Tętniące serce/Część III/XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Selma Lagerlöf
Tytuł Tętniące serce
Podtytuł Powieść
Rozdział Pożegnanie
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Druk Poznańska Drukarnia i Zakład Nakładowy T.A.
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Kejsarn av Portugallien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
POŻEGNANIE.

Około Bożego Narodzenia dostała Klara Gulla zawiadomienie, że matka jej bliską jest śmierci i to dopiero było w stanie oderwać ją od przystani.
Poszła pieszo, gdyż był to najlepszy sposób dostania się w tej porze roku do Askadalarny i obrała drogę przez Loby i bór powyż Snipy.
Gdy Klara Gulla mijała folwark, będący dawniej własnością Björna Hindriksona, spotkała wysokiego, poważnie wyglądającego mężczyznę, który naprawiał płot. Pozdrowił ją skinieniem głowy i przepuścił mimo siebie, potem jednak popatrzył za nią i w końcu podbiegłszy dogonił ją.
— Jesteście zapewne Klara Gulla ze Skrołyki? — spytał — Mam wam coś powiedzieć. Jestem Linnart, syn Björna Hindriksona! — dodał widząc, że nie wie, kim jest.
— Bardzo mi spieszno! — odrzekła — Może odłożycie to na inny raz! Dostałam wiadomość, że matka moja bliską jest śmierci.
Zamiast się cofnąć, powiedział Linnart, że podprowadzi ją kawałek drogi. Oświadczył, iż kilka już razy wybierał się do niej, do przystani i teraz radby nie pominąć sposobności. Wyraził zapatrywanie, że to, co ma jej powiedzieć, ma wielkie dla niej znaczenie.
Klara Gulla nie sprzeciwiała się. Zauważyła jednak, że Linnartowi trudno przychodzi wypowiedzieć to, co ma na myśli, to też nie spodziewała się niczego pomyślnego. Krząkał co chwila i biedził się ze słowami.
— Zapewne nie wiecie, że ja jestem owym człowiekiem, który ostatni rozmawiał z ojcem waszym, Klaro Gullo, z cesarzem jak go tutaj wszyscy zwali.
Klara potwierdziła, że nie wiedziała o tem i przyspieszyła kroku. Sądziła, że rozmowna ta będzie miała przykry dla niej przebieg.
— Pewnego dnia — ciągnął dalej Linnart Björnson — stałem w podwórzu i zaprzęgałem konia do wozu, mając jechać do sklepu po sprawunki. Nagle zobaczyłem idącego drogą cesarza. Spieszył się bardzo, to nie ulegało wątpliwości, ale gdy mnie zobaczył przystanął i spytał, czym nie widział przejeżdżającej tędy cesarzowej. Nie mogłem zaprzeczyć, a gdym potwierdził łzy polały się z jego oczu. Powiedziały że był w drodze do Bro, ale nagle ogarnął go taki strach, że musiał zawrócić. Zaszedłszy do domu zastał pustkę. Katarzyna znikła także. Pewnie chciały obie odjechać statkiem, a tu droga daleka i nie wie, czy zdąży do Borgu zanim odbiją od lądu.
Klara Gulla przystanęła.
— I pewnie zabraliście go ze sobą? — spytała.
— Tak jest! — odparł Linnart — Jan oddał mi dawniejszym czasem pewną wielką przysługę i chciałem mu się odpłacić. Ale może źle uczyniłem, dopomagając mu w drodze.
— O nie! — odrzekła spokojnie Klara Gulla — Wina cała jest moją. Nie powinnam go była opuszczać.
— Przez cały czas, gdy siedział na wozie bez przestanku płakał jak dziecko — ciągnął dalej Linnart — a ja nie wiedziałem jakiemi go pocieszyć słowami, przeto milczałem, a on płakał dalej. W końcu powiedziałem: — Dojedziemy jeszcze na czas, Janie! Nie płaczcież tak! W jesieni chodzą po jeziorze małe statki towarowe, a im nie spieszno nigdy! — Ale zaledwie wypowiedziałem te słowa położył mi rękę na ramieniu i spytał, czy sądzę, że ci co porwali cesarzową, będą się z nią obchodzili okrutnie?
— Ci, co mnie porwali? — powtórzyła Klara Gulla w najwyższym stopniu zdziwiona.
— I ja też zdziwiłem się mocno i spytałem, kogo ma na myśli. Powiedział, że podczas pobytu cesarzowej w domu czyhali na nią w zasadzce nieprzyjaciele jej. Byli to wrogowie, których się tak bardzo Klara Gulla bała, że nie ośmieliła się nawet przywdziać korony, ani nawet mówić o Portugalji. Ci to właśnie wrogowie rzucili się na nią, porwali i uwieźli ze sobą.
— Ach, tak sobie to wytłumaczył? — powiedziała Klara Gulla.
— Tak sobie to wytłumaczył! — potwierdził Linnart z wielkim naciskiem — Zechciejcież mnie dobrze zrozumieć Klaro Gullo, ojciec nie dlatego płakał, że został opuszczony i samotny, ale dlatego, że sądził, iż jego córce zagraża niebezpieczeństwo!
Linnartowi z trudnością przyszło wypowiedzieć te ostatnie wyrazy. Nie chciały mu wyjść z gardła. Myślał pewnie o starym Björnie Hindriksonie i o sobie. Wspomnienie własnych dziejów pokazało mu dowodnie, jak cenić trzeba prawdziwą miłość, która nie cofa się przed niczem i nie ćmi się nigdy.
Klara Gulla nie rozumiała tego wszystkiego. Od powrotu do domu myślała o ojcu jeno ze wstrętem i strachem. I teraz też mruknęła coś w rodzaju, że ojciec jej był warjatem.
Linnart dosłyszał to i uczuł się dotkniętym.
— Nie jestem całkiem pewny, czy Jan był szaleńcem! — powiedział poważnie — Odpowiedziałem mu, że nie dostrzegłem w pobliżu Klary Gulli żadnych wrogów. Ale powiedział zaraz: — Czyż nie widzieliście, Linnarcie tych wrogów w istocie gdy przechodziła koło was? Tak, tak, drogi Linnarcie, było ich sporo, wrogami tymi była pycha, oschłość serca, występki i żądze, to jest ci wszyscy nieprzyjaciele, z którymi cesarzowa toczy bój straszliwy w państwie swojem!
Klara Gulla zatrzymała się i spojrzała w oczy Linnartowi.
— Aa... tak? — rzekła krótko.
— Odpowiedziałem mu wówczas, że nieprzyjaciół tych i ja także widziałem! — zakończył Linnart szorstko.
Klara Gulla roześmiała się w głos, a Linnart podjął na nowo.
— Pożałowałem zaraz, żem mu to powiedział, bo teraz Jan zapłakał rozpacznie. Ach, mówił łkając, drogi mój Linnarcie, prośże Boga, by mi pomógł wyratować biedną moją córkę ze szponów tych strasznych wrogów. Wszystko mi jedno, co się ze mną stanie, bylebym ją tylko ocalić zdołał.
Klara Gulla nie odrzekła nic, przyspieszyła tylko kroku. W sercu jej zbudziło się coś, co miotało się gwałtownie, ale zdławiła ten odruch wolą. Gdyby to coś, co było skryte i odrętwiałe, zaczęło żyć, nie mogłaby chyba zostać sama przy życiu.
— Były to niejako słowa pożegnania! — powiedział Linnart — I nie długo też potem udowodnił, że to co mówił, myślał naprawdę i tego pożądał. Nie sądźcie, Klaro Gullo, że skoczył do wody by uciec przed bólem swoim. Uczynił to jedynie i wyłącznie, by swą Klarę Gullę wyrwać z rąk nieprzyjaciół i chciał dosięgnąć wpław statku.
Klara szła coraz to prędzej i prędzej. Cała miłość ojca od początku do końca objawiła się jej i stała teraz jasną. Chciała przed nią uciec. Nie mogła znieść onego uświadomienia.
— Tu we wsi każdy wie wszystko niemal o drugim! — ciągnął dalej Linnart, dotrzymując jej kroku bez wysiłku — Po śmierci Jana, oburzenie ogólne na was, Klaro Gullo, opanowało wszystkich. Ja sam nie uważałem was za godną dowiedzenia się ostatnich słów ojca waszego. Ale teraz wszyscy zmienili przekonanie. Ujęło nas to bardzo, żeście tyle czasu spędziła tam w przystani czekając na niego.
Klara Gulla zatrzymała się nagle.
— Stoję tam i czekam dlatego tylko, że się go boję! — wrzasnęła w odpowiedzi.
— Wiemy wszyscy, Klaro Gullo, żeście od dzieciństwa była prawdomówna i nie chciałaście wydać się lepszą! — odparł spokojnie — Ale my, ludzie tutejsi, rozumiemy was lepiej, niż wy sama siebie i nie tajno nam co się w słowach tych kryje. Niejeden z nas postąpił nie tak jak należy z rodzicami swemi.
Klara Gulla zawrzała takim gniewem, że chciała powiedzieć coś strasznego, ale słowa nie zjawiły się na jej ustach. Radaby była tupać i krzyczyć, by zmusić Linnarta do milczenia. I tego uczynić nie była w stanie. Nie widząc przeto innego wyjścia, obróciła się nagle i zaczęła co sił uciekać.
Linnart nie gonił jej. Powiedział co chciał powiedzieć i czuł się zadowolonym z pracy dokonanej tego dnia.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Selma Lagerlöf i tłumacza: Franciszek Mirandola.