Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział X
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ X.
Rozmowa ś.Moniki z jéj synem o szczęściu wiecznego życia.

Kiedy się już przybliżał dzień, w którym z tego życia do lepszego przenieść się miała, ów dzień tobie tylko wiadomy, przed nami zaś ukryty: trafiło się jak mniemam z twoich tajemnych rozporządzeń: że ona i ja, sami tylko, stanęliśmy przy oknie wsparłszy się na niém. Widok z niego wychodził do ogrodu tego domu, w którym zamieszkaliśmy w Ostyi przy porcie; tam w oddaleniu od tłumów ludu, długą podróżą utrudzeni odpoczywając, oczekiwaliśmy żeglugi.
Sam na sam rozmawialiśmy z sobą bardzo słodko, a puszczając w niepamięć przeszłe rzeczy obróciliśmy z natężeniem cały nasz umysł na widok przyszłości; badaliśmy pomiędzy sobą w obliczu prawdy, którą ty jesteś: jakie będzie świętych wieczne życie, którego ani oko widziało, ani ucho słyszało, ani serce człowiecze wyobrazić sobie może.[1] Nastawialiśmy tedy ust serca naszego na wytryskujące strumnienie zdroju twojego, zdroju żywota, który jest u ciebie[2], abyśmy według pojęcia naszego nasiąkli tą rosą niebieską, o ile zdołamy, unosić się mogli myślą naszą po téj wysokości nadzmysłowych rzeczy.
Gdy nasza rozmowa doszła do tego kresu rozwagi, że najprzyjemniejsza roskosz zmysłowa, acz największém światłem materyalném rozjaśniona, nie tylko porównania z prawdziwą szczęśliwością nadzmysłowego żywota, ale nawet wspomnienia nie jest godna; uniesieni wyższém gorącéj miłości uczuciem ku Istocie, która prawdziwém jest szczęściem, przechodziliśmy stopniowo wszystkie prawie materyalne jestestwa, samę nawet niebieską przestrzeń, z któréj słońce, księżyc i gwiazdy światło do nas przesyłają. A wznosząc się jeszcze wyżéj naszemi myślami, mową i podziwieniem dzieł twoich, przyszliśmy do dusz naszych, minęliśmy je, byśmy rychlej dojść mogli do owéj krainy niewyczerpanéj obfitości, w któréj na pastwisku wiecznéj prawdy nasycasz Izraela, a wktóréj życie twórczą jest mądrością tego wszystkiego, co jest, co było i co będzie; jedynie ta mądrość jest niestworzona, ale jest czém była, i tém zawsze będzie; albo wryraźniéj: w któréj nie mieści się: było, ani będzie, ale samo jest; ponieważ jest wieczna, bo co już było, i co dopiéro będzie, nie jest wieczne.
Tak więc rozmawiając w miłém uniesieniu i tęsknocie ku temu życiu, dotknęliśmy je na moment nagłym serca poskokiem. W tém momentalném zachwyceniu czuleśmy westchnęli i zostawiliśmy przywiązane do wiecznego życia ducha pierwiastki; po czém przywróciliśmy do zwykłego brzmienia usta nasze, gdzie słowo zaczyna się i kończy. Ale cóż w niém podobnego słowu twojemu, Panu naszemu, który trwa w sobie nieodmiennie a wszystkie rzeczy odnawia? Mówiliśmy daléj:
Jeżeli znajduje się jaka dusza, w którejby się uciszyła burzliwość jéj ciała, zniknął dla niéj na tym wielkim obszarze świata widok ziemi, wody, powietrza i nieba; aczby i sama dusza w sobie zamilkła, zapominając o sobie, nie rozważała się; gdyby zniknęły sny, widma, zjawienia; ustała wszelka mowa, wszelkie zewnętrzne znamię, i cokolwiek przechodząc staje się; chociażby to nie odzywało się w niéj wcale; jeżeli jednak dusza ta szczérze słuchać zechce, wszystkie te rzeczy mówią jéj głośno: nie myśmy udziałały siebie same, ale udziałał nas ten, który trwa na wieki; a powiedziawszy to, choćby już nic więcéj nie mówiły, samym tym głosem swoim podniosłyby duszę naszę ku Twórcy swojemu, aby on sam mówił, nie już przez stworzenia swoje, ale przez siebie samego: byśmy słuchali Słowa jego, które mówi nie językiem ciała, ani głosem anioła, ni w grzmocie chmury, ani téż pod zasłoną przypowieści, ale że ten sam mówi do nas, którego w tych rzeczach kochamy, bez nich tedy słuchać go mamy z taką uwagą i natężeniem, jak w tym momencie szybkim myśli naszéj polotem dotykamy wiecznéj mądrości trwalszéj nade wszystko; i gdyby ta myśl trwała ciągle w takiém uniesieniu, aczby inne niższego rodzaju widzenia odjęte były, sama ona jedna porywałaby, zanurzała w wewnętrznych roskoszach widza swojego i zachowywała; jeżeliby nakoniec wieczne życie takie było jak to przelotne zachwycenie, do którego w téj chwili jeszcze wzdychamy, nie byłażby to spełniona obietnica tego słowa: wnijdź do wesela Pana twojego[3]? a to kiedy? czyliż nie wtedy, gdy wszyscy zmartwychwstaniemy, ale nie wszyscy przemienieni będziemy[4]?
Takie były myśli naszéj rozmowy jeżeli nie te same słowa. I ty najlepiéj wiész Panie! że tego samego dnia gdyśmy tak słodko rozmawiali, a świat znikczemniał nam z całym swych roskoszy powabem, ona rzekła do mnie: „Synu, co się mnie tyczy, żadna rzecz mnie już do tego życia nie wiąże. Co tu jeszcze czynić mam; i dla czegobym tu dłużéj była? nie wiem, skoro wszelka świata nadzieja już się względem mnie spełniła. To jedno tylko było, dla czegom dłużéj nieco w tém życiu zabawić pragnęła: abym cię chrześcianinem katolikiem wprzód widziała, nim dokonam żywota. Ale mój Bóg obficiéj mnie tém obdarzył, ponieważ ciebie, któryś wzgardził świata szczęśliwością, także prawdziwym sługą jego widzę. „Cóż tu jeszcze mam czynić.?“




Przypisy

  1. I. Kor. 2, 9.
  2. Ps. 35, 10.
  3. Mat. 25, 21.
  4. I. Kor. 15, 51.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.