Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział VIII
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ VIII.
O zgonie ś. Moniki i jéj wychowaniu.

„O Panie który czynisz, że mieszkają jednych obyczajów w domu[1],“ przyłączyłeś wtedy do naszego towarzystwa jeszcze i Ewodyusza młodzieńca, rodem z Tagasty naszego miasta, który pełniąc służbę oficera pełnomocnika przy wojsku cesarskiém, wprzód niźli my nawrócił się i ochrzczony został; porzuciwszy świecką wojskowość, do twojéj się zapisał. Razem połączeni umyśliliśmy prowadzić życie społeczne w świętém postanowieniu; szukaliśmy więc dogodnego miejsca do zamieszkania, na którémbyśmy w naszym zamiarze najużyteczniéj tobie służyć mogli; postanowiliśmy tedy wrócić się razem do Afryki, a gdyśmy już byli w mieście Ostyi przy ujściu Tybru, matka moja dokonała żywota.
Bardzo wiele rzeczy mijam, bo bardzo pospieszam. Przyjmij moje wyznania i dziękczynienia mój Boże, które ci składam za nieprzeliczone dobrodziejstwa twoje, nawet w milczeniu zachowane. Ale pominąć tego nie mogę, jakie myśli rodzi dusza moja o twojéj służebnicy, któréj ciało zrodziło mnie do światła doczesnego, a serce jéj odrodziło mnie do światła wiecznego. Nie jéj własne, ale z twéj hojności na nię wylane dary ogłosić pragnę. Bo ani życia ani swojego wychowu nie była ona sama dawczynią. Tyś ją stworzył: ani jéj ojciec ni matka wiedzieli, jakie dzieło przez nich wydane będzie. Wykształciła ją w twéj bojaźni rózga (łaska) Chrystusa twojego; nadzór opatrzności Syna twojego w prawowiernym domu, zdrowym członku kościoła twojego.
Nie tak ona chwaliła gorliwość swéj matki w wychowaniu i w udzielaniu jéj przestrogi, jako raczéj baczny nadzór jednéj sędziwéj już służącéj, która jéj ojca dziecięciem jeszcze będącego nosiła, jakto podrosłe dziewczyny dzieci na barkach nosić zwykły. Ta więc pamiątka, jéj wiek sędziwy i czyste obyczaje, zjednały dla niéj prawdziwy szacunek w domu chrześciańskim u jéj panów: którzy jéj również prowadzenie swoich córek powierzali, a gorliwość jéj godnie obowiązkowi temu odpowiadała; używała ona w potrzebie chwalebnéj ostrości do sprostowania ich błędów, a w nauczaniu ich, podziwiającéj roztropności. Albowiem oprócz tych godzin, w których u stołu rodziców brały skromne pożywienie: ani im, zapobiegając szkodliwemu nałogowi, wody za nadto pić nie dozwalała, chociaż im najbardziéj pragnienie dokuczało, lecz poważnemi słowy do nich mówiła: „Teraz wodę pijecie bo wina w mocy waszéj nie macie, lecz, gdy do domów waszych mężów przyjdziecie, zostawszy paniami szaf i szpiżarni, wtedy wzgardzoną wodę przewyższy nałóg napoju.“ Tym mądrym sposobem rozkazów i powagi uskramiała chciwą młodego wieku żądzę, i samo nawet młodych panienek pragnienie ograniczała według przyzwoitéj miary, która przestrzega zapragnienia tego, co nie przystoi. Wyjawiła mi atoli jako swojemu synowi twoja służebnica, że się jednak wkradł w nię pociąg do wina. Kiedy jéj rodzice, według zwyczaju jak trzeźwą panienkę posyłali ją po wino do kufy, gdy natoczyła do naczynia, wprzódy nim wino do flaszki z niego wylała, wiérzchem warg z razu troszkę tylko skosztowała, nie mogła więcéj, bo wstrętem jéj zmysłu, pokusa ta była zaraz pokonaną. Nie czyniła tego z żadnéj do napoju skłonności, ale z napływu lekkich wyboczeń w młodym wieku, które zabawnemi wywierają się poruszeniami, a które w młodocianych sercach, przewaga starszych uskramia.
Lecz do téj troszki codziennie dodając troszkę „bo kto gardzi małemi rzeczami, pomału upada,“ popadła w taki nałóg: że prawie pełne kieliszki wina z ochotą wypijała. Gdzież wtedy podziała się owa sędziwa i przezorna ochmistrzyni? ostre i ścisłe jéj zakazy? I któreż lekarstwo skuteczniéj zapobiédz zdoła ukrytéj chorobie, jeżeli twoje Panie zbawienne baczenie czuwać nad nami nie będzie? W nieobecności jéj ojca i matki i wszystkich wychowawców tyś zawsze obecny, któryś stworzył, który wołasz nas do siebie, a nawet przez ludzi przewrotnych dobrze czynisz dla duszy zbawienia. Cóżeś wtedy uczynił mój Boże? jakim sposobem uléczyłeś ją? Czyliż nie dobyłeś z innéj duszy przykrego i ostrego przekąsu, jakby lekarskiego narzędzia w ukryciu przygotowanego, którém twoja ręka za jednym razem odcięła tę zaraźliwą gangrenę? Jedna ze służebnic, która z nią zwykle chodziła do kufy po wino, przemawiając się z młodą swoją panią, jakto bywa sam na sam; zarzuciła jéj z dotkliwém szyderstwem występek wina pijaczki. Tym zarzutem żywo przerażona, widząc swój naganny obyczaj, niezwłocznie go porzuca i wyzuwa się z niego. Jak to szczérą jest prawdą, że przyjaciele psują nas swojém pochlebstwem, tak zarówno i nieprzyjaciele swym zarzutem nas poprawują; a twoja sprawiedliwość nie to nagradza im co przez nich działasz, ale według ich woli im odpłaca. Bo ta służąca gniewem swoim chciała rozjątrzyć swoję panią, ale nie uleczyć jéj wady, i dla tego czyniła to skrycie; bądź, że ich takie miejsce i czas waśni napotkał, bądź, że sama bała się kary, za tak późne błędu wyjawienie. Ale ty Panie, który nieba i ziemi władasz mieszkańcami, ty ku twemu pożytkowi kierując głębokiém rzéki ludzkich czynów korytem i burzliwych wieków bieg urządzając, jednéj duszy złośliwością uzdrowiłeś drugą, aby nikt osobistéj swéj sile nie przypisał owéj zasługi z tego przykładu, postrzegając, że jego słowo ma zbawienny wpływ na poprawienie drugiego, którego poprawić pragnie.




Przypisy

  1. Ps. 67, 7.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.