Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział IX
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ IX.
O cnotach ś. Moniki.

W ojczystym domu skromnie i starannie wychowana, od ciebie raczéj nauczona być podległą rodzicom, a niźli od rodziców tobie: skoro doszła wieku dojrzałego, za mąż wydana służyła mu jako panu swojemu; a gorliwa o pozyskanie go dla ciebie, dowodziła mu ciebie językiem swych czystych obyczajów, któremi ją piękną czyniłeś, a z szacunkiem i podziwem miłą mężowi. Z taką cierpliwością znosiła jego wiarołomności, że żadna posępna niechęć nigdy w tym względzie pomiędzy niemi nie zaszła: oczekiwała ona twojego nad nim miłosierdzia, że z wiarą zarazem i czystością go obdarzysz. Jak szczególny był dobrocią i łagodnością, tak niemniéj gniewem nagle się zapałał; lecz rozgniewanemu mężowi nie sprzeciwiała się, ni uczynkiem, ni żadném słowem. Skoro widziała go umiarkowanym i spokojnym, upatrzywszy sobie sposobność, zdała mu sprawę ze swego postępku, jeżeli się trafiło że nieobacznie był uniesieniem poruszony.
Kiedy prócz tego wiele niewiast, które miały nierównie łagodniejszych mężów, na twarzy nawet oszpeconéj nosiły ślady domowéj srogości, w zażyłéj rozmowie pomiędzy sobą oskarżały obyczaje swych mężów, matka moja ich język winiła, i żartem dawała im bardzo ważne przestrogi; w nich słyszały odświéżenie obowiązków zawartych w kontrakcie małżeńskim, który jako akt autentyczny ich poddaństwa uważać powinny: i często w pamięci odświéżać ten warunek, że przeciw panom swoim wynosić się i powstawać nie należy. A gdy owe niewiasty, znając nader gwałtowny humór jéj męża, nadziwić się nie mogły, że nigdy nie słyszano, ani żaden ślad wyjawiał, aby Patrycyusz kiedy uderzył swoję żonę, albo domowém zwaśnieniem choć na jeden dzień między sobą się poróżnili, i gdy w sekrecie pytały o przyczynę, uczyła ich sposobu postępowania sobie, jakem go wyżéj skréślił. Które poszły za jéj doradą i spróbowały tego środka, spokoju sobie winszowały; pogardzające zaś jéj nauką w poddaństwie i uciśnieniu zostawać musiały.
Świekrę niemniéj swoję podniecaną z początku przeciw sobie podszeptami złośliwych służebnic, tak przekonała uszanowaniem, stateczną cierpliwością i łagodnością: że ona sama wyjawiła swemu synowi te języki jadem zatrute, które pomiędzy nią i synową mąciły pokój domowy, i żądała ich ukarania. Patrycyusz matki swéj posłuszeństwem skłoniony, starając się utrzymać jedność, zgodę i domowy porządek, obwinione według woli oskarżycielki sprawiedliwie ukarał; ona sama przyrzekła podobnéj nagrody od siebie spodziewać się, którakolwiek ze służebnic dla przypodobania ważyć się będzie co złego mówić o synowéj. Tym sposobem kłamstwo zostało poskromione, a świekra ze synową żyły od tego czasu w zobopólnéj pomiędzy sobą życzliwości.
Jeszcześ Boże mój miłosierdzie moje! tę wierną służebnicę twoję, w któréj żywocie, utworzyłeś mnie, tym nieocenionym ubogacił darem: gdy pomiędzy niezgodne i rozjątrzone wchodząc osoby, gdzie wpływ mieć mogła, tak zachowała się spokojną i umiarkowaną, słysząc z obudwóch stron słowa pełne żółci i goryczy; że owe nudzące obelgi, których nadęta i niepowściągliwa nienawiść strawić nie mogąc, szuka dla siebie ulgi w oczernieniu przed obecną przyjaciółką nieobecnéj swojéj nieprzyjaciołki; o niczém jednak, ani jednéj, ani drugiéj nie doniosła, ale używała słów skutecznych do pogodzenia stron zwaśnionych.
Nie wiele dobrego przyznawaćby należało téj cnocie, gdyby smutne doświadczenie nie było mnie nauczyło, jak wielka jest liczba takowych ludzi okropném grzéchów powietrzem zarażonych, którzy rozgniewanych nieprzyjaciół mowy, nie tylko donoszą zagniewanym nieprzyjaciołom, ale jeszcze dodają czego nie słyszeli; kiedy przeciwnie, każdy umysł ukształcony i ludzki, za małą to rzecz uważać każe, chociażby się ktokolwiek wstrzymał od złośliwych doniesień nienawiścią pobudzonych, jeżeli sobie tego nie poczyta za ścisły obowiązek, aby to zarzewie niezgody dobrą mową zagasił i zadeptał: taką ona była przez ciebie ukształconą Mistrzu wewnętrzny, w szkole jéj serca ją nauczający. Nakoniec i męża swojego przy ostatnim kresie jego doczesnego życia tobie pozyskała; ani już tego nie płakała w prawowiernym, co przedtém od niewiernego ponosiła.
Była ona równie i sług twoich służebnicą; każdy z nich, który ją znał, bardzo cię w niéj chwalił, czcił i miłował, bo czuł w jéj sercu obecność twoję owocami świętego życia poświadczoną. „Jednego męża była żoną, odpłaciła dług wdzięczności swoim rodzicom, domem swoim pobożnie rządziła, świadectwo miała w dobrych uczynkach[1].“ Synów swoich, których piersiami swemi karmiła, wychowała; po tyle kroć ich odradzała, ile razy widziała, że zbaczają od ciebie. Nareszcie, kiedyśmy wszyscy twoi słudzy mój Boże (bo dobroć twoja tego nam imienia dozwala), przed ostatniém jéj zaśnięciem, miłością twoją i łaską chrztu ś. połączeni razem żyli, takie miała staranie o nas, jakbyśmy wszyscy jéj dziećmi byli, i tak służyła nam, jakby każdy z nas był jéj rodzicem.




Przypisy

  1. Tym. 5, 9.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.