Sierota (Biernacki, 1879)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mikołaj Biernacki
Tytuł Sierota
Pochodzenie Piosnki i satyry
Data wydania 1879
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Sierota.


Bogactwem jéj było zdrowie,
Uroda, praca i cnota.
W ustronnéj, cichéj alkowie,
Siedzi nad igłą sierota.
Czemuż oblał ją rumieniec?
Czemu drżą dłonie dziewczęcia?
U nóg jéj klęczy młodzieniec,
I słodkie szepce zaklęcia.

„Droga! już dzień niedaleki,
„W którym otwarcie, lub skrycie,
„Złączę się z tobą na wieki!
„Ja ciebie kocham nad życie!
„A ty? za poświęceń tyle,
„Józiu! aniele mój złoty!
„Niechcesz na mnie spojrzeć mile,
„Bronisz najmniejszéj pieszczoty.“


I całuje jéj kolana,
Ramieniem dziewczę otoczy...
Sierota łzami zalana
Zamglone przymyka oczy,
Drżące podaje mu dłonie,
Tuli twarzyczkę pobladłą,
Na piersi pochyla skronie...
I biedne dziewczę upadło.



∗             ∗

W ustronnéj, cichéj alkowie,
Płacze sierota dziewczyna;
Biednéj plącze się po głowie
Jedna myśl tylko, jedyna,
Czeka na swego kochanka.
Nie śmie zapytywać ludzi,
Wygląda każdego ranka,
I jeszcze, jeszcze się łudzi.

Upłynęło dni niewiele,
Coraz to smutniéj w alkowie,
Odleciało już wesele,
Za niem nadzieja i zdrowie,

A zawitała zgryzota;
Ta z jędz, najstraszniejsza jędza,
Co biednym otwiera wrota;
Przez które wciska się nędza.

Głód, wyrzut, wstyd, łzy trawiące,
Zorały twarzyczkę gładką...
Nim upłynęły miesiące,
Sierota została matką,
I jeszcze raz w życiu jedną
Bóg jéj zesłał chwilę jasną,
Gdy małą istotkę biedną
Karmiła swą piersią własną.

Lecz tuląc dziecię do łona,
Kiedy błogosławi nieba,
Matka widzi zatrwożona,
Że już jéj niestało chleba,
„Pracy! zawoła, gdzie praca!
„Dziecko chcę ocalić pracą!“
Lecz świat się od niéj odwraca,
Mówi: dziewczyna ladaco.

Więc kiedy zmroku mgła szara,
Zaległa ulice miasta,

U nadbrzeżnego filara,
Stanęła młoda niewiasta.
Błędnem okiem wody pieści,
W toń pochyla się zuchwale...
I krzyk ostatniéj boleści
Zimne przytłumiły fale.



∗             ∗

W świetnym i modnym salonie,
Gdzie każdy swe szpony chowa,
Wijąc się w zręcznym ukłonie,
Gładka toczy się rozmowa.
Zabawa trwa już od rana;
Obchodzą dziś imieniny
Znanego dobrze młodziana,
Kochanka biednéj dziewczyny.

Rosną obmowy i baśnie,
Wesoło żart i śmiech płynie,
Bo ktoś opowiada właśnie
O uwiedzionéj dziewczynie...

Zręczność, tryumf, każdy chwali,
Wiwatami drgają wargi,
I słusznie — tam, na dnie fali,
Trup dziewczęcia śpi — bez skargi.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mikołaj Biernacki.