Sztuka obłapiania/Pieśń trzecia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Sztuka obłapiania
Podtytuł Swawolny poemat miłości z r. 1817
Wydawca Koło Bibliofilów
Data wydania 1926
Druk Tłocznia w Suwałkach
Miejsce wyd. Suwałki[1]
Ilustrator Edward Guérard
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Uwagi
Information icon.svg Tekst zawiera treści erotyczne
Information icon.svg Tekst zawiera zwroty uważane za wulgarne
Indeks stron
PIEŚŃ TRZECIA
Aleksander Fredro - Sztuka obłapiania page0059.jpg


Tu, gdzie malarskiej zgromadzenie sztuki,
Kosztowne czerpać będziemy nauki;
Z uwagą stojąc przed każdym obrazem,
Postrzeżmy łatwo złe i dobre razem,

Do których żądza ogólna jebania

W różne sposoby ród ludzki nakłania.
W jak nieprzebrane wynalazki można —
Jak często miła i jak często zdrożna —
Jakie postawy, jakie skutki sprawia —

10 
Wszystko z napisem penzel nam wystawia.


Stąd więc zacznijmy. — Widzę Pigmaliona,[2]
Własne swe dzieło przyciska do łona....

Kładzie się, gniecie nieczułe marmury,
I rani pytę wyszukując dziury;

15 
Ledwie odpocznie, ledwie się oddali,

Wnet z nowym ogniem w zimne uda wali,
Które posoką smaruje obfitą.
Że zaś ten luby posąg był kobiétą,
Chociaż kobiétą z twardego kamienia,

20 
Na szturm kusicy przecie dał znak tchnienia.

Już Galatea piękność z czuciem łączy,
Żyły się znaczą.... krew się po nich sączy....
Pierś się porusza.... serce równo bije...
Wzrok błądzi... słowem... Galatea żyje!

25 
Bierze za gały snycerza hultaja

I pierwsze słowa wymawia: „To jaja!“
Potem cudownie gdy członkami włada,
Na pierwszy marmur, co jej w ręce wpada,
Jakby swój rozum wzkazując z pospiechem:

30 
„To już nie jaja — zawoła — z uśmiechem!“

Dalej postrzegam rozmaite wzory,
Jak się sprawiają ponure klasztory.
Tam samołożnik wrogiem płci niewieści
Przeciw naturze męską dupę pieści;

35 
Albo ich zgraja razem się weseli,

Gdy każdy siebie między dwóch rozdzieli.
Tak Ksiądz Prowincjał chędoży Przeora,
Przeor Kwestarza, a kwestarz Lektora,
Lektor Laika,[3] Laik zamyszysty[4]

40 
Najlepiej dosiadł grzbietu Organisty.

Ten jak odyniec z mocnym szumem wzdycha,
I Braciszkowi sromotnie dopycha.
Braciszek w końcu tnie Zakrystyjana.
Chwieje się razem tłuszcza wpół-pijana,

45 
I w miarę ruchu dupy Prowincjała

Każdego włazi i wyłazi pała.
A Ksiądz Predykant przy kuflu z wiśniakiem,
Trze resztę flaka gorącym kułakiem.

Na drugiej stronie Mniszki bojaźliwe

50 
Jak mogą sprawę małpują jebliwą.

Tu albo godmisz[5] w ich dłoniach się miga,
Łechce i na czas mleczne zdroje rzyga,
Albo litośnie jedna siostrze drugi[6]
Wprawionym palcem wyrządza usługi.

55 
Tam Przeorysza półtoraczna[7] w zadzie

Twardy klitoris między uda kładzie
Swej Nowicjantce, co prężeniem ciała
Serdecznie-by go nadsztukować chciała;
A cztery cycek — że razem — zdziwione

60 
Na tę i owę podają się stronę.


Siostra Barbara przy wieczornej porze,
Gdy pienia głosi za kratą, na chorze,
Zwolna jej z tyłu, sunąc od kolana,
Podłazi korzeń Księdza Kapelana.

65 
Poznała zaraz Spiewaczka zbyt rada

Z jakiego klucza spiewać jej wypada.
Takt więc wyraźnie dupą wykazuje,
I „Alegretto“ żwawo intonuje;
Mocne „Stokato“[8] w trele potem zmienia,

70 
A na westchnieniu kończy swoje pienia.


Warte uwagi i te mniejsze dzieła.
Patrz! jak się kurwa figlarnie wypięła!
Żołnierz na straży, oparty na broni,
Jak od niechcenia kuśką piczę goni!

75 
Szynkarz w piwnicy obłapia gosposię,

Dziarski ekonom na świeżym pokosie,
Na piecu kucharz opasłego lica,
Dragon na siodle, na dyszlu woźnica.
Każdy jak może i jak mu wypadnie,

80 
Jednak każdemu do twarzy i ładnie.


Tutaj widziémy, jak myśliwiec młody
Gwałci dziewczynę nadobnej urody;

Napróżno krzycząc swoich skarbów broni,
Nikt nie usłyszy wśród lasów ustroni.

85 
Młodzieniec ręce krępuje rękami,

Usta zatyka swojemi ustami,
Po bujnej trawie suwa się z nią wkoło,
Walczy jak z wężem, aż zapocił czoło.
Nareszcie dosiadł; jubka[9] już podnięta,

90 
Jednak uciecha jeszcze mu zamknięta.


Lecz otóż podle postrzec nam się daje,
Co się z dziewczyną na trawniku staje.
Już się nie żżyma — ze siły opada —
I drzące uda niechcący rozkłada.

95 
Zważając przecie na mdłych jej źrzenicach,

Na pięknych mocniej zrumienionych licach,
Pierwszej rozkoszy czucie się maluje,
I jeszcze większe na przyszłość rokuje.

Tu zaś w zamtuzie[10] miękkohuj wybladły

100 
Wśród nagich kurew trze członek opadły.

Jedna go mydli, pienią mu się gały,
Druga rózgami ścina zadek cały,
Trzecia schwyciwszy upaloną świécę
Pcha postyliona w zawiędłą dupnicę;

105 
Reszte, przez różne sztuczki i łechtania,

Pragną go przywieźć do stanu działania.
Lecz choć kuś wstanie, na nic się nie nada,
Bo wnet się chwieje i nadół opada.

Ach! Otóż dzieło Picciniego ręki!

110 
Co za dokładność, co za liczne wdzięki!

Jaki rys lekki, jak łagodne cienie,
I jakie trafne figur ułożenie!
Jest to szczęśliwy Sułtan w swym seraju.
Piękne dziewice z różnych części kraju

115 
Długim szeregiem dwie zajmują strony.

Patrz! zbiór uczuciów w twarzach wyrażony!


Aleksander Fredro - Sztuka obłapiania page0063.jpg

Oko się iskrzy pod ciężką powieką,
Lice rumieńce nie kryją, lecz pieką;
Usta ich napół otwarte i drzące

120 
Z wzruszonych piersi zioną tchy gorące;

Na każdej widać radość i cierpienie,
Każda z nich czeka na lube skinienie.
Środkiem Bisurman wolnym chodzi krokiem.
Chustka w ujęciu bystrem miga okiem;

125 
Z szarawarami[11] huj mu się szamocze,

A pełne jajo z radości dygocze.
Nareszcie staje... ręka podniesiona...
Zadrżały wszystkie... Chustka już rzucona —
Jak smolna kłoda do żaren[12] przytknięta,

130 
W tej samej chwili ogniem jest objęta,

I puszcza strumień skwierczącej żywicy —
Tak jędrna psiocha wybranej dziewicy
W słodkiej nadziei iskrą swą znachodzi...
Tleje i szparę szkarłatną rozwodzi.

135 
Malarz ten widok, co nam zmysły drażni,

Wolał zostawić mocy wyobraźni.
Gdzież bowiem penzel lub pióro określi
Mnogie sposoby niewstrzymanej myśli?
Lecz dał ciąg dalszy. I w tem malowaniu

140 
Sułtan już leży na miękkiem posłaniu.

Na nim wpół naga Turczynka szczęśliwa
Bez odpoczynku białą dupą kiwa;
I choć trzy razy słabła i ożyła,
Stérczy wciąż jeszcze bisurmańska żyła.

145 
Przy tej zabawie ku większej wygodzie

Jeden z eunuków stojący na przodzie
Fajkę mu trzyma; drugi skrobie w pięty,
Trzeci miednicą i szczotką zajęty.

150 
Cudny obrazie! malarstwa ozdobo!

Cenić i rozstać nie mogę się z tobą.

Przyjdzie czas, chociaż wiekiem oddalony,
Że w pierwsze miejsce będziesz przeniesiony.
Jeno gust dobry ludziom przetrze oczy,
Tysiąc kopistów wkoło cię otoczy.

155 
Ta duża ściana widzę tylko mieści

Znanych nam dawno sposobów czterdzieści.
Ale nad wszystkie ten najlepiej wolę,
Którego wzorek zawieszony w dole.
Tęgi Sarmata w pełnej zboża szopie

160 
Jebie dziewicę na owsianym snopie.

Niema tam figli, które świat dziś chwali;
Jebie, jak sławnie przodkowie jebali.
Jego działanie jak natura czyste —
A całą sztuką narzędzie sprężyste.

165 
Tobie Młodziku taka moja rada:

Tego sposobu trzymać się wypada!
Nie zerwiesz krzyżów, nie osłabisz nogi,
I jebać będziesz aż w grobowe progi.


Aleksander Fredro - Sztuka obłapiania page0066.jpg




Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Według informacji w katalogu Biblioteki Narodowej, drukowane nie w Suwałkach, ale we Lwowie.
  2. Przecudną baśń grecką o Pigmalionie, legendarnym rzeźbiarzu z Cypru, który uniesiony płomienną tęsknotą tchnął życie w wyrzeźbioną przez siebie marmurową postać Galatei, opowiada Owidjusz w X ks. „Przemian“. Nie bez znaczenia zapewne przy pisaniu niniejszego utworu, iż Fredrze nasunęła się myśl parodji mitu o Pygmalionie i Galatei, było wydrukowanie poetyckiej parafrazy tego podania, dokonanej przez Brunona Kicińskiego, znanego tłumacza całych „Przemian“, w Pam. lwowskim z r. 1816. T. I. p. t. Wyjątek z 10. pieśni „Przemian“ Owidjusza: „Pigmalion“. Fredro naonczas — jak wiadomo — współpracownik Pamiętnika musiał czytać niewątpliwie ów urywek (całkowity przekład „Przemian“ przez Kicińskiego pojawił się dopiero w r. 1825/6), co zdaje się potwierdzać zachowane nawet w parodji Fredry pokrewieństwo w plastyce opisu i obrazowaniu frazeologicznem. — Propetydy, jak opowiada sulmoński poeta, zaprzeczyły bóstwa Wenerze. Ta rozgniewana sprawiła, iż zaczęły frymarczyć własnemi wdziękami, a gdy wstyd ustąpił z ich twarzy i krew zamarła w licach, zamieniły się w skały. Świadkiem ich zbrodni był Pigmalion, który z tej przyczyny „nienawidził płci płochej, skłonnej do występków, a nieznając miłości, żył sam i bez żony“.

    „Pod jego dłutem piękność powstała cudowna,
    Której żadna w powabach kobieta nie zrówna.
    Zapala go miłością własne jego dzieło,
    Mniema, że jakie bóstwo czuciem je natchnęło.
    Postać miała dziewicy. Myślałbyś, że żyje:
    Że chce iść, ale nie śmie, bo jej nic nie kryje.
    Rzeźba zwodzi rzeźbiarza. Patrzy na jej wdzięki,
    Unosi się, zachwyca nad dziełem swej ręki.
    Czasem pragnąc się wywieść z lubych mu omamień,
    Chwyta marmur, lecz nie śmie wyznać, że to kamień.
    Całuje posąg, mniema, że jest całowany,
    Miłą rozmową słodzi serca swego rany.
    To mniema, te go piękna dotknęła się ręka,
    To jej uroczych wdzięków skażenia się lęka,
    To lubi się z nią pieścić, to przynosi fraszki
    Miłe młodym kobietom .............
    ..........................
    Na Sydońską purpurą powleczone łoże
    Siada, myśląc te posąg czuć i kochać może,
    Kładzie go obok siebie, z uniesieniem ściska,
    I daje mu kochanki i żony nazwiska.

    Na Cyprze obchodzono święto Wenery. Już złożono bogini ofiary, gdy pośród dymu kadzideł...

    Zbliża się trwożny rzeźbiarz, bóstwu dary składa:
    „Bóstwo! Jeśliś wszechmocne, rzekł cicho te słowa,
    Daj mi żonę tak piękną, jak jest marmurowa.“
    Nie śmiał prosić o więcej .............
    ............................
    Wraca rzeźbiarz do domu i posąg całuje;
    Widzi, jak ogień życia martwy głaz zajmuje;
    Już śmielszy; z uniesieniem pierś przyciska piękną
    Przykłada usta, zwolna wszystkie członki miękną
    .....................................
    Nie śmie wierzyć, lecz chwyta omyłkę mu drogą
    I raz jeszcze kochankę obejmuje z trwogą.
    Biją dotknięte żyły, posąg został ciałem.
    Wenerze składa dzięki Pigmalion z zapałem.
    Już niefałszywe usta usty swemi tłoczy
    Dziewica uścisk czuje i otwiera oczy,
    I rumieni się cała, gdy z światła widokiem,
    Kochanka zadziwionym zobaczyła okiem...

    Mit o Galatei, w której kamienną postać tchnął życie przez żar miłosnego uczucia jej twórca — Pigmalion, znalazł wielokrotnie wyraz w literaturze i plastyce Zachodu. Od pastorałki hiszpańskiej Cervantesa (1584 r.), naśladowanej przez Floriana w romansie pasterskim, przez libretta Metastazia i Lamotte’a w operze, i komedję, jak u Romagnesiego, dostarczyła baśń grecka pointy fantazji twórczej. Znaną scenę liryczną J. J. Rousseau’a z r. 1775, wystawioną w teatrze warszawskim („Pigmalion“) w r. 1777, przyswoił polskiej literaturze Tom. Kaj. Węgierski. W plastyce słynny jest fresk Rafaela „Tryumf Galatei“ w pałacu Farnezi w Rzymie, jak też przechowany w tej samej galerji obraz Annibala Carrarhe’a. Wspaniały sztych Girodeta „Pigmalion i Galatea“ wystawiono w salonie francuskim w r. 1819.

  3. Przez laika należy rozumieć w życiu klasztornem osobę noszącą suknie zakonne, lecz nie posiadającą świeceń kapłańskich.
  4. Tyle co: zamaszysty.
  5. Wyraz w polszczyźnie nieznany, utworzony prawdopodobnie przez Fredrę od tematów: gody, godzimir; tu w znaczeniu czegoś, co podnieca, względnie służy do zaspokojenia popędów. Grupa „godmiszów“ występuje w znanej „tragedji“ Fredry: Piczomira, królowa Brandlomanji.
  6. Zamiast: drugiej.
  7. Półtoraczny t. j. o rozmiarach półtora raza tak wielkich, jak normalne.
  8. Alegretto-stoccato: terminy harmonji muzycznej.
  9. Jubka, właść. jupka: ubiór niewieści, rodzaj tuniki bez rękawów. Była to w rzeczywistości kamizelka, w zimie przeważnie podbita futrem stanowiąca odzież zwierzchnią. Pierwotnie strój szlachcianek, przeszła jupka w XVIII w. do wieśniaczek, które nosiły jupy z granatowego lub niebieskiego sukna z pelerynkami lub futrzanymi kołnierzami. Tu nazwa jupki użyta w znaczeniu ogólnem: zwierchnie okrycie.
  10. Zamtuz albo zantuz — dom rozpusty i nierządu. U Reja: „Karczma i zamtuz wyniszczyły mieszek“. Potocki we fraszkach: „Po wszetecznych zamtuzach chodzi i po szynkach“; u Zabłockiego zaś: „Wiadom świstak dobrze, gdzie Wielopole — Gdzie jaki zamtuz na Krzywem Kole...“.
  11. Szarawary — spodnie.
  12. Żarna — w znaczeniu: ognisko, palenisko. Rzeczownik utworzony od przymiotnika: żarny — żarzący, palący, ziejący żarem.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.