Uniłowski — naturalista

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leon Pomirowski
Tytuł Uniłowski — naturalista
Pochodzenie Wiadomości Literackie 1937 nr 50 (736) wybór
Numer poświęcony pamięci Zbigniewa Uniłowskiego
Data wydania 5 grudnia 1937
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron

Uniłowski — naturalista
Łatwoby było sklasyfikować twórczość Uniłowskiego jako odrabianie zaległości z anemicznej epoki polskiego naturalizmu. Możnaby więc tę twórczość traktować jako transfuzję zdrowej krwi do organizmu literatury, która nie wyżyła swego procesu historycznego, a niewyżyty proces, wiadomo, mści się t. zw. urazem na dalszym rozwoju. Klasyfikacja taka byłaby jednak czemś nazbyt powierzchownem. Historyczny punkt widzenia co najwyżej wyznacza twórczości miejsce w dziejach piśmiennictwa, ale wartości jej nie odmierza. Zresztą, sam fakt podziału literatury na epoki jest sprawą drugorzędną, pomocniczą, i raczej dotyczy cech przeciętnych, ogólnych i wspólnych dla danego okresu. Zjawiska wybitnie indywidualne, choć czasem stanowią źródło napięć pewnego kierunku, nie dadzą się określić prawami tego kierunku, lecz prawami twórczości.

Są dzieła, które stwarzają sobie własny poziom artystyczny i wymagają odrębnych kryterjów oceny. Sumienna krytyka nie będzie rozpatrywała utworów Szekspira, Mickiewicza, Dostojewskiego, Hamsuna, Flauberta czy Verlaine’a pod kątem i w granicach czystego renesansu, romantyzmu, realizmu lub modernizmu. Stosunek do rzeczywistości rozstrzyga o jej charakterze, wyglądzie i wyrazie. Można dać nawskroś naturalistyczne dzieło z materjału najwewnętrzniejszych przeżyć i można napisać utwór symboliczno­‑nastrojowy i najczyściej formalny z surowca realnej egzystencji. Zagadnienie objektywizmu lub subjektywizmu jest zagadnieniem wizji i ujęcia, zagadnieniem indywidualności artystycznej. Zjawiska zewnętrznego lub wewnętrznego świata występują dla artysty odrazu w tej formie w jakiej je postrzega; ich objektywna lub subjektywna prawda zależy całkowicie od wyobraźni pisarza, od tego gdzie i jaką widzi on w życiu prawdę. Jeżeli mowa o dziedzinie realnych faktów, będzie ona tyleż warta co dziedzina najsubtelniejszych procesów duchowych — o ile, oczywiście, dziedziny te staną się materjałem nowego wyobrażenia o świecie, o ile — poprostu mówiąc — autor ze starego wyłoni świat nowy, ze znanego — nieznany.
Krytyka naturalizmu, oparta na twierdzeniu, że natura fizykalnej rzeczywistości jest ograniczona w przeciwieństwie do nieograniczoności bytu duchowego, jest nieporozumieniem. Pomijając już praktykę życiową, a więc tak jaskrawe przykłady wynalazczości artystycznej w zakresie fotografji życia u Prousta i Joyce’a, wystarczy stwierdzić, że problem ograniczoności lub nieograniczoności da się zastosować jedynie do sił twórczych pisarza, jego wyobraźni, głębokości ujęcia, mądrości i przenikliwości jego widzenia — w żadnym jednak wypadku do materji, z której powstało dzieło. Czy nie wystarczy dowód z przysłowiową kroplą, która odbija niebo? Pojęcie naturalizmu dałoby się zredukować do pojęcia tematu, ale i w tym wypadku nie byłoby to dość ścisłe, ponieważ dla naturalisty typu Zoli czy Prusa surowy materjał występuje odrazu w postaci tworzywa, w postaci obrazu tematycznego, a więc już w założeniu jest czynnikiem wyobraźni, sprawą poglądu na świat. Jedynie w słabym, nie twórczym zasięgu pisarskim, „natura rzeczy“ przechodzi na surowo do literatury. Ale słabe wyniki pisarskie nie mogą być ani probierzem wartości, ani miarą kwalifikacji w ocenie prądu.
Spostrzeżenia powyższe wynikły z uwag nad książkami Zbigniewa Uniłowskiego. Czy jest w nim ta siła wewnętrzna, dzięki której materjał przeżyć, doświadczeń i faktów staje się konstrukcyjnym czynnikiem formy? Czy układ zdarzeń życia realnego, które z taką lubością, soczystością i znawstwem przedstawia, legitymuje się nowem źródłem widzialności artystycznej; słowem, czy Uniłowski, jako naturalista, jest odkrywcą nowych perspektyw życia, czy tylko utalentowanym sprawozdawcą wszystkim znanych form rzeczywistości?
Skrupulatność nakazuje zastrzec się przed bezapelacyjnem wyrokowaniem o dziele pisarskiem — nieskończonem. Utwory Uniłowskiego są niewątpliwie wysokiego gatunku literackiego, jednak dobre mniemanie o autorze pozwala przypuszczać, że do zenitu swojej działalności nie doszedł. Dotychczasowe książki świadczą raczej o wielkich możliwościach, niż o wielkich osiągnięciach. Z pozostawionej puścizny można wywnioskować, że był twórcą i odtwórcą, że zarówno umiał sięgać w głąb realizmu życiowego jak i poprzestawać na opisie jego powierzchni, że walczył uczciwie o zdobycie dystansu w obliczu narzucających się faktów i w szybkiem tempie dochodził do przekształcenia ich na efekty artystyczne. To jedno jest pewne, że raczej ulegał czarowi otaczającej egzystencji, niż ją władzą swej formy umiał czarować. Różnorodność rzeczywistości, jej bujna, czasem groźna egzotyka, której skutków osobiście doświadczał, działała na niego — czuje się to — jak haszysz. Czuje się, że pławił się wśród realiów życia, że głodny był wciąż nowych doznań, chłonąc często bez wyboru wszystko co mu burzliwa fala tego życia przynosiła. Nie trudno stąd wywnioskować, że dążył w ten sposób do samopoznania, że usiłował na doświadczeniach realnej egzystencji do głębi doświadczyć samego siebie, sprawdzić do dna swoje siły, zmierzyć skalę swej wrażliwości.
Tak, był prawdziwym kochankiem życia, cieszył się jego dobrą i złą dolą, jak ktoś kto nie rozróżnia dobra i zła, widząc potrzebę jednego i drugiego. Urzeczony był kontrastami i niespodziankami istnienia z jakąś amoralną namiętnością pasjonata, dla którego najwyższą rozkoszą jest proces wyżycia się i ekspansji. W głównym swoim utworze, „Dwadzieścia lat życia“, dołączył się do przodującego szeregu młodych współczesnych pisarzy, dla których praca literacka jest walką o nowego człowieka w Polsce. Jak i inni realiści jego pokolenia, szukał tego człowieka w nizinach społecznych, aby w procesie przedzierania się jednostki poprzez nędzę, trud i brud bytu dać symboliczny przekrój ciężarów współczesnej egzystencji.
Dla tego typu nowych indywidualności pisarskich Polska była nie tylko „wielką rzeczą“, ale i bardzo trudną rzeczą. Bodaj nikt tak dotkliwie nie odczuwał ciężarów wolności, jak młodzi, dla których przeszłość heroicznych zmagań i wysiłków narodowych była mitem, czasem bajką o żelaznym wilku. Polska zaczęła się dla nich od chwili gdy zaczęli żyć. Nie mieli rezerw kulturalnych, z których czerpaliby otuchę i pobudkę do przezwyciężania rozczarowań. Wiarę w przyszłość musieli opierać na wierze w swoją teraźniejszość. Ojczyzna wcieliła się dla nich w ponurą powszedniość, a żelazne wilki z bajki przybrały postać wilków w ludzkiem ciele, z którymi od pierwszych dni życia trzeba się było użerać, żeby nie być pożartym. Los Kamila, bohatera powieści „Dwadzieścia lat życia“, można tedy z pewnych względów traktować jak wykres nowej twardej konkretności istnienia. Chłopiec jest całkowicie we władzy jego żywiołów. Ilustracja tych żywiołów, a więc charakterystyka małomiasteczkowych objawów wielkiego miasta, psychologia przedmieścia, zagadnienie obyczaju rodziny, podwórza i ulicy — oddane zostały z sugestywną plastyką. Charakter dzielnicowy typów ludzkich, obrazy życia najniższych pięter społecznych, sceny rodzajowe, malujące zdradliwą łączność burżuazyjnych apetytów z autentyczną nędzą, ponadto brawura kawalerów ulicy i księżyca — wszystko to w powieści Uniłowskiego bije niekłamanym autentyzmem prawdy, wykraczającej daleko poza ramy beletryzowanego reportażu. Jeżeli utwór przypomina raczej kronikę niż skończoną całość kompozycyjną — to należy przyznać, że ten kronikarski tok zdarzeń posiada fascynującą barwę psychiczną, pełen ambitnej tendencji do wyeksponowania t. zw. ducha środowiska i warunków.
I tu zapewne jesteśmy u źródła idei artystycznej dzieła. Autorowi nie tyle może chodziło o linję życia bohatera ile o zobrazowanie atmosfery społecznej, w której żył. Bohater przedziera się przez te warunki, odbijając się od przypadku do przypadku, od zakrętu do zakrętu — naogół bezwolny i bezpomocny, zdany na łaskę dobroczynnych i złoczynnych sił środowiska. Doznaje się wrażenia, że w samem środowisku, w jego aurze społecznej, w przypadkach, które dolą jego kierują — tkwi zatajony los chłopca. Odcyfrować artystycznie istotę tych warunków, przypadków, okoliczności, rozwiązać ich tajemnicę życiową — to właśnie jakby odgadnąć los bohatera.
Minęły bowiem czasy, kiedy człowiek rządził rzeczywistością, kiedy ją poddawał swojej woli. Dziś dynamika tej rzeczywistości panuje nad wolą człowieka i mimo — a może i wskutek — fantastycznych urządzeń technicznych, mimo wspaniałej potęgi cywilizacji, stworzonej przez człowieka dla człowieka — wielkie konstrukcje społeczne żyją na koszt doli i wolności ludzkiej. Człowiek zresztą stał się niewolnikiem nie tylko świata zewnętrznego, ale i wewnętrznego. Podmuchy nieoczekiwanych, podświadomych możliwości stają się równie groźne dla świadomej, wolnej woli jednostki, jak i okrucieństwo zbiorowego nacisku od zewnątrz. Jeżeli więc wspomniałem że praca literacka co wartościowszych pisarzy współczesnych jest — mniej lub więcej świadomą — walką o nowego człowieka, to właśnie miałem na myśli charakterystyczną dla dzisiejszego realizmu dążność do rozbudowy świadomości tego człowieka, do zaktywizowania jego woli, żeby sprostał — zaznaczonemu wyżej — zewnętrznemi i wewnętrznemu niebezpieczeństwu. Droga do regeneracji tej uciśnionej psychiki prowadzi przez proces poznawania człowieka, albowiem poznanie jest zasadniczym czynnikiem zdolności konstruowania. I tem właśnie pragnieniem wyłowienia wewnętrznej prawdy człowieka w dużym stopniu tłumaczy się oddawanie bohaterów na łup złowrogich doświadczeń życia. Naturalistyczne obrazy rzeczywistości, surowość warunków, w jakich ci bohaterowie bytują, ma być rodzajem jakby ogniowej próby charakterów.
Tendencje te wyczuwa się wyraźnie w wysiłkach twórczych polskich i obcych pisarzy. Poprzez analizę jednostki — do nowej, głębszej syntezy człowieczeństwa. Chodzi bowiem o odnalezienie więzi łączącej człowieka z ludźmi. Właśnie dziś, w epoce najdzikszych narodowych i społecznych antynomij, najzażartszych zróżniczkowań i egoizmów — akcja nowej literatury spełnia tę kulturalną misję duchowego organizowania człowieka, uginającego się pod ciosami... które przeważnie sam sobie zadaje! Oczywiście nie wszyscy autorowie — jak powiedziałem — mają pełną świadomość spełnianej roli, nie wszyscy zachowują miarę w posiłkowaniu się surowym budulcem rzeczywistości, nie wszyscy wreszcie umieją wcielić tę ideową postawę w konstrukcję artystyczną utworu. Uniłowski niejednokrotnie przekracza tę miarę, nie zawsze potrafi wkomponować ideę w obraz, przerasta jednak swoich rówieśników zdobywczym instynktem życia, wyjątkowym talentem dynamizowania i uczłowieczania rzeczywistości.
Oszczędne, niemal ascetyczne jego słownictwo, pozbawione wszelkich metafor, ozdób językowych i wogóle jakichkolwiek objawów krasomówstwa, ściśle harmonizuje z twardą konkretnością opisu. Niema w nim nic ze stylizatorskiej kokieterji, żadnej ubocznej radości manipulowania słowem, przeciwnie, raczej może wyrafinowana niedbałość w prostocie wypowiadania się, jakby w przekonaniu, że przedstawiona rzeczywistość powinna definjować się własnym przebiegiem. Pierwszorzędne efekty, do jakich nieraz tą drogą dochodzi, pozwalają wnioskować do jakich wyżyn wzniósłby swoją prozę powieściową, gdyby dane mu było wypełnić potrzebną miarę czasu.

Leon Pomirowski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leon Pomirowski.