Wspomnienia z mego życia/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Werner Siemens
Tytuł Wspomnienia z mego życia
Redaktor Franciszek Juliusz Granowski
Wydawca Franciszek Juliusz Granowski
Data wydania 1904
Druk Aleksander Tad. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz M. S.
Tytuł orygin. Lebenserinnerungen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron



Jakkolwiek działalność i dążenia moje z wystąpieniem ze służby tak dalece się nie zmieniły, to jednak stanowisko było pewniejsze i zależne jedynie od własnej pracy i zdolności. Przedewszystkiem zależało mi na tem, ażeby przedsiębiorstwo, które nosiło moją firmę, możliwie wysoko postawić, a samemu sobie, jako człowiekowi nauki i technikowi zdobyć uznanie w świecie. Jakkolwiek największe miałem upodobanie do studyów przyrodniczych, jednakże wiedziałem, że przedewszystkiem poświęcić się muszę robocie technicznej, bo tylko ztąd osiągnięte korzyści obiecywały i dały mi rzeczywiście możność dalszego uprawiania pracy naukowej.
Cała moja praca naukowa i wynalazcza znajdowała się wówczas pod wyłącznym niemal wpływem wymagań techniki. Należało np. zbadać szczegółowo zjawiska nagromadzania się ładunków elektrycznych w przewodnikach podziemnych. Dalej należało wynaleźć sposób określania, gdzie w przewodnikach podziemnych następowało uszkodzenie bądź w izolacyi, bądź w przewodnictwie. Zbytnim wahaniom ulegające pomiary natężenia prądów należało zastąpić mierzeniem oporu, a do tego potrzebne były skale i miary ścisłe. To znów wymagało ulepszeń w budowie przyrządów do mierzenia natężenia prądu i oporu; słowem, zrodził się cały szereg zagadnień naukowych, od rozwiązania których zależały postępy techniki.
Oddawałem się z zapałem tym zagadnieniom, o ile na to pozwalały zajęcia techniczne mego przedsiębiorstwa i dzielną znajdowałem pomoc w mechanicznym talencie mego wspólnika, Halskego. Tyczy się to mianowicie licznych ulepszeń w urządzeniach telegraficznych i środkach pomocniczych, które dzięki sumiennemu i dokładnemu wykonaniu w naszych warsztatach pod kierunkiem Halske’go, wkrótce w całym świecie znalazły uznanie i zastosowanie. Wielki wpływ, jaki miała firma Siemens et Halske na rozwój i rozpowszechnienie telegrafów, przeważnie przypisać można tej okoliczności, że wykonawcą tych robót był wytrawny mechanik, a nie zegarmistrz, jak dawniej.
W owym czasie nic nie drukowałem ani w gazetach, ani w pismach technicznych; czas mi na to nic pozwalał. Nie starałem się również o żadne patenty. Niemcy nie posiadały prawodawstwa patentowego, a w Prusach przyznawano dość samowolnie prawa eksploatacyi wynalazku na trzy, czasem na pięć lat; ale w praktyce patenty nie miały żadnego znaczenia. Dlatego większa część naszych wynalazków i ulepszeń z owej epoki nie posiada stwierdzonego drukiem i patentem dowodu swego pochodzenia.
Od czasu budowy linii telegraficznej do Frankfurtu i Kolonii, wszedł w modę system drutów podziemnych. Nietylko linie rządowe z Berlina do Hamburga, Wrocławia, Królewca i Drezna były podziemne, ale i koleje żelazne dawały im pierwszeństwo, jakkolwiek można już było przewidywać rychły ich koniec, a to dlatego, że coraz częściej znajdowano ślady uszkodzeń przez szczury i myszy, mianowicie przy drutach niezbyt głęboko przeprowadzonych.
Przypuszczałem wówczas, że powłoka z ołowiu zapobiegnie złemu. Jakoż z trudem wprawdzie, ale udało mi się to ulepszenie wykonać i odtąd często używaliśmy drutów pociąganych ołowiem i te okazały się trwałemi na długi przeciąg lat. Dziś, po latach czterdziestu, niektóre z nich są jeszcze doskonale zachowane.
Między innemi zaprowadziliśmy telegraf dla policyi i straży ogniowej w Berlinie. Miał on połączyć 50 stacyj rozrzuconych po mieście z biurem policyi i ze stacyą centralną straży ogniowej w ten sposób, żeby wiadomość o pożarze dochodziła jednocześnie do wszystkich stacyj, gdy tymczasem raporty policyjne miały być słyszane i rozumiane tylko w biurze centralnem. Nasze urządzenie rozwiązało to zawiłe i interesujące zadanie i funkcyonowało przeszło 20 lat dokładnie i sprawnie, poczem ustąpić musiało prostszemu systemowi Mors’a.
Telegraf pisany Mors’a po raz pierwszy ukazał się w Niemczech w r. 1850. Niejaki Robinson w Hamburgu publicznie go demonstrował. Prostota aparatu, stosunkowa łatwość wyuczenia się alfabetu i obchodzenia się z aparatem, wkrótce zjednała mu mnóstwo zwolenników i ostatecznie wyrugowała wszystkie inne z użycia. Zarówno Halske, jak i ja, przekonani o wyższości telegrafu Mors’a, postanowiliśmy go jeszcze ulepszyć i wydoskonalić pod względem mechanicznym. Pierwsze takie telegrafy zaprowadzone zostały na linii Berlin — Wiedeń z pośredniemi stacyami we Wrocławiu i Boguminie.
Zarządy kolei żelaznych najdłużej pozostały wierne telegrafom wskazówkowym. Przy tym systemie sami wychowaliśmy sobie konkurenta, który nam później bardzo wchodził w drogę. Dr. Kramer, nauczyciel z Nordhausen, swego czasu przedstawił komisyi telegraficznej mały telegraf wskazówkowy, według jego instrukcyi przez zegarmistrza jakiegoś wykonany. Aparat jego nie wytrzymywał porównania z moim, został więc przez komisyę odrzucony. Poczciwemu generałowi Etzel’owi i mnie samemu żal było biedaka, który ostatni swój grosz poświęcił na zbudowanie aparatu. A że komisya uczuciem litości kierować się nie mogła, odkupiłem więc od Kramera jego aparat za 500 talarów. Po pół roku występuje mój dr. Kramer z nowym aparatem podług mego własnego systemu, z tą tylko odmianą, że dodał mechanizm zegarowy, który wskazówkę poruszał mechanicznie. Ówczesna komisya patentowa uznała za stosowne udzielić mu patent tak samo, jak poprzednio udzieliła go mnie. Owe telegrafy Kramera działały równie dobrze jak nasze i przyczyniły nam wiele szkody.
Od czasu mego wstąpienia do fabryki wyłącznie zajęty byłem robotami dla niej, zwłaszcza zakładaniem rozmaitych linij telegraficznych. W zimie r. 1849 i 1850 znalazłem jednak trochę wolnego czasu i użyłem go na zebranie i przygotowanie do druku wszystkich moich doświadczeń nad przewodnikami i aparatami telegraficznemi. W kwie­tniu r. 1850 przedstawiłem pracę moją zatytułowaną: „Mémoire sur la telegraphie électrique” paryzkiej akademii nauk. Dopomógł mi do tego szczęśliwy zbieg okoliczności. W Paryżu spotkałem przyjaciela mego du Bois-Reymond’a, który własną pracę miał przedstawić akademii, mnie zaś ofiarował się z pomocą przy tłomaczeniu mojej na język francuski. Zawsze z przyjemnością wspominam ten mój czterotygodniowy pobyt w Paryżu, tak zajmujący i pouczający dla mnie. Mieszkałem z du Bois Reymond’em i obcowałem z najznakomitszymi przyrodnikami francuskimi. Do komisyi, wyznaczonej do ocenienia mojej pracy, należeli: Pouillet i Régnault. Sprawozdanie o niej wygłosił Regnault na posiedzeniu akademii, na które du Bois i ja otrzymaliśmy formalne zaproszenie. Oponentem był Leverrier, który popierał elektrotechniczny telegraf Bein’a, również przedstawiony akademii. Prezydujący sekretarz stały, Arago, krótkiemi słowy położył koniec opozycyi Leverrier’a, mnie zaś podziękował w imieniu akademii za przedstawienie jej mojej pracy i oznajmił o zaliczeniu tejże do prac „des Savants étrangers.”
To publiczne ocenienie pierwszej mojej pracy z dziedziny telegrafu przez sławnych członków najznakomitszego w świecie ciała naukowego zrobiło na mnie wrażenie głębokie i niezmiernie do dalszej pracy zachęciło. Wiele względów, co prawda, przemawia przeciwko takiej urzędowej ocenie prac naukowych i technicznych, która jest do pewnego stopnia urzędowem ich ostemplowaniem i łatwo stać się może zgubną dla swobodnego rozwoju nauki; to też dozwolona jest tylko pod kontrolą ogółu, a wtedy może być pożyteczną.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Werner von Siemens i tłumacza: anonimowy.