Wianki (Junosza, 1875)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Wianki
Pochodzenie „Kolce“, 1875, nr 26
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1875
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


WIANKI.





Nic niema na świecie milszego nad wianek,
Nad śliczny wianeczek skromniutki,
Co z polnych i świeżych uwity równianek,
Z bławatków, róż, niezabudki,
Na skroni dziewiczej tak pięknie jaśnieje,
Na gładkiem bieluchnem lśni czole,
A każdy kwiateczek w tym wianku się śmieje,
Jak wiejskie rumiane pacholę...
Promieni się szczęściem jak wiosny poranek,
Nic nie ma świecie milszego nad wianek.

I dawniej chodziły dziewczęta nad wodę,
I z mostu patrzyły na fale,
A rzeka dwoiła ich piękną urodę,
Pieściła ich obraz w krysztale,

Pytały dziewczęta milczącej głębiny...
Jak długo im czekać sokoła,
Czy rychło kto przyjdzie z odległej krainy...
I wianek zabierze z ich czoła.
Szły wróżyć los wiankom, dziewczątka szły młode,
I po to w Sobótkę chodziły nad wodę.

Świat dzisiaj zupełnie odmienił swą postać,
Na lądzie puszczają się wianki;
Nie trzeba już łódki, by schwycić i dostać
Wianeczek ze skroni kochanki;
Bo wianki ze sztucznych dziś kwiatów są wite,
Kwiat każdy rublami się płaci,
Nie wianek dziś gonią, lecz gonią kobiétę,
Żeglarze w pomysły bogaci...
I któraż z swym wiankiem potrafi się ostać?
Świat dzisiaj zupełnie odmienił swą postać.

Ojcowie na handel puścili cór wieńce,
Merkury miłości jest bogiem,
Nie przyjdą ubodzy, lecz dzielni młodzieńce, —
Stanęła kareta przed progiem,
Z karety jak mumja dziad wyszedł spruchniały,
O cyfrach pogadał coś z papą,
I zabrał bez trudu wianeczek ten mały,
Wychudłą trzęsącą się łapą...
I w krótce zięć z teściem się ujął za ręce,
Ojcowie na handel puścili cór wieńce...

Lecz wianek łagodny w swej zemście jest srogi,
Dziad skory nie znalazł spokoju,
Przybytek Nababa rozkoszny i błogi,
Dziś placem długiego jest boju.
Błysnęły w jej oczach ogniste rakiety,
Źrenica jak wulkan się żarzy,
By pożar zagasić w serduszku kobiety,
To dzielnej potrzeba jest straży, —
Z łysiny starego strzeliły dwa rogi,
Bo wianek łagodny w swej zemście jest srogi,


Schroniło się dziewczę w wysokie poddasze,
Igiełką zdobywa kęs chleba,
I krząta się biedna i śpiewa jak ptaszę,
Jak kwiatek uśmiecha do nieba, —
Głód z mrozem tam często do okna zagląda,
A ciężkie jest jego wejrzenie,
Lecz dziewczę prócz pracy nic więcej nie żąda, —
Skromniutkie dziewczęcia marzenie, —
Więc śpiewa piosenki wesołe a nasze,
Schroniwszy swą biedę w wysokie poddasze.

Ktoś sięgnął po wianek, a złote miał dłonie,
Jedwabnym łachmanem szeleścił,
I dumka usiadła dziewczęciu na skronie,
Tak mile ten szelest ją pieścił,
Wszak głód jest nie słodki, nie słodkie są mrozy,
Próżniactwo to silna pokusa,
Mieć jedwab, mieć konie i własne powozy,
Do licha, to warto całusa,...
Hej patrzcie na wodzie, wianeczek już tonie,
Ktoś sięgnął i dostał, a złote miał dłonie.

Na świecie słowiki zmieniają się w lwice,
Do licha! to gruba zamiana...
Patrz wino szampańskie rozgrzało jej lice,
Jak skacze szalenie kankana...
Trzech głupich się składa na czwartą szaloną,
A jeszcze tłum gapiów w odwodzie,
Hej toną wianeczki, i często zbyt toną,
Lecz w winie co prawda nie w wodzie,
A złoto oślepia tak jak błyskawice,
I słowik na świecie zamienia się w lwice.

Już nie ma was nie ma, skromniutkie wy wianki,
Któż wyjdzie za wami na pole,
Kto z polnych bławatków uwije równianki,
Kto nosić je będzie na czole?

Czy może hrabianka, co goni za żydkiem,
Czy błyszczeć pragnąca mieszczanka,
Czy dama co miłość chce łączyć z pożytkiem,
Wyciągnie swe dłonie do wianka?
Ha, dziś są kobietki, lecz nie ma kochanki,
Oj nie ma was, niema, skromniutkie wy wianki.

Klemens Junosza.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.