Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziesiąta/Rozdział VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziesiąta
Rozdział Rozdział VIII
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziesiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ VIII.
Rozprawia o pamięci.

Przejdę i tę istoty méj potęgę, wznosząc się po stopniach aż do tego, który mnie udziałał; i oto przychodzę na rozległe pola i do obszernych pałaców méj pamięci, gdzie zachowane są skarby nieprzeliczonych obrazów tychże przedmiotów, drzwiami zmysłów wprowadzonych. Tam zamieszkują wszystkie myśli nasze, przez które powiększamy, zmniejszamy, albo zmieniamy zasoby zmysłami naszemi uzbierane, i wszelki nakoniec powierzony skład, którego jeszcze odmęt zapomnienia nie pochłonął i w sobie nie zagrzebał.
Gdy tam myślą jestem, żądam aby wyszło przede mnie to, czego chcę; niektóre przedmioty niebawnie występują, inne dłuższego wymagają ich szukania, i potrzeba je jakby z skrytszego i głębszego ustronia wyciągać, niektóre wysuwają się gromadami, a gdy jednego z nich tylko żądano, wszystkie naraz przybiegają, i zdają się mówić: czyli to nie my jesteśmy potrzebne? I ręka mojego umysłu oddala je z przed oblicza przypomnienia mego, dopóki przedmiot żądany nie wynurzy się z ciemności niepamięci, i z kryjówek nie wyjdzie. Inne zaś z łatwością w szykownym porządku nasuwają się, jak je wywołuję, poprzednie ustępują miejsca następnym i na swoje stanowisko wracają, by znowu na skinienie méj woli wystąpiły. To wszystko dzieje się w ten sposób, gdy rzecz jaką z pamięci opowiadam.
Tam oddzielnie, i każdy z osobna, zachowane są wszystkie gatunki przedmiotów, które wnijściem każdemu właściwém były wprowadzone, jako to: światło i wszystkie kolory, tudzież postacie wprowadzone przez oczy; wszystkie głosy i brzmienia przez uszy; wszystkie zapachy otworami nosa, każdy smak wnijściem ust i podniebienia; a przez ogólny zmysł całego ciała każdy przedmiot: twardy albo miękki, ciepły lub zimny, gładki lub chropawy, ciężki albo lekki, który zewnątrz lub wewnątrz działa na ciało.
Te wszystkie gatunki przedmiotów, pamięć przyjmuje do obszernego swego siedliska, które w potrzebie przypominam sobie i przeglądam. Niewypowiedziana tajemnica i kręty labirynt pamięci, że wszystko wchodzi do niéj właściwymi drzwiami i szykuje się w porządku. Nie przedmioty wprawdzie, wchodzą do niéj, lecz tylko obrazy uczutych przedmiotów są obecne, które na każde myśli zawołanie wychodzą.
Ale któż opowié, jakim sposobem formują się te obrazy, chociaż wiadomo, któremi zmysłami są zebrane, i do zachowania przesyłane? Kiedy w ciemności jestem i w milczeniu, pamięć moja według méj woli stawia przede mną kolory, i rozróżniam biały od czarnego, i inne równie według méj chęci; brzmienia jednak i głosy nie wpadają na te obrazy przypominane, a mojemi oczyma zebrane, ani ich mieszają, lubo i te brzmienia są tam obecne, ale jakby na ustronie zdawają się być uchylone i zatrzymane. Przyzywam je także kiedy chcę i niezwłocznie przychodzą. Niekiedy śpiewam spoczywającym językiem, i milczącém gardłem jak mi się podoba, obrazy atoli kolorów, które tam niemniéj są umieszczone, nie poruszają mnie, ani mi przerywają gdy przeglądam inny skarb, który mojém uchem wpłynął. Tak więc według mojego upodobania, odwiedzam w méj pamięci ten wielki skarb zmysłów rękoma nagromadzony i wniesiony; i bez powonienia rozpoznaję zapach lilij od fiołków, i miód przekładam nad wino słodkie, gładkie nad chropawe, niczego nie kosztując ani się dotykając, jedynie przez przypomnienie smaku i czucia; a to wszystko dzieje się we mnie, w niezmiernym przestworze méj pamięci.
Tam obecnie stawiają mi się: niebo, ziemia, morze, ze wszystkiemi wrażeniami, które z nich zebrać zdołałem, prócz uronionych już z méj pamięci. Tam i siebie napotykam, i odświéżam sobie czas, miejsce i okoliczności dzieła, i uczucie, jakiém w czasie działania byłem nabawiony. Tam na składzie są wszelkie odkrycia, które z własnego doświadczenia, lub téż z obcego świadectwa, w pamięci chowam; i z tego wątku przeszłości działam tkankę porównania z obrazów rzeczy doświadczonych lub świadectw o nich przeze mnie codziennie zbieranych, a z tego wnoszę przyszłe przygody i nadzieje, to wszystko wystawiam sobie jakby obecne co rozważam. Na niezmierném łonie ducha mojego, napełnioném obrazami tylu rzeczy, mówię do siebie: uczynię to, lub owo, a z tąd to, lub owo, nastąpi. O gdyby ta rzecz nastąpiła, lub owa! Daj to Boże! Nie daj tego Boże! Tak sobie mówię; a mówiąc, obrazy przedmiotów mnie dotyczących, wychodzą ze skarbu méj pamięci, i nie mógłbym tak mówić o nich, gdyby nie były obecne.
Jakże wielka jest ta potęga pamięci, bardzo wielka mój Boże! jest to wspaniała i nieokréślona świątynia, któż jéj gruntu dojdzie? Jest ona potęgą mojego umysłu i méj natury własnością, ani ja sam nie pojmuję wszystkiego, czém jestem. Umysł więc szczupłym jest, aby się samym sobą ogarnął; i gdzież to podziewa czego sobą objąć nie może? Będziéże to zewnątrz niego, czyliż raczéj nie w nim samym? Skądże pochodzi ten brak przestrzeni? Tu czuję się być w wielkiém zadumieniu, i podziwem ujęty. Oto idą ludzie dziwić się szczytom gór wysokich, piętrzącym się wałom morskim, szérokim biegom rzék wielkich, niezmiernemu okręgowi oceanu, i gwiazd krążeniom, a siebie samych opuszczają, ani się nad sobą nie zdumiewają. Rzecz godna zastanowienia, że w téj chwili, gdym mówił o tém nie widziałem tego oczyma, a mówićbym nie mógł, gdyby te góry, wały, rzéki i gwiazdy, którém widział, i ocean którego opisaniu wierzę, nie wystawiały wewnątrz méj pamięci tych niezmiernych rozciągłości, jakbym zewnątrz na nie patrzał. A kiedy mój wźrok unosił się nad temi widowiskami, nie pochłonął ich jednak widzeniem; ani się téż mieszczą we mnie te przedmioty, lecz tylko ich obrazy, i wiem przez który zmysł, które wyrażenie weszło do umysłu mojego.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.