Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Nie jestem całkiem pewny, czy Jan był szaleńcem! — powiedział poważnie — Odpowiedziałem mu, że nie dostrzegłem w pobliżu Klary Gulli żadnych wrogów. Ale powiedział zaraz: — Czyż nie widzieliście, Linnarcie tych wrogów w istocie gdy przechodziła koło was? Tak, tak, drogi Linnarcie, było ich sporo, wrogami tymi była pycha, oschłość serca, występki i żądze, to jest ci wszyscy nieprzyjaciele, z którymi cesarzowa toczy bój straszliwy w państwie swojem!
Klara Gulla zatrzymała się i spojrzała w oczy Linnartowi.
— Aa... tak? — rzekła krótko.
— Odpowiedziałem mu wówczas, że nieprzyjaciół tych i ja także widziałem! — zakończył Linnart szorstko.
Klara Gulla roześmiała się w głos, a Linnart podjął na nowo.
— Pożałowałem zaraz, żem mu to powiedział, bo teraz Jan zapłakał rozpacznie. Ach, mówił łkając, drogi mój Linnarcie, prośże Boga, by mi pomógł wyratować biedną moją córkę ze szponów tych strasznych wrogów. Wszystko mi jedno, co się ze mną stanie, bylebym ją tylko ocalić zdołał.
Klara Gulla nie odrzekła nic, przyspieszyła tylko kroku. W sercu jej zbudziło się coś, co miotało się gwałtownie, ale zdławiła ten odruch wolą. Gdyby to coś, co było skryte i odrętwiałe, zaczęło żyć, nie mogłaby chyba zostać sama przy życiu.
— Były to niejako słowa pożegnania! — powiedział Linnart — I nie długo też potem udowodnił, że to co mówił, myślał naprawdę i tego pożądał. Nie sądźcie, Klaro Gullo, że skoczył do wody by uciec przed bólem swoim. Uczynił to jedynie i wyłącznie,