R. H. Inżynier/Wstęp

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bruno Winawer
Tytuł R. H. Inżynier
Podtytuł Komedja w 3-ch aktach
Wydawca Spółka Nakładowa „Odrodzenie“
Data wydania 1922
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


WSTĘP

Pewien postęp istnieć musi, nawet w sztuce pisarskiej. Uczciwy kinomatograf ułatwia widzom zadanie, prezentując już w przedsionku kilka ciekawszych momentów z akcji dramatycznej. Klijent, nie wytężając się zbytnio, wie odrazu, kto będzie w sztuce zdradzał, kto ma charakter czarny, a kto ma cierpieć szlachetnie, wie z góry, kiedy mu się wolno uśmiechać, a kiedy okiem załzawionem patrzeć na płótno.
Idźmy z żywymi naprzód i spróbujmy tak sobie postąpić, jak postępuje kino, oto krótkie aperçu:
PROF. DR. JAN PISTJAN jest powagą lekarską w zakresie chorób nerwowych. W smutnych czasach powojennych prowadzi zakład, klinikę, która się mieści, gdzieś na krańcach Warszawy, w pobliżu — dajmy na to — Mokotowa.
JEGO CÓRKA, MARY, pomaga mu w pracy. Studjuje medycynę na uniwersytecie i piłkę nożną w parku „Agrykola“.
Ponieważ zakład (terapja metodą Freuda i Pistjana) rozporządza, jak to u nas, środkami nad wyraz skromnemi, prof. Pistjan pragnie stworzyć rodzaj spółki akcyjnej, zwłaszcza zaś chce, zainteresować tą sprawą, kolegę swego, człowieka nader obrotnego i znanego w szerokich kołach miasta, mecenasa ADAMA DORDOŃSKIEGO. Poznamy go tu również.
Lekarz, doktor FAUSTYNA CÓRUŚ — jest wbrew pozorom, kobietą. Zwiedza klinikę wraz z Dordońskim, aby rozpocząć odpowiednią akcję w prasie fachowej.
PANI GABRJELA PISTJANOWA, żona lekarza, nie odgrywa tu, niestety, roli decydującej. Profesor Pistjan pojął za żonę kobietę z ludu i kobieta ta plącze się bez celu w jego życiu i w jego mieszkaniu, wyprawiając mu ustawicznie sceny zazdrości. Rzecz jest godna uwagi, albowiem profesor (lat 56) z podbojów erotycznych dawno już zrezygnował i na Don Juana nie wygląda. Ma sute owłosienie, okulary, wyraz twarzy solidny i poczciwy.
PACJENTÓW poznamy w klinice dwóch i oni to właśnie są bohaterami, tego dzieła. Co dolega panu RYSZARDOWI HEYSTOWI i co panu BENEDYKTOWI POWSINOWSKIEMU, dowiemy się później; zaznaczamy tylko, że pan Heyst rozporządza pewną ilością umiejętnie i dyskretnie dobranych tików nerwowych (n. p. raptowny skurcz mięśni lewego policzka, zmróżenie oka, opuszczenie powieki). Chodzi chwilami jak konik szachowy (trzy kroki naprzód i, jeden kroczek w bok), liczy deski podłogi, guziki na ubraniu, kwiatki na plafonie. Prócz tego wygląda przyjemnie i inteligentnie.
Pan Powsinowski zwykł mówić szybko, zdaniami urywanemi, skacząc z tematu na temat.
O pani EWIE HEYST wiem tylko tyle, że pochodzi z Grudziądza i mówi z poznańska po polsku, tłumacząc sobie dosłownie zwroty niemieckie.
Akt pierwszy dzieje się w Warszawie w zakładzie dra Pistjana, w pokoju Heysta. Akt drugi i trzeci w mieszkaniu prywatnem prof. Pistjana, przy ulicy Wspólnej.
Co powiedziawszy, autor prosi łaskawego czytelnika o westchnienie do Boga.
P. S. Dla ew. wykonawców umieściłem — prócz uwag w tekście — krótki dopisek na końcu.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bruno Winawer.