Szczątki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jaroslav Vrchlický
Tytuł Szczątki
Pochodzenie Ballady, legendy i t. p.
Data wydania 1904
Drukarz St. Niemira
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Konrad Zaleski
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
Szczątki.

Eskurjalu gmach wyniosły
W mgle wieczornej tonie
Gdy rezeda i fijołki
W sadach szerzą lube wonie.

Po krużgankach i komnatach
Błądzi smutek i tęsknota.
Tu, krol Filip na wezgłowiu
Kończy pasmo dni żywota.

Przy nim wierny mu Don-Diego
Pisze listów stos za stosem,
A gdy jęknie król na łożu
On spogląda nań ukosem.

Spowiednikiem wiernym króla
Stróżem jadła jna tsje, upo.

Со Don-Diego-Jepes może
Pisać dzisiaj w czoła znoju?

Rozkazano licznym posłom
Wnet się w drogę przygotować,
Ci zaś mają Filipowi
W niebo ścieżkę utorować.

Gdy pisanie skończył Diego,
Tysiąc mułów naraz bieży,
Gdzie wystrzela w górę dumnie
Klasztornianych tysiąc wieży.

W liście każdym jedno stoi:
„Król umiera, wierni, biada!
„Pomóż, ktoś jest jego sługą —
„Ręce z płaczem, komie składa.

„Płacz też każdy. Co chce władca,
„Pan i ojciec, wierne dzieci,
„Wykonajcie, zanim szatan
„Porozstawia nań swe sieci:

„Tu, do łoża królewskiego,
„Przysyłajcie bez odwłoki
„Z miejsc spoczynku po klasztorach,
„Wszystkich świętych cenne zwłoki;


„Apostołów i wyznawców
„Nie zetlałe resztki prochów,
„A we wszystkie dzwony bijcie
„Podczas modlitw, jęków, szlochów.“

Tysiąc posłów wkrótce śpieszy
Od każdego państwa brzegu;
Do pałacu ciągnie zdała
Szereg wozów po szeregu.

Dym kadzideł w górę wzlata,
Dzwony biją, motłoch śpiewa,
Las proporców i chorągwi
Nad głowami kleru wiewa.

Od katedry każdy w państwie
Przystępuje poseł jeden,
Święte kości rychło składa,
By otworzyć panu oden.

Widzisz ramię świętej Klary,
Nogę Rocha. — Wniebowzięty,
Tu znów w trumnie szklanej leży
Kompostelski Jakub święty —

Nic nie braknie. Patrzcie, z boku
Wóz ostatni jeszcze stoi...
Przy nim ludzie w kir przybrani —
Król się czegoś i dwór boi...


— „Skąd wy? co tu przywozicie?“
Posły milczą, jakby niemi,
Wtem’najstarszy z nich powstaje:
Z Niderlandów śpieszym ziemi!

„Wczas to wszystko wieziem tobie,
„Cośmy mieli najdroższego
„Aby drogę ci przyśpieszyć
„Stąd do świata nieznanego.

„To relikwie apostołów,
„Męczenników i wyznawców,
„Go na rozkaz twój polegli
„Z rąk twych katów i oprawców.

„Nic dziwnego, gdyż wierzyli,
„Że się błogie sny ich ziszczą.
„Zamiast złota i brylantów
„Łzy na świętych szczątkach błyszczą.

„Spójrz, by skonać w strasznej męce!“
I na bary prochy bierze. —
Filip jął się w kłębek zwijać,
Jak zranione zawył zwierzę.

Dwór oniemiał! — Ktoś chichotał.
Wczas, gdy każdy drżał ze strachu —
Dyabeł, co na duszę króla
Oczekiwał gdzieś na dachu!

Jarosław Vrchlicky.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jaroslav Vrchlický i tłumacza: Konrad Zaleski.