Rozum bez przesądów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Kajetan Węgierski
Tytuł Rozum bez przesądów
Pochodzenie Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego
Wydawca Księgarnia F. H. Richtera
Data wydania 1888
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
ROZUM BEZ PRZESĄDÓW.

Ów pogardziciel wszelkiego prawa,
Człowiek bez Boga, bez duszy,
Patrz co za mina u niego żwawa,
Jak go nic wcale nie wzruszy.
Chmurzy się niebo, błyszczą gromnice
Wianki się kurzą na kolo,
On ma płaszcz dobry od nawałnice,
I śpiewa sobie wesoło.
Pytasz go czemu o grzmot nie stoi,
Wszakże to Boska obraza;
On odpowiada że się nic boi,
Niema przy sobie żelaza.
Bezbożnik mówisz w swem zaślepieniu
Czy to Bóg patrzy metalu?
Wszak on go może zgubić w tem mgnieniu
Ni mu dać czasu do żalu.
Idź kiedy łaska za nim z tą mową,
Mów mu to w oczy, szczęść Boże!
Znajdziesz odpowiedź zaraz gotową,
„Głupiś, żal mi cię nieboże“.
O! taki to jest przyjaciel wierny
Człowiek poczciwy bez miary,
Lecz go nie złudzi profit mizerny,
Ni najobfisze ofiary.
Pan swego serca i swojej woli
Umie utrzymać na wędzie,
Jeźli mu kiedy więcej pozwoli,
Wie gdzie się wstrzymać w zapędzie.
Rozum jest jego wszystkim i prawa
Za tego idzie ukazem,

Gdzie przekonanie przy tem obstawa
Nie gdzie tysiące praw razem.
Przybierz go sobie w sprawie za Sędzię,
Choć nie przysięże na stole,
Rozumnie, wiernie, sądzić cię będzie
Ni się przekupić dozwoli.
Nie wierz człowiecze, że ci są święci
Co się żegnają krzyżami.
Nie są i oni jak my wyjęci
Mazać się czasem zbrodniami.
Święcona woda, wianki, gromnice,
Świętym nikogo nie zrobią;
Mniejsza do jakiej kto wszedł świętnice,
Gdy tylko cnoty go zdobią.
Pierwszy polityk co swe przeważne
Sidełka na nas zastawił,
Wynalazł takie cacka poważne
Żeby nas niemi zabawił.
A ci co cnoty nauczać mieli,
Skoro im zyski ukazał:
Wnet mu w pomocy z krzyżem stanęli
On na ciemnotę nas skazał.
Rozum tymczasem gdy się nałożył
Innym polegać na woli,
My kark schylili, polityk włożył
Haniebnej jarzmo niewoli,
Póki za tchnieniem natury chodził,
Kim się z nią człowiek pominął,
Instynkt wskazywał, rozum nawodził,
W szczęściu się rodził i ginął.
My tym wzgardziwszy co z przyrodzenia
Największej mamy hojności,

Najszacowniejszy sposób myślenia
W bezczynnej grzebieni podłości.
Boim się myśleć, a nie myślemy
Iż się z naturą mijamy,
I bardziej jeszcze przez to grzeszemy
Że jej natchnienia wzgardzamy.
Na to nam rozum natura dała,
Byśmy nim prawdy szperali,
Gdyby zaś tego bronić nam miała,
Próżnobyśmy go dostali.
Chcesz poznać Boga, nie idź do księgi
Szukać tam jego istoty;
Patrz na te wielkie światów okręgi.
Osądź o Mistrzu z roboty.
Ten co bieg równy słońcu naznaczył,
Co gwiazd tysiące szykował,
Nie jest tak mały byś go obaczył
Lub jego dzieła taksował.
Rownie monarcha, jak niewolnicy
Jednemu prawu poddany,
Natura nie wie o tej różnicy
Co nas rozdziela na stany.
Dobroć jest Boga darem istotnym,
Bo nasze plemię utworzył.
A gdy nas natchnął duchem żywotnym
Drogę nam szczęścia otworzył.
Inszej dla niego nie ma wdzięczności
Jak pełnić jego zamiary,
On cię utworzył do szczęśliwości,
Profitujże z tej ofiary.
Żaden bez pracy nie był szczęśliwy,
Trzeba ażebyś pracował,

Świat z twojej pracy będzie chełpliwy,
Ty będziesz z świata zyskował.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tomasz Kajetan Węgierski.