odbyłem; lubo ten mój domysł bardzo jest pewny, wstydzę się jednak doliczyć go do mojego życia, które na tym świecie odbywam. Równym on jest owemu, który pomroką niepamięci osłoniony, w łonie méj matki upłynął.
„A jeżeli, w nieprawościach poczęty jestem, i w grzéchach matka moja w łonie swojem mnie żywiła[18]“ gdzież proszę cię mój Boże, gdzież ja niegodny sługa twój Panie, i kiedy byłem niewinnym? Lecz mijam ten czas, jakiż z niego dla mnie pożytek, którego ani siadu nie znajduję w méj pamięci.




ROZDZIAŁ VIII.
Jakim sposobem nauczył się mówić.

Przechodząc pasmo życia aż do chwili niniejszéj, czyliżem nie przeszedł z niemowlęctwa do wieku dziecięcego? albo raczéj wiek dziecięcy przybliżył się do mnie i po niemowlęctwie nastąpił. Ale i niemowlęctwo nie ustąpiło, dokądżeby odeszło? zniknęło jednak i więcéj go już nie było, bo z niemowlęcia u piersi, stałem się pacholęciem, żem już mówić zdołał. Przywodzę sobie ten wiek na pamięć, i późniéj dopiéro dowiedziałem się, jakim sposobem wtedy mówić się nauczyłem. Moi opiekunowie nie uczyli mnie wyrazów metodycznym porządkiem, jak nieco późniéj czytać: ale ja sam użytecznie pracując pojęciem, którem obdarzyłeś mnie mój Boże, gdym usiłował krzykiem, rozmaitemi głosami i rozmaitém członków ruszaniem wynurzyć pragnienie mojego serca, by moję wolę wypełniano; gdy te wszystkie głosy i gesta były nierzetelnemi i niezrozumiałemi tłumaczami, ale raczéj zwodziły moje niecierpliwe serce we wszystkiém, czego chciało, udałem się do méj pamięci i obejmowałem nią słowa, które moich uszu dochodziły; gdy tym wyrazem rzecz jaką w méj obecności oznaczono, lub według tego wyrazu ruchem ciała na jaki przedmiot wskazano, z pamięci nic nie roniąc, poznałem od razu, że głos poprzedni, jest nazwą rzeczy, na którą wskazywano. Tę zaś wolę ich, objawiano mi poruszeniem ciała, jako nuturalnym i powszechnym językiem, którym przemawia: twarz, spojrzenie, gest, dźwięk głosu wyrażając żądze duszy, kiedy prosi, posiada, odrzuca lub unika jakiego przedmiotu.
Tak tedy często i uważnie słysząc powtarzane słowa szykownie ułożone, i rozmaite zdania użyte w swojém znaczeniu, potrosze zbierałem ich właściwe znaczenia, a wprawiając mój język do wymawiania tych znaków, zacząłem wyjawiać niemi moję wolę. Tym przeto sposobem przemieniałem znaki na słowa, które tłumaczyły moję wolę osobom ze mną będącym, i coraz daléj wchodziłem w ludzkiego życia towarzystwo burzliwościami miotane, zostając pod powagą i władzą rodziców i dozorem ludzi wiekiem ode mnie starszych.




ROZDZIAŁ IX.
O wstręcie, jaki miał z początku do uczenia się, i o bojaźni kary namienia.

O! Boże, mój Boże, jakiéjżem biédy doznawał i złudzenia, kiedy mi małemu jeszcze pacholęciu przekładano jako jedyne prawidło dobrego życia: pilne baczenie na upomnienia i udzielane mi rady od moich nauczycieli, bym na tym świecie szczęściem zajaśniał i celował w szumnéj sztuce wymowy, która przewodnia jest ludziom do próżnéj sławy i nienasyconéj znikomych bogactw chciwości. Od tego czasu oddano mnie do szkoły, abym się czytać uczył; nie wiedziałem biédny o wielkim téj nauki pożytku, jednak moja opieszałość, gdym się nie uczył, karana była. Osoby poważne chwaliły to karanie dzieci. Nasi przodkowie w swém życiu wskazali nam te ścieszki uciskiem i utrapieniem nastérczone, któremi zmuszano nas przechodzić, ze zwiększoną — pracą i boleścią dla potomków Adama. Napotykałem wtedy niektórych ludzi proszących cię Panie, i nauczyłem się od nich, ilem zdołał ciebie uważać wielką jakąś istotą, że możesz bez objawienia się zmysłom naszym, wysłuchać nas i dopomódz nam. A lubom wtedy jeszcze małém był pacholęciem, prosiłem cię jednak jako jedynego wspomożyciela i obrońcę mojego; a do gorętszego wzywania cię rozwiązywałem trudność i przeszkodę niewprawnego jeszcze mojego języka i prosiłem cię choć mały, lecz z wielkim serca zapałem, by mnie w szkole nie karano. A kiedyś mnie nie wysłuchał „co nie było ku głupstwu[19]“ ale dla dobra mojego: ludzie starsi wiekiem, nawet moi rodzice, którzy najmniejszéj kary nie życzyli mi, wyśmiewali moje plagi w szkole odbierane, co wtedy ciężkiém i dotkliwém było dla mnie nieszczęściem. Ale Panie, czyliż jest które szlachetne serce choć jedno takie; (nie mówię tu o nieroztropnéj nieczułości niektórych ludzi); jestże które serce, miłością z tobą ściśle złączone, tak srogie, iżby obojętném okiem patrzało na straszliwe do katuszy przygotowanie, na rusztowania, żelazne szczypce i kolce, i inne okrutne śmierci narzędzia, o których uniknienie z wielką trwogą cały świat chrześciański usilne prośby do ciebie zanosi? któreż serce jest tak lekkomyślne, aby się ważyło równie wyśmiéwać ludzi przerażonych bojaźnią tych męczeństw, jak moi rodzice naśmiewali się z katuszy, które ponosić musiałem od moich nauczycieli? A chociaż niemniéj lękałem się méj chłosty, ani téż mniéj prosiłem cię o jéj uniknienie: grzészyłem jednak gdym z mniejszą ochotą pisał albo czytał albo mniéj się uczył niźli po mnie wymagano. Nie brakowało mi Panie ani pamięci, ani bystrego pojęcia, bo mnie twoja dobroć tém wszystkiém w owym wieku hojnie obdarzyła, alem się lubił grą zabawiać i o to karali mnie, którzy podobnie czynili; ale zabawy ludzi dorosłych potrzebném nazwano zatrudnieniem, gdy zaś w dzieciach są dostrzeżone, karę od starszych za nie odbiérają, i nikt nie ma litości nad dziećmi ani młodszemi ani starszemi. Może to który bezstronny i sprawiedliwy sędzia słuszném uzna, iż tak małe pacholę, jakiém wtedy byłem, odbierało karę o zabawę w piłkę, dla tego, że tą grą sobie przeszkadzając z mniejszym uczyłem się zapałem? zabawa ta jednak doroślejszemu nie byłaby przyzwoitą. Cóż innego czynił ten, który mnie o to karał? jeżeli w jakiéj nikczemnéj rozprawie od współnauczyciela został pokonanym: bardziéj zapalał się gniéwem ku niemu i zawiścią dręczył, niźli ja gdy mnie we walce piłki mój współzapaśnik przewyższył.




ROZDZIAŁ X.
Bardzo był do gry przywiązany.

Grzészyłem jednak Panie Boże, ty najwyższy Rządzco i Stwórco wszech rzeczy przyrodzonych, okrom tylko grzéchów, których nie jesteś sprawcą. Panie Boże mój grzészyłem nieposłuszeństwem przeciwko nakazom moich rodziców i nauczycieli, mógłem bowiem w późniejszym czasie na dobre użyć nauk, do których w jakimkolwiek bądź celu w ów czas przykładać mi się kazali. Nie z rozwagi wyboru lepszych rzeczy byłem nieposłuszny, lecz miłością gry byłem ujęty, lubiłem w walce próżną wyższość zwycięztwa, i bajeczne powieści, które głaskały moje uszy, i wzniecały w nich coraz żywsze drażnienie: a tém codziennie powiększona i w oczach moich iskrząca się ciekawość wywodziła mnie na miejsca igrzysk i teatralnych widowisk. Osoby, które wystawiają te igrzyska, taką wspaniałością i sławą są ozdobione, że prawie wszyscy życzą swoim dzieciom dostąpić téj godności, chętniéj jednak zezwalają na ukaranie ich, jeżeli te widowiska przeszkadzają im do nauki, która według ich życzeń ma być dla synów ich przewodnią do osiągnienia takiéj sławy jaką na publicznych widowiskach uwielbiali. Spojrzyj Panie litościwém okiem na tę zawodną znikomość, a wybaw nas, którzy cię wzywamy, wybaw i tych, którzy cię jeszcze nie wzywają, aby cię wzywali i byli wybawieni.




ROZDZIAŁ XI.
Opisuje swoję chorobę i w niéj chrztu żądanie.

Słyszałem jeszcze pacholęciem będąc, mówiących o życiu wieczném, które nam zaręczył swojém upokorzeniem Syn twój jednorodzony Pan i Bóg nasz zniżając się z tronu swéj chwały do nas, by uleczył pychę naszę: byłem nacechowany znamieniem krzyża ś. i solą zbawienia zaprawiony zaraz po wyjściu z łona méj matki, która mocną ufność w tobie pokładała.
Tyś Panie widział, gdym, małém jeszcze będąc pacholęciem, ujęty pewnego dnia gwałtowną boleścią żołądka, od nagłéj gorączki już prawie bliski zgonu: widziałeś mój Boże „boś już wtedy był stróżem moim“ z jakim serca zapałem i żywą wiarą żądałem chrztu Chrystusa twojego, a Boga i Pana naszego, od pobożności méj matki, i od spólnéj matki naszej kościoła twojego. Bardzo zatrwożona matka ciała mojego, któréj czyste serce z większą daleko miłością rodzić poczęło wieczne zbawienie moje w twojéj wierze, już wtedy skwapliwie starała się, bym przyjąć mógł ś. Sakrament i wodą zbawienia był obmyty; ciebie Panie Jezu wyznając dla odpuszczenia grzéchów, ale żem nagle uczuł polepszenie i przyszedłem do zdrowia. Odłożone tedy zostało moje oczyszczenie, właśnie jakby potrzeba było, bym dłużéj jeszcze kalał się w mętach grzechowych uzyskawszy zdrowie i życie; obawiano się raczéj mojego upadku w zamęt grzéchów po wyjściu ze zbawiennéj kąpieli, iżby potém wina jego, cięższa i niebespieczniejsza na mnie spadała.
Tak już wtedy wierzyłem i matka moja z całym domem swoim, krom tylko ojca mojego, który jednak nigdy nie wygasił we mnie zasady macierzystéj pobożności, ani tego dokazał, bym nie wierzył w Jezusa Chrystusa, jak on jeszcze wtedy nie wierzył. Dokładała ona wszelkiéj usilności i starania, abyś ty mój Boże, raczéj był mi ojcem, aniżeli on, i wspomagałeś ją, by swoją gorliwością przewyższała swego męża, a chociaż go umiarkowaniem i dobrocią przechodziła, we wszystkiém jednak mu tém wierniéj służyła, bo według twojego rozporządzenia tobie była w tém posłuszną. Dozwól mój Boże, radbym wiedzieć, jeżeli się tobie podoba, w jakim zamiarze wtedy mój chrzest na czas późniejszy odłożono: czyli to z dobrém mojém było, że wodze moich namiętności były rozpuszczone do grzészenia, lub gdyby zostały były skrócone? Z kądże to pochodzi, że nieustannie ten głos o tym lub owym i teraz uszy nasze uderza: dozwól mu niech czyni co chce, jeszcze nie jest ochrzczonym. Ale gdy się rozchodzi o uzdrowienie ciała, tak sobie nie postępujmy: dozwól mu niech się bardziéj rani, bo jeszcze nie jest uleczony.
O dla czegóż nie zostałem rychléj uzdrowiony! Dla czegóż za mojém i moich opiekunów staraniem wcześniéj nie upewniłem zdrowia méj duszy pod łaski twéj bezpieczeństwem i opieką, któréj byłbyś mi udzielił! Lepiéj byłoby zaiste. Lecz moja matka przewidywała jak wielka i gwałtowna pokus burzliwość miała młodość moję pochłonąć; wolała raczéj tę niekształtną jeszcze lepiankę tobie polecić, i podać ją odmętowi nierządów, które późniéj miały być dla mnie przestrogą: aniżeliby miały znieważyć twój obraz, któryby łaską chrztu ś. już był na méj duszy wyrażony.




ROZDZIAŁ XII.
Bóg obrócił na jego użytek nieprzejrzany cel nauk, do których go przymuszano.

W dziecięcym wieku, w którym się mniéj o skażenie moich obyczajów obawiano, jak w młodzieńczym, nie lubiłem nauk i nieznośném było dla mnie wszelkie do nich znaglanie, przymuszano mnie jednak, i na dobre mi to wychodziło; jam zaś nie dobrze czynił: gdym się nie chciał uczyć, tylko z przymusu, bo któż przymuszony czyni co dobrze, chociażby to dobre było co czyni? Ani moi opiekunowie i nauczyciele, którzy znaglali mnie do nauki czynili dobrze, ale ty tylko dobrześ mi zrządził mój Boże: bo oni nie upatrywali w naukach innego dla mnie celu, przymuszając mnie do nich, jedynie nasycanie się w przyszłości niesytną żądzą bogatego ubóstwa i niedostatku, i zelżywą chwałą błyszczącego świata.
Ale ty Panie „któryś wszystkie włosy na głowach naszych policzył[20]“ błąd tych, którzy znaglali mnie do nauki obracałeś na mój pożytek, a niedbalstwo moje w uczeniu się sprawiedliwieś ukarał, na to zasłużyłem małe pacholę, a już wielki grzésznik — Tak więc ze złego ich zamiaru wywiódłeś moje dobro, a z grzéchów moich sprawiedliwą dla mnie kary zapłatę. Boś tak rozporządził, i tak jest: by wszelki umysł występny, był karą dla siebie samego.




ROZDZIAŁ XIII.
Zbyt przywiązywał się do bajek poetycznych.

Z jakiego powodu miałem wstręt do nauki greckiego języka, którego uczono mnie, gdym jeszcze był małém pacholęciem, do tego czasu nie pojmuję zupełnie. Polubiłem bardzo język łaciński, ale nie ten, którego uczą początkowi nauczyciele, lecz tak nazwani grammatycy, którzy literaturę wykładają; bo te początkowe zasady, gdzie uczą czytać, pisać i liczyć, niemniéj były dla mnie uciążliwe i nudne jak wszystkie greckie nauki. Ale z kądże ten niesmak pochodził, jeżeli nie z grzéchu i próżności życia? „ponieważ ciałem byłem i wiatrem idącym a niewracającym się[21].“ Lepsze zapewne, bo bespieczniejsze, były te początkowe nauki, które usposobiły mnie, i przyniosły ten pożytek, że czytam co pod moje oczy podpadnie, i piszę co sobie życzę, aniżeli owe, w których uczyłem się o błędnych tułactwach niewiem jakiego Eneasza, zapomniawszy o moich własnych błędach, i płakałem śmierci Dydony, iż się z miłości zabiła; kiedy niestety! ani łzy z oczu moich nie uroniłem nad śmiercią rozproszonego życia mojego i gdym nieszczęśliwy oddalał się od ciebie mój Boże, jedyne życie moje. I czyliż mogła być większa dla nieszczęśliwego niedola, gdy nad sobą samym nie litował się, płacząc nad śmiercią Dydony, którą sobie z miłości ku Eneaszowi zadała, a nie płakał nad własną śmiercią, którą z utraty twéj miłości ponosił? Boże światłości serca mojego i chlebie dla ust wewnętrznych méj duszy, siło użyźniająca mój rozum, jedyny zawiązku méj myśli, nie kochałem cię, i tobie się przeniewierzyłem, a moje przeniewierstwo zewsząd słyszało głos: „Śmiało, śmiało[22],“ „bo miłość tego świata jest wiarołomném przeniewierzeniem się w miłości ku tobie[23].“ A słowa: „Śmiało, śmiało“ oznaczają zawstydzenie, gdy człowiek nie ma tak dobrych obyczajów, jakie mają drudzy. Nie rozrzewniałem się nad moją własną nędzą, lecz płakałem zgasłéj Dydony „która przez ostrze miecza oddała się ostatniemu życia kresowi[24],“ ja podobnie zamiast tobie, oddawałem się ostatnim twoim stworzeniom, a jako ziemia wracałem do ziemi; a gdyby mi było zabronione czytanie tych wypadków, byłbym żałował żem tego nie czytał nad czém bolałem. Takie jest omamienie rozumu, iż te brednie uchodziły za wyższą literaturę i pożyteczniejsze nauki, niżeli owe, które mnie czytać i pisać nauczyły.
Ale teraz mój Boże niech się w méj duszy odezwie głos niemylnéj twéj prawdy i powié mi: nie tak jest, nie tak zaiste, pożyteczniejsze bez porównania są owe nauki początkowe. Bo gotów jestem raczéj wypuścić z pamięci błędne wędrówki i przygody Eneasza, oraz podobne brednie, aniżeli naukę czytania i pisania. Wiszą wprawdzie zasłony[25] u progów szkół grammatycznych, lecz one nie tak wzniosłość tajemnicy, jako raczej próżność błędu osłaniają. Niechże już nie wołają więcéj na mnie owi nierozumni nauczyciele, których nie lękam się w téj szczęśliwej chwili, w któréj wyznaję tobie mój Boże wszystkie myśli według zapragnienia méj duszy, i z upodobaniem strofuję nieprawe i błędne drogi przeszłego życia mojego, abym zamiłował proste drogi twoje, niech nie powstają na mnie owi sprzedawcy grammatycznych nauk, albo ich zakupnicy, bo jeżeli ich się zapytam: czyli to prawda, co poeta mówi: że Eneasz niegdyś przybył do Kartaginy? nieuczeni odpowiedzą, że nie wiemy; uczeńsi zaś zupełnie temu zaprzeczają. Lecz jeżeli zapytam się, któremi głoskami pisze się imie Eneasza, wszyscy, którzy czytać umieją odpowiedzą mi prawdę: że według tego układu i prawidła, jakie pomiędzy sobą ludzie w pisaniu tych znaków zatwierdzili. Jeżeli się daléj zapytam, które zapomnienie większą przyniosłoby dla życia ludzkiego niedogodność i szkodę: czy, gdybyśmy zabaczyli czytać i pisać, czyli téż owych rymotworczych wymysłów, któż na to nie odpowié od razu? każdy, ktokolwiek zdrowy rozum posiada. Grzeszyłem więc, małém będąc pacholęciem, kiedym te próżności z upodobaniem wyżéj oceniał nad rzeczy pożyteczne, albo raczéj nie nawidziłem rzeczy użytecznych, a kochałem próżne. Rachuba zaś: jeden a jeden są dwa, dwa a dwa są cztéry, przykrém była dla mnie brzmieniem; ale ulubioném mój próżności widowiskiem, był koń drewniany, ustrojony rynsztunkiem i zbrojnymi żołnierzami; pożar Troji i cień Kreuzy (żony Eneasza).




ROZDZIAŁ XIV.
Jak wielki miał wstręt ku nauce greckiego języka.

Dla czego miałem wstręt i ku greckiéj po czyi pełnéj takich bredni? Albowiem i Homer celuje tkaniną podobnych bajek; jest on słodkim kłamcą, dla mnie jednak w młodym wieku był przykrym i cierpkim. Mniemam, że takim podobnie jest Wirgiliusz dla greckich dzieci, gdyż zmuszane są uczyć się go z taką trudnością, z jaką uczyłem się Homera. Trudność w nauce obcego języka, zaprawiała jakby żółcią wszelką przyjemność greckich bajek. Anim jednego słowa greckiego nie umiał; srogą jednak grozą kary zmuszano mnie, bym się uczył. Ale i łacińskiego słowa żadnego nie umiałem w niemowlęctwie, jednak bacznie uważając, bez grozy i kary nauczyłem się go w pośród pieszczót ze mną méj matki i piastunek, pomiędzy żartobliwemi uśmiéchami i pochlebnemi zabawkami osób, które mnie otaczały.
Nauczyłem się łacińskiego języka nie będąc karną groźbą i naleganiem zmuszany, lecz jedynie serce moje pobudzało mnie do wynurzenia moich pomysłów, i nie byłbym zdołał wynurzyć moich myśli, gdybym nie był w méj pamięci chował słów, które słyszałem, nie od nauczycieli, ale z ust mówiących, których uszu także dochodziły wyrazy początkowych zdań moich. To jasno dowodzi, że do takiéj nauki swobodna ciekawość skuteczniejszym jest mistrzem, niżeli przymus bojaźnią podniecany. Ale ta niestała ciekawość miarkowanią być musi prawami twojemi Boże, potężnemi prawami twojemi, które od plagi szkolnéj aż do doznania tortur męczeńskich, mieszają do przyjemności życia naszego zbawienne gorycze, które znowu przywołują nas ku tobie, od zaraźliwéj roskoszy odwodzącéj nas od ciebie.




ROZDZIAŁ XV.
Jego modlitwa.

Wysłuchaj Panie prośbę moję i spraw łaskawie, by dusza moja nie ustawała pod rózgą twéj karności, iżby nie ustawała w ciągłém wyznawaniu twojego miłosierdzia, które mnie zbłąkanego wywiodło ze wszystkich opłakanych dróg moich. — Ty bądź mi prawdziwą słodyczą i roskoszą nad wszystkie złudzenia, za któremi dawniéj biegając błądziłem! abym cię kochał wrzącą serca mojego miłością, i całą siłą méj duszy ujął łaskawą rękę twoję, któraby mnie aż do zgonu wyrywała ze wszelkiéj pokusy. Tobie więc Panie, o! królu i Boże mój, składam w ofierze wszystko, czegom się w młodym wieku pożytecznie nauczył; niech to służy ku powiększeniu twéj chwały cokolwiek z daru twojego mówię, piszę, czytam i liczę. Albowiem, kiedym się uczył światowych próżności, tyś mi udzielał swéj nauki i przebaczyłeś mi grzéchy mojego upodobania w tych próżnościach. A chociaż w owych bredniach nauczyłem się wiele potrzebnych i pożytecznych wyrazów, jednakże mógłbym się ich był nauczyć w rzeczach ważnych i przyzwoitych, nieusidłających żadnego kroku dziecięcia w bespiecznym przechodzie nauki.




ROZDZIAŁ XVI.
Powstaje na sprosność bajek.

Ale biada tobie potoku zepsucia ludzkich obyczajów! któż tobie oprzéć się może? więcże już nigdy nie wyschniesz? Dopókiż za sobą unosić będziesz synów Ewy do bezdennéj przepaści straszliwego morza, którego széroką zatokę skażenia z wielką trudnością przepłynąć zdołają ci, co się uchwycili drzewa Krzyża świętego. Czyliż mi czytającemu nie wystawiłeś grzmiącego, zarazem i cudzołożliwego Jowisza? Nie mógłby on zapewne czynić tego obojga, ale dla tego nadano mu powagę, aby tém śmieléj naśladowano prawdziwém cudzołoztwem tego, który ciska wymyślonemi gromami. Ale któż z owych mistrzów w poważne togi ustrojonych bez obrazy ucha swojego, słuchać może tego jako rzeczy prawdziwéj, o czém mówi jeden z ich szkoły pochodzący: „Homer, powiada, wymyślił te bajki, który ludzkie ułomności przypisywał bogom, wolałbym gdyby boskie przymioty nam był przypisał[26].“ Wprawdzie ten poeta w swych bajkach ubóstwiał czyny występnych ludzi, aby wszeteczeństwa nie były uznane za występki, a ktokolwiek je popełnia, by mniemał, że nie ludzi skażonych, ale bogi niebieskie zdawał się naśladować, A jednak, o strumieniu z głębi piekła płynący! pogrążają się w tobie synowie rodu ludzkiego, i płacą za to, aby tak przewrotne nauki w tobie czerpali; i wielkiéj wagi rzecz dzieje się, gdy te nauki wykładane są na miejscach publicznych, w domach sądowych w obliczu praw, które to prawa oprócz prywatnych za nie wynagrodzeń, z publicznego skarbu zapłatę jeszcze wyznaczają; i toczysz ze sobą twoje głazy z łoskotem, którego głos słyszeć się daje: tu uczą się prawdziwego znaczenia wyrazów, tu to nabywają sztuki wymowy nieodzownie potrzebnéj do dowodzenia rzeczy i zdań wyjaśnienia, Właśnie, jakbyśmy z kąd inąd nic zrozumieli tych wyrazów: „deszcz złoty, łono, oszukanie, sklepienie niebios, i tym podobne wyrazy w tym ustępie napisane, choćbyśmy ich nie czytali w Terencyuszu kiedy wprowadza na scenę wszetecznego młodzieńca, który wystawiał sobie Jowisza za przykład porubstwa, podniecony widzeniem malowidła na ścianie, które było takie: „jakim sposobem Jowisz niegdyś wyléwał deszcz złoty na łono Danay, i oszukał tę niewiastę [27].“ Patrzaj, jak tym przykładem boga, jakoby niebieskiém mistrzowstwem, zapala się do lubieżności, mówiąc: „i tego jeszcze boga, który straszliwym swoim gromem wstrząsa najwyższemi niebios sklepieniami, ja nikczemny człowieczek nie będę naśladował, owszem naśladowałem go a nawet z lubością.“
Wszakże takowa sprosność nic posłużyła nam do łatwiejszego nauczenia się tych wyrazów, ale raczéj te wyrazy do nieczystości zagrzewały. Nie potępiam wprawdzie słów, jako wybornych i kosztownych naczyń, ale wino fałszu i skażenia, które w nich stawiali nam opojeni nauczyciele; a jeżeli pić nie chcieliśmy karali nas, ani nam wolno było do którego trzeźwego odwołać się sędziego. Jednak mój Boże, przed którego obliczem już teraz bespiecznie rozważam myśli moje, uczyłem się tego nieszczęśliwy z ochotą i upodobaniem, i dla tego nazywano mnie pięknych nadziei młodzieńcem.




ROZDZIAŁ XVII.
Rozważa próżność swoich nauk.

Dozwól mi mój Boże nieco powiedzieć o bystrym dowcipie moim a darze twoim, jakiém wysilałem go wyrabianiem baśni! Wyznaczano mi ważną robotę, która nie mało duszę moję mąciła obietnicą pochwały, lub grozą niesławy i kary, bym wystąpił z mową wyrażającą gniéw i żale Junony, „że wodza Trajanów od Włoch odeprzeć nie mogła [28];“ wiedziałem, iż te żale Junony zmyślone tylko były, zmuszano nas jednak, byśmy błądzili za śladem kłamstw rymotworczych i to deklamowali prozą, co poeta wierszami opisał. A ten zasługiwał na większą pochwałę, który wiernie w dostojności przybranéj na siebie osoby, na scenę wystąpiwszy żywsze wydawał uczucia gniéwu i żalu, i myśli swoje ustroił lepszych wyrazów doborem. Ale na cóż mi przydało się to wszystko, o prawdziwe życie moje, mój Boże? Jakiż miałem pożytek z téj pochwały, którą mnie za lepsze wypracowanie nad wielu rówienników moich i współzawodników zaszczycano? Czyliż to nie było na chwilę tylko kłębiącym się dymem i wiatrem przelotnym? Więcże już nie było ważniejszego przedmiotu do uprawy mojego języka i rozumu? Gdyby raczej chwała twoja Panie, chwała twoja w księgach ś. zapisana, była wstrzymała chwiejące się jak palma serce moje, nie byłoby pewnie zajmowało się próżnemi fraszkami, jako obrzydliwą karmą, właściwą ptakom drapieżnym; lecz nie jednym sposobem składaną bywa ofiara rokosznym aniołom.




ROZDZIAŁ XVIII.
Żali się na ludzi, że ściślej zachowują prawidła grammatyczne niżeli parzykazania Boskie.

Ale jakiż dziw, iż te próżności zajmowały mnie i unosiły za sobą, i odchodziłem od ciebie mój Boże coraz daléj: kiedy mi wystawiano ludzi za wzór do naśladowania, którzy, gdy opowiadali niektóre dobre swoje uczynki, wstydem się zarumienili za naganę, jeżeli nieobacznie wyśliznął się z ich ust jaki błąd mowy przeciw grammatycznym prawidłom; którzy zaś w opowiadaniu swéj wszeteczności rozwinęli całą pełność w mowy ozdobionéj dobranemi i kwiecistemi wyrazami, szczycili się za to pochwałą. Widzisz to wszystko Panie i zamilczasz „bo jesteś przewłocznym, wielce miłosiernym i w obietnicach prawdziwym [29].“ Ale czyliż zawsze milczeć będziesz? Oto w chwili niniejszéj wyrywasz z téj pożerającéj przepaści duszę, która cię szuka roskoszy twoich spragniona, której serce woła do ciebie: „Szukało cię oblicze moje, oblicza twego Panie szukać będę [30].“ Daleko błądziłem od oblicza twojego, czarną namiętnością zaślepiony. Albowiem nie nogami ni miejsca odległością oddalamy się od ciebie, albo ku tobie zbliżamy. Czyliż twój syn [31] młodszy użył koni lub wozu, lub okrętu, albo na widzialnych skrzydłach uleciał; albo téż pieszo oddalił się od ciebie, by w odległéj krainie oddał się rozwiozłości życia i strwonił to, co odebrał od ciebie przy swoim odjeździe? Czuły Ojcze! żeś mu szczodrobliwie dał wtedy część majętności, która na niego przypadała: czulszy daleko dla uciśnionego twardą nędzą w utrapionym jego powrocie. Przywiedziona tu przypowieść wyświeca tę prawdę, że zanurzanie się w żądzy nieczystéj otacza nas ciemnościami, i od jasności oblicza twojego oddala. Spojrzyj Panie Boże z nieodmienną cierpliwością i rozważ, z jaką wiernością synowie ludzcy zachowują grammatyczne warunki od piérwszych nauczycieli mowy przyjęte; a jak odważnie zaniedbują nieodmienne, przez ciebie ustanowione wiecznego ich zbawienia warunki, tak dalece, że kto te dawne ustawy wymawiania i brzmienia zachowuje, albo ich naucza, jeżeliby przeciwko prawidłu grammatyki zapomniał ostro wymawiać piérwszą zgłoskę wyrazu i powiedział: „cłowiek, zamiast człowiek“ bardziéj tém obraża uszy słuchających, jak żeby przeciwko wyraźnemu prawu twojemu nie nawidził swego współbrata równego sobie człowieka. Któż nie uzna téj prawdy, że złe, którém nasz nieprzyjaciel uciska nas, nie tak nam szkodzi, jak raczéj szkodzi nam własna nienawiść nasza, którą się ku niemu unosim; niemniéj że prześladowca nie tak szkodliwie niszczy prześladowaniem swojego przeciwnika, jak niszczy i trapi swoje własne serce waśnieniem.
Nie obowiązują zaiste tak sumiennie i ściśle prawidła mowy i głosek, jak to prawo palcem twoim na sumieniu człowieka zapisane: „żeby drugiemu nic czynić tego, co nie chciałbyś, żeby tobie czyniono [32].” O jakże wielką tajemnicą jesteś na wysokościach mieszkający w cichości sam jeden wielki Boże, który nieodmienném prawem spuszczasz karzące ślepoty na nieprawe żądze nasze! Kiedy człowiek chciwie ubiega się za sławą wymowy, stojąc przed sędzią równie jak on człowiekiem, w pośród licznego zgromadzenia ludu, kiedy z okrutną nienawiścią nastawa na swojego nieprzyjaciela, aby go potępić: chroni się najprzezorniéj wszelkiego błędu w mowie, by nie wyrzekł: „pomiędzy ludziom” ale by piekielną swoją zapalczywością nie zgładził człowieka „z pomiędzi ludzi” tego się wcale nie wystrzega.




ROZDZIAŁ XIX.
Mówi o błędach dzieci, i występkach ludzi.

W piérwszym wieku mojéj młodości, wystawiono mnie nieszczęśliwego na próg tak skażonych obyczajów; takie to było moje na placu zapaśniczym naukowe ćwiczenie się: że przezorniej wystrzegałem się popełnić błąd barbaryzmu, aniżeli gdym go popełnił zazdrościć moim współzawodnikom, którzy go nie popełnili. Mówię i wyznaję tobie mój Boże tę słabość moję, która jednała mi pochwałę u ludzi, którym podobać się, wtedy było dla mnie uczciwém życiem, ile żem nie postrzegał tęj sromotnéj przepaści, w którą byłem daleko od twego oblicza wtrącony. Byłoż co wtedy szpetniejszego nade mnie? tak dalece, że takiemi postępkami nie podobałem się zgoła nikomu, oszukując niezliczonemi kłamstwy mojego nadzorcę, nauczycieli i rodziców; obrażałem ich nieumiarkowaną do gry miłością, namiętném przypatrywaniem się nikczemnym widowiskom, i z niepohamowanym zapałem naśladowania z mojemi towarzyszami tych próżności? Brałem także ukradkiem rzeczy ze szpiżarni moich rodziców i ze stołu, albo obżarstwem powodowany, albo téż bym innym dzieciom miał co dawać za bawidła, które lubo wspólnie się ze mną bawiły, wymagały jednak, bym je od nich kupował. W saméj nawet grze podniecony pragnieniem próżnéj wyższości nad innych, ubiegałem się często za podstępnemi zwycięstwami. Ale cóż mnie pobudzało do większéj niecierpliwości i srogich nakarceń, gdym dostrzegł, że mnie oszukiwano, jako podobny podstęp, jakim innych oszukiwałem; a jeżeli mnie dostrzeżono, i oto strofowano, nie chcąc ustąpić, srożyłem się na nich niezmiernie. I takaż to jest niewinność dziecięcia w pierwszym jego wieku? Nie ma jej Panie, nie ma wcale! nie jestto życie niewinne mój Boże. Taką to koleją toczy się prawie całe życie człowieka; że, póki zostaje pod nadzorem swoich wychowawców i nauczycieli: orzechy, piłki, ptaki zajmują go, tak właśnie, jak w późniejszym jego wieku, urzędy, honory, skarby, dziedziny, poddani; przeto wszystkie te przedmioty nieprawych żądz jego, za nadejściem lat przychodzą i powiększają się, tak, jak po plagach szkolnych cięższe kary następują. Zaczém, ty w małym tylko wzroście dziecięcia umieściłeś wizerunek prawdziwéj pokory i szczerości, o! królu nasz, kiedyś powiedział: „Takowych bowiem jest królestwo niebieskie [33].”




ROZDZIAŁ XX.
Składa dzięki Bogu za dary, które odebrał w dziecięcym wieku.

Ale jednak Panie, tobie najwyższemu Stwórcy i Władcy najlepszemu całego przyrodzenia, Bogu naszemu dzięki składam i za to dobrodziejstwo, chociażbyś mnie tylko pacholęcia istotą byt obdarzył! bo i w owym wieku już byłem, żyłem, czułem i starałem się bacznie o zachowanie siebie w całości, owego to śladu i znamienia skrytéj i niepojętéj jedności twojéj, z której mój byt miałem; a wewnętrznym zmysłem strzegłem całości wszystkich zmysłów moich; tak więc w małém mojém jestestwie i w myśli o małych rzeczach, byłem prawdy miłośnikiem. Nie chciałem być oszukany, pamięć miałem mocną i żywą, kształciłem dar wymowy, cieszyłem się przyjaźnią, unikałem boleści, poniżenia, wzgardy i niewiadomości. I czegóż jeszcze nie dostaje do podziwu i pochwały w tak małéj istocie?
Ale te przymioty, są to dary Boga mojego, nie dałem ich sam sobie, są one dobre, a tém wszystkiém ja jestem. Dobrym zaiste jest ten, który mnie udziałał, jest on dobrem mojém, i radością uniesioném sercem, składam mu dzięki za wszystkie dobra, któremi piérwsze lata méj młodości szczodrze ubogacił. Grzészyłem jednak wielką nierozwagą, że nie w nim, ale w jego stworzeniach szukałem siebie i wszystkich moich przyjemności, honorów i prawdy; i przeto wpadałem w boleść, zawstydzenia i niezliczone błędy. Dzięki tobie moja prawdziwa słodyczy, chwało i ufności moja mój Boże. Składam ci dzięki, za wszystkie dary twoje! ale mi je zachowaj łaskawie, tak bowiem i mnie zachowasz, i to wszystko wzrastać i dojrzewać będzie co ręka twoja na sercu mojém zasiała, ja będę z tobą, ale i to że jestem z tobą, z twego daru pochodzi.

Wyznania świętego Augustyna ornament 3.jpg

Przypisy

  1. Ps. 144, 3. Ps. 146, 5.
  2. Jakob. 4, 6.
  3. Do Rzym. 10, 14
  4. Ps. 21, 27.
  5. Ps. 138, 8
  6. do Rzym. 11, 36.
  7. Jerem. 23, 24
  8. Ps. 17, 32
  9. Ps. 34, 3.
  10. Ps. 18, 13 i 14.
  11. Ps. 115, 10.
  12. Ps. 31, 5.
  13. Ps. 26, 12.
  14. Ps. 129, 3.
  15. Księga Rodz. 18, 27
  16. Ps. 101, 28.
  17. Job. 25, 4.
  18. Ps. 50, 7.
  19. Ps. 21,3.
  20. Mat. 10, 30
  21. Ps. 77, 39.
  22. Ps. 34, 21.
  23. List ś. Jakóba 4, 4.
  24. Wirgil. Enejda 6.
  25. Każda sztuka nadobna i nauka miała w starożytności właściwe sobie godło; takiém niemniéj godłem literatury, była zasłona, którą zawieszano przy wejściu do szkoły grammatyki.
  26. Cicero l. 1. Tuscul. qq. Takie przymioty, mówi dalej Cycero: »być silnym, mądrym; wynaleść, pamiętać.
  27. W Eunuchu akt 3, oddział 5.
  28. Wirgil. ks. 1. Enejd.
  29. Ps. 102, 8.
  30. Ps. 26, 8.
  31. u Łukasza 15, 13.
  32. Mat. 7, 12.
  33. Mat. 19, 14.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.