Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZUM BEZ PRZESĄDÓW.

Ów pogardziciel wszelkiego prawa,
Człowiek bez Boga, bez duszy,
Patrz co za mina u niego żwawa,
Jak go nic wcale nie wzruszy.
Chmurzy się niebo, błyszczą gromnice
Wianki się kurzą na kolo,
On ma płaszcz dobry od nawałnice,
I śpiewa sobie wesoło.
Pytasz go czemu o grzmot nie stoi,
Wszakże to Boska obraza;
On odpowiada że się nic boi,
Niema przy sobie żelaza.
Bezbożnik mówisz w swem zaślepieniu
Czy to Bóg patrzy metalu?
Wszak on go może zgubić w tem mgnieniu
Ni mu dać czasu do żalu.
Idź kiedy łaska za nim z tą mową,
Mów mu to w oczy, szczęść Boże!
Znajdziesz odpowiedź zaraz gotową,
„Głupiś, żal mi cię nieboże“.
O! taki to jest przyjaciel wierny
Człowiek poczciwy bez miary,
Lecz go nie złudzi profit mizerny,
Ni najobfisze ofiary.
Pan swego serca i swojej woli
Umie utrzymać na wędzie,
Jeźli mu kiedy więcej pozwoli,
Wie gdzie się wstrzymać w zapędzie.
Rozum jest jego wszystkim i prawa
Za tego idzie ukazem,