Starościna Bełzka/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IX.

Jedynym synem pana wojewody kijowskiego był Stanisław Szczęsny, który jako jedynak, przyszły dziedzic ogromnéj fortuny ojcowskiéj i spadkobierca sławnego imienia Potockich, wychował się pieszczotliwie, troskliwie, starannie, otoczony pilnością największą, ale wcześnie został to dogadzaniem, to nieustanném wodzeniem na pasku popsuty. Poznaliśmy już charakter dziwaczny wojewodziny i jéj nad mężem przewagę; z tego łatwo wnieść, jak się obchodzono z jedynakiem. Pieszczony i psuty, trzymany był zarazem w rygorze największym, nie mając własnéj woli, zmuszony słuchać skinienia matki. To obejście, na przemiany to zbyt pobłażliwe, to za surowe, dziwactwo kobiety, która czasem gniewała się, gdy nie było czego, rojąc sobie grzechy i przestępstwa, lubo istotnym przewinieniom folgowała do zbytku, musiało wpłynąć na charakter Szczęsnego, a zamknięcie w domu i odosobnienie spowodowało tęsknotę, pragnienie rozrywki i niepokój wewnętrzny.
To, co Kołłątaj z plotek i wieści przesadnych opowiada o wychowaniu młodego Potockiego, wygląda na fałsz zupełny, i na niedokładnych jakichś zbudowane jest pogłoskach. (Stan oświecenia w Polsce. Poznań, 1741 — 43, 45 str.). Być może, iż dumna kobieta dozwolić nie chciała, żeby syn jéj z dala od niéj wychowywał się w konwikcie pijarskim, chociaż tam już i inni znajdowali się Potoccy; ale wybór ks. Wolfa, Pijara, nie był tak zły, jak go maluje Kołłątaj, a o żadnym Bernardynie do dozoru chłopca przydanym i Francuzie kamerdynerze nie wiemy... Ci świadkowie oczywiście, którzy ks. Kołłątajowi opowiadali, że Pijar z Bernardynem po całych dniach grywali w maryasza, Szczęsny z kamerdynerem Francuzem bawił się w garderobie, preparując limonadę, może raz na coś podobnego trafili, i z tego razu wnioskowali zbyt śmiało...
Bardzo być może, iż Szczęsny księdzu Wolfowi oddany nie miał wolności widywania rodziców, prócz pewnych godzin w dniu na to wyznaczonych, być może, iż czasem strofowany był lub karany, ale to nie tak wyglądało, jak chce ks. Kołłątaj. Jest nawet sprzeczność w samym tym opisie, a przesada widoczna.
Wiemy zkądinąd, od tych, co na dworze Potockich żyli, że gdy Stanisław doszedł do lat, w których nauki powinien był rozpocząć, dobrano mu troskliwiéj nauczycieli, ułatwiając paniczowi instrukcyę.
Po długiéj swobodzie dziecinnéj, powiada pamiętnik Anonima, gdy nagle otoczony guwernerami pod dyrekeyą ks. Wolfa Pijara, zmuszony tyle na raz rzeczy dźwignąć, umysł jego z razu nie mógł temu wystarczyć, był znużony, ociężały, uwagi zebrać niełatwo mu było, i do lat piętnastu tępą miał pamięć i pojęcie, tak dalece, że ks. Wolf zaczął powątpiewać o jego przyszłości. Dopiero późniéj po przebyciu téj kryzys, umysł jego orzeźwiał, ożywił się i więcéj jakoś począł rokować nadziei. Wychowanie to zresztą, acz staranne, było powierzchowne, skończyło się już około lat dwudziestu. Ale i w tym wieku Stanisław nie uzyskał największéj swobody, a tryb życia jego wcale się nie zmienił, wodzono go ciągle na paskach jak dziecię, w największéj trzymając podległości, tak, że z każdego kroku spowiadać się musiał, i nic bez dozwolenia matki począć nie miał prawa. Otaczająca go opieka nieustanna, niespokojna, podejrzliwa odejmowała mu wszelką samoistność, a dziwactwo matki i surowość ojca tém więcéj ciążyły, że dwudziestoletni chłopiec był właśnie w wieku, w którym się najbujniejsze rozwijają marzenia, najgwałtowniéj wybuchają namiętności. Pragnienie widzenia świata, użycia go, poznaniu ludzi, skosztowania wszystkiego, co mu dotąd było obce, niepokoiło młodzieńca, którego zniewieściałość łączyła się z trochą dumy, z trochą polskiego lenistwa i wczesném rozdrażnieniem chorobliwém. W rysie tego charakteru, który się łatwo w ten sposób pojmuje, idziemy za wskazówką Anonima, a ten powiada, że widząc się młodym i bogatym, zrodzonym i przeznaczonym do najwyższego świata, który wówczas był światem uciech i namiętności, nie mogąc wyjść na swobodę i zerwać krępujących go więzów, Stanisław stał się smutnym, małomownym, onieśmielonym. Wzdychał do wolności, któréj inni mieli tyle, a on nic prawie, kręcił się niecierpliwie w ciasném kółku krystynopolskiego życia, w którém był zamknięty, i obumierał w téj niewoli. Pomimo tego usposobienia, pochodzącego z temperamentu namiętnego, widać ze wszystkiego, że umysł dojrzewający powoli, ospały jeszcze w piętnastym roku życia, serce także troskliwie było przez ks. Wolfa kształcone, popędy miał dobre, chęci szlachetne, woli i charakteru nic a nic. Zwykły to skutek długiego rygoru, który wszelką odejmuje sprężystość i siłę, nie dając im się rozwinąć. Stanisław umysłem pracować nie miał ochoty, ani potrzeby, serca zaś dowodów dać mu nie dozwalano. Na drobne jego wydatki dawano mu tylko sto dwadzieścia czerwonych złotych, z których matce troskliwéj, do najmniejszego grosza zdawać musiał rachunek. Wojewodzina kochała go namiętnie, ale ta miłość przy zgryźliwym jéj charakterze, przy tysiącznych obawach, czyniła ją do zbytku despotyczną, tak, że i władzy, i powagi, i miłości swéj nad nim nadużywała.
Ks. Wolf Pijar, któremu powierzono kierunek wychowania młodego Stanisława, wybrany być musiał przez Potockich z kollegium w Warężu, majętności ich po Łaszczach odziedziczonéj, założonego przez pana wojewodę, bo ks. Wolf zostając przy dworze, opiekował sic zawsze domem waręzkim, ubogą rezydencyą, którą otaczały, jak z jego listów widzimy, drewniane klitki żydowskie. Kollegium to i konwikt późniéj pod panowaniem austryackiem upadły.
Mało na nieszczęście wiemy o tym nauczycielu, który wpływ znaczny wywrzeć musiał na swojego wychowańca. Chrząszczewski w pamiętnikach maluje go jako człowieka zacnego, uczonego, przykładnego, ale wedle pojęć wieku prowadzącego młodego dziedzica Potockich. Wszczepił on w serce ucznia, powiada przywiedziony, mocną wiarę i uczucie religijne, zamiłowanie sprawiedliwości, ojcowską pieczołowitość o dobro ludu, nad którym miał panować, pojęcia, jak je naówczas zwano, dosyć liberalne. Co do zasad politycznych, idąc za powagą Jana Zamojskiego, wedle tego, jak naówczas go pojmowano, za duchem czasu, jaki w Polsce panował, wpoił w niego przekonanie niezłomne, że tron elekcyjny i demokracya szlachecka z prawem powszechnego głosowania i rolą, jaką miała w Rzeczypospolitéj arystokracya, słowem budowa stara i formy rządu tradycyjne, były nietykalną źrenicą swobód polskich.
Widzimy w późniejszym kierunku Stanisława rozwijające się te pojęcia wszczepione przez ks. Wolfa, szczególniéj w projekcie nowéj formy rządu posłanym przezeń do Petersburga, po akcesie króla do Targowicy, który w Dyaryuszu podróży swéj, z opowiadania Ad. Moszczeńskiego, daje hr. Konstanty Plater.
Ale w chwili, w któréj się ta powieść poczyna, a Stanisław życie od niewoli i westchnień do swobody, nie śniły mu się jeszcze przyszłe polityczne prace, chciał najprzód mieć prawo do życia; każda chwila w ciszy krystynopolskiéj upływająca, zdawała mu się straconą.
Ojciec i matka dotąd go ani krokiem z pod oka swego nie wypuszczali, nie wyjeżdżali nigdzie, nie wydalał się z domu rodzicielskiego bez dozorców. Wojewoda jednak starał się już uformować dla niego dwór osobny, i przywiązał do niego z tytułem marszałka Karola Sierakowskiego, starostę zanideckicgo, któremu najwięcéj ufał, czyniąc go raczéj mentorem Stanisława, niż głową dworu, który dotąd nie istniał jeszcze.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.