Sejm myszy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Sejm myszy
Rozdział Bajka o kocie i myszach
Pochodzenie Biernata z Lublina Ezop
Redaktor Ignacy Chrzanowski
Data wydania 1910
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)

Cały zbiór

Indeks stron

4. Sejm myszy.

Walną, niegdyś mysz radę dzieje nam podały,
Miano, pod dachem, co już był srodze zbutwiały.
W noc głęboką z ojczystych nór, gromadną rzeszą,
Z skrzyń zaległych, z pultynków nadgryzionych spieszą,
Tudzież z żłobów i z ciemnych zagrodek masztarni,
I co są po dojnicach, po garkach w śpiżarni,
Co sadłem, co surowcem żyją albo plewy,

Co gryzą suche klajstry, smarowne cholewy,
I co pod noc zachodzą z szczurami w zapasy,
I którym tuczą biedne książeczki brzuch łasy,
Zwłaszcza panegiryczne setne egzemplarze,
Doktorskie przywileje, Swady, Kalendarze,
Romanse miłośniczków i Nowe Ateny,
I płaczliwe niezbytych rymopisów Treny.
Poważne samców grono wśrzód siadło, by zdanie
Każdy swoje otworzył w ciężkim rzeczy stanie,
Stary Mąkosz, rady głowa i korona,
Co przesziej nocy dobrze zwartował Platona,
A przetarłszy w Marsylim[1] starożytnym zęby,
Wściąż po sobie uczone zostawił otręby,
Głos zabrawszy, tak rzecze: „Prześwietny senacie!
„Po doświadczonej dobra publicznego stracie,
„Po starunkach, z tysiącznymi użytych kłopotem,
„Który obywatelów twarz zalewał potem,
„Naród nasz słusznie ma być w obradach troskliwym,
„Jak postąpić ma z rodem kotów niecnotliwym.
„Znacie, mniemam, aż nadto złość ich jadowitą
„I jak zawsząd na naszą wrą Rzeczpospolitą.
„Trudno się w szczupłym domku usiedzieć przed niemi;
„Niema szpary tak ciasnej ni w ścianach, ni w ziemi.
„Nie ma gzymsów ni stropu, ni tak pewnych murów.
„Gdzieby hultaj drapieżnych nie wraził pazurów:
„Wszędy się przemknie, po drzwiach mający u spodu
„Wyciętą, jak na licho, dziurę dla przechodu.
„Przez nią wkradlszy się, złodziej dzień i noc — się pląta
„Tu owdzie, a żadnego nie opuści kąta.
„Coż dopiero wspominać mam kocie morderstwa

„I od mordów okropnych złośliwsze szyderstwa,
„Gdy, porwawszy z nas którą myszkę niedojrzałą,
„Męczy w szponach, acz siłą przygniata niecałą
„Kot, zwolna pastwiący się: niby się zasmuca,
„Tuż ją wzdłuż, wznak przewróci, jak piłką podrzuca.
„Ostrychnie się i niby daje uciec snadnie,
„Lecz skoro pomkniesz, zdrajca w też tropy przypadnie.
„Tak wpół martwa, ująwszy, gdy puszczę krwią zrosi,
„Chełpliwy obwieś zdobycz z tryumfem obnosi.
„Jakaż tu z tylu śmierci zemsta ma być wzięta,
„Gdyśmy bezbronni oraz szczupli, niebożęta?
„Próżno chcemy, by kto z nas drzwi zawalił drągiem:
„Daremna złość bez siły; cała ufność — sztuka!
„Sztucznym trzeba podejściem zrażać tego mruka!
„Mówcież, obywatele, mówcie, radne pany,
„Światła, ojczyzny, ziomków poczecie wybrany!
„Co działać w strasznej doli, gdy żal serce kraje?
„Jak ujść krwawych klęsk, co się z was każdemu zdaje?
„Jeśli tu nie zastąpi sił chytrość, jeżeli
„Stąd nie dążem w las, w stepy, jużeśmy zginęli!
„Skończyłem“. Rzekł, aż cicha, coraz rośnie wrzawa,
Moc zarzutów, zbijania projektów powstawa.
Chciano wprzód stawiać gęste pikiety i warty
Zwyczajem obozowym, by przystęp otwarty
Zasłaniała kolejna straż w nocy i we dnie.
Lecz obóz przezroczysty, tudzież straże przednie
Łacnoby nieprzyjaciel mógł zachwycić w kroku,
Ile nagły napaśnik, niedościgły oku:
Gdyż z dachu na dach wskoczy, licho dziwnie zwrotne,
Same wróble po szczytach sprząta, chociaż lotne;
Do tego trudno w zdradach przepisać oszusta;
Lepszej trzeba, ta — mówią — myśl byłaby pusta.

Zdał się więc zamysł lepszy: by trwale z natury
Dzikie mysze zwerbować, one proste gbury
Donośne, co dziedziczą role, chrósty, stawy,
By z swych siedlisk, sąsiedzkiej przyszły poprzeć sławy.
Żadne ich, mówią, miejskie smaki, zbytki, wety
Nie zwątliły, do wszelkich razów wprawne grzbiety.
Lecz i tu niemasz zgody; lekka żołdu płaca,
Domowej z czasem wojny trwoga mózg przewraca:
Aby, skoro tłustego zakosztują sadła,
Chęć do milszych przysmaków ciurom nie przypadła;
Skąd hardzi, sweby kiedyś umocniwszy szańce,
Z gruntów miejskich w las dawne wypchnęli mieszkańce.
Przeważyło nskoniec wszystkie inne wota
Zdanie, co wniósł wartogłów nazwiskiem Brzydota[2]
Ten niezbyt dawno przez wąch i wywiady mnogie
Wziął w tym domu siedlisko nadzwyczaj chędogie,
Kędy pańsko używa, już blizko kwartału,
Strzygąc cieńkie batysty milsze od nabiału;
Bowiem lakierowanej dorwał się szafeczki,
Kędy były mankiety i chińskie chusteczki,
Maglowanie, skrapiane wódką fiałkową
I z cedru przepędzaną i amarantową;
Różne stały, chust pełne, pachnące koszyki, —
Stróż Brzydota zapuszczał w głąb śmierdzące rzéki,
Przydając grubiańsko bobki nie laurowe.
Co wzięły run plamistych wstążeczki pąsowe!
Co koronki, wachlarze i kwieciste lamy!
Tak zeszpecił pieścidła ślubu blizkiej damy.
O! juk z płaczem, nieboga, łączyła przeklęstwa,

Jak to miała za swego ohydę panięstwa,
Widząc mleczne muśliny i wdzięczne jedwabie,
Coby się już bezzębnej nie przydały babie!
„Zgiń, przepadnij — mawiała — myszysko szkaradne,
„Mogłożeś w gnój obrócić stroiki tak ładne?
„W falbankach nowych, w ponsach, tak się gnieździsz śmiało?
„Tego mu, co za specyał, łoża nie dostało!
„Obym cię choć raz zarwać mogła w sam czas winy!
„Poznałbyś, co to kazić panięskie blądyny!“
Atoli na nic biednej nie zdała się praca,
Gdy się nie raz swych sprzętów raptem nie przewraca,
Czując zbójcę: wnet umknął, jakby go nie było,
Wpadł w świadomą wycieczkę. Cóż go nauczyło?
Oto zawsze wprzód biegła suczka, jak wiatr letka,
Od pani nieodstępna swawolna Lizetka,
Mająca tombakową obrączkę na szyjce
Z dzwonkami: trzeba było być wszędzie bestyjce!
A tak zdrajca, ostrzeżon, by nie dostał blizny,
Skrytą dziurą co żywo umykał z bielizny.
Tak odrwiwszy panieński gniew, wracał do domu,
W którym być gospodarzem, na sucho uszło mu
Te wręcz myszom wyjawił Brzydota intrygi.
Śmiała się młódź i brzuchem trzęsły stare wygi.
On zaś, chwilę sposobną upatrzywszy w radzie,
(Bo i żart był pomocny nie w jednym przykładzie):
„Czemuż — rzecze — w tym nawet stanów zgromadzeniu
„Na głos kota własnego wzdrygamy się cieniu?
„Czem raczej nie wtłoczymy na zdrajcę obroży
„Z brzękadłem, jakiż lepiej nad ten fortel służy?
„Nigdy pewnie nie zbieży do nas niespodzianie,
„Za świadka zdrady sumo dzwonków hasło stanie”.
To gdy wyrzekł, starszyzny da się widzieć mina,

Jaka bywa rozeznać chcących pieprzyk wina,
Gdy nie dosyć na jednym mają skosztowaniu.
Tak się ponury Senat w swym zawiesił zdaniu,
Tak każdy aż ku piersiom spuścił obie uszy,
Mruga oczyma, patrząc, czy kto się nie ruszy
Z odezwą: „Nie pozwalam.“ Bynajmniej: przypada
Cała na to z pragnieniem jednostajnem rada.
Tak Schabowicz, Syropas, Łojowski zgrzybiały,
Tak chce Mąkosz, cne duchy, których ród wspaniały
Szedł od przodków, co w bagnach swą utarczką chytrą
Znieśli żaby, jak Homer grecką, doniósł cytrą.
Zgoda zupełna, jedna chęć wszystkich zagrzéwa,
Nikt się wcale z przeciwnym głosem nie odzywa,
Upatrują więc w licznem i gorliwem gronie
Praw i swobód obrońcy, by tak walczyl o nie.
Alić tu każdy inszą waży dekret szalą,
Nikt go nie chce doświadczyć, choć go wszyscy chwalą.
Każdy się być niegodnym mieni i przysięga,
Że po tak wielki zaszczyt z swej strony nie sięga.
Każdy swoją, jak bywa, znajduje wymówkę,
Ten, że ma gotową beśpieczną kryjówkę,
Której nie tylko żaden kot nigdy nie zgadnie,
Lecz i wietrzyk najmniejszy wewnątrz się nie wkradnie,
Ow, że go nóg zbawiła tyrańska spiekota,
Gdy ślizkim brzegiem lampy krążył koło knota:
„Jakby — rzecze — pokonać dni mi się oprawca,
„Gdy ujrzy pogorzelca, a przytem kulawca?“
Inny, że ma rój dziatek w jamce opuszczony:
„Skryć go muszę, w zbójeckie by nie popadł szpony“.
Trwały sprzeczki w noc późną, Kot łowczy tymczasem
Z wierzchołku dachu poczuł niezgodę z hałasem.
Z lekka się swym obrządkiem pod przydaszek wciska,

Łany na zdobycz, wesół z pewnego pastwiska;
Zrazu skromny i niby cichy pustelniczek.
Wdziera się potem śmielej do tajemnych drzwiczek.
Lecz trudząc nieskutecznie swe łapki misterne,
Gdy go zdjęła zawziętość i nudy niezmierne,
Nadąwszy się, zamiauknie swym głosikiem srogim.
Tu rajcy, jak piorunem postrzeleni srogim.
Lecą w gruzy; szpar liczba ścisk ledwie obejmie.
Gdzież rada?.. Już po wszystkim... już po myszym sejmie!

Anonim.

Przypisy

  1. Marsilio Ficino pierwszy tłomacz Platona na łacinę, komentator sławny. (Przyp. autora).
  2. Turpillus. (Przyp. autora).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Anonimowy.