Przemiany (Owidiusz)/XXXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Owidiusz
Tytuł Przemiany
Pochodzenie Przemiany
Życie i poezja Owidjusza
Data wydania 1933
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Tytuł orygin. Metamorphoseon, Libri Quindecim
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XXXIII. Meleager.

Na wieść tryumfu syna do bogów świątyni
Niesie dary Alteja i modły im czyni.
Wtem, gdy braci na marach niesionych postrzega,
Wznosi krzyk i po mieście, głośno jęcząc, biega
I złociste swe szaty na żałobne zmienia.
Lecz gdy się dowiedziała zabójcy imienia,
Zniknął smutek, łzy oschły, żal zemstę wnet płodzi.
W onym dniu, gdy Alteja właśnie synka rodzi,
Pień Parki w ogień rzucą i płomień podniecą.

A gdy już z swej kądzieli uprzędły conieco:
»Gdy się ten pień wypali, i po tobie będzie,
o nowonarodzony!« to rzekły orędzie.
Odeszły. Matka z ognia wyrywa pień drzewa
I żarzący się jeszcze gasi i zalewa.
Długo w domu Alteja chowała pień skrycie;
Zachowany, jej syna zachował też życie.
Lecz teraz go wynosi. Na bogów ołtarze
Pochodnie zapalone i szczepy nieść każe.
Sama stos ułożyła i ogień podtyka.
Czterykroć chce pień wrzucić, cztery kroć umyka
Od ognia rękę z szczapą: walczy matka z siostrą,
Waha się serce, raną rozjątrzone ostrą.
To strwożonej przed zbrodnią matki lice bladły,
To znowu się w jej oczach iskrzy gniew zajadły;
To ją zemsta zapala, to litość porusza,
A choć gniew łzy wzruszenia z jej oczu wysusza,
Znajdują się łzy przecie. Jak na wodzie trzcina
W tę, z której wiatr powionie, stronę się nagina,
Tak Alteja się waha, a w różności zdania
To na tę, to na ową stronę się nakłania.
Zemsta szaleje w sercu, to znowu się traci;
Wreszcie nad własne dziecię przekłada swych braci.
Postanawia krwią własną przebłagać ich cienie,
W zbrodni chce być cnotliwą. Gdy buchną płomienie,
»Ten stos — rzecze — me własne wnętrzności pochłonie:«
A wtem żywotną głownię w obie chwyta dłonie
I stanąwszy, nieszczęsna, przed bogów ołtarze,
Wzywa ich: »Zwróćcie ku mnie święte wasze twarze
Eumenidy potężne! Pomszczę ja się godnie,

Śmiercią za śmierć zapłacę, zbrodnią zmażę zbrodnię.
Niech już żałobę cała przywdzieje rodzina.
Maż się sam Enej cieszyć z chwały swego syna?
Maż jednego ominąć rozpacz i żałoba,
Gdy już bezdzietny Testjusz? — Lepiej cierpcie oba.
Przyjmcie ofiary, bracia, lecz poznajcie razem,
Jak dotkliwem me serce przeszywam żelazem.
Przyjmijcie domu tego nieszczęsne ostatki. —
Cóżem rzekła! Siostram ci, lecz mam serce matki.
Matce przebaczcie, bracia, żagiew z rąk wypada;
Na śmierć zasłużył, lecz czyż matka śmierć mu zada? —
Więc ujdzie mu bezbarnie zbrodnia jego krwawa?
I jeszcze mu w nagrodę zostanie się sława?
Jeszcze tron Kalidoński, zwycięsca, posiędzie?
A wasz zgon, drodzy bracia, niepomszczony będzie? —
Nie zniosę tego: zbrodniarz niechaj legnie w grobie
Niech ojca, tron, ojczyznę pogrąży w żałobie.
Także to matka mówi? Matkiż to życzenia?
Gdzież pamięć na zniesione przy synu cierpienia?
Bodajbyś się był, synu, w pierwszym ogniu spalili
Żyłeś, lecz z mojej łaski, mój czyn cię ocalił.
Dziś słuszną śmierć poniesiesz i odcierpisz równie;
Synu, już przez wyrwaną z strasznych ogni głownię,
Już przez wydanie na świat dwakroć dane tobie
Daj życie, lub mię z braćmi w jednym zagrzeb grobie.
Co czynić? To krew braci, co się z ran ich toczy,
To obraz nowej zbrodni staje mi przed oczy;
To chęć zemsty, to miłość serce me rozdziera —
Niech więc wraz z synem matka zemszczona umiera«.
To wyrzekłszy, Alteja oblicze odwróci

I drżącą ręką głownię na stos w płomień wrzuci.
Jęknie głownia lub jęk ten był tylko złudzeniem,
Gdy się, wrzucona, zajmie niechętnym płomieniem.
W tym czasie Meleagra wnętrzny ogień chwyta,
Wre w sercu, krew wyniszcza, pali mu jelita.
Znosi bóle z stałością; to go jedno smuci,
Że tak życie bez sławy, jakby tchórz, porzuci.
Okropny zgon Arkasa szczęśliwym nazywa,
Ojca, brata, sióstr, żony i matki przyzywa.
Równo z ogniem wzrastają lub słabną cierpienia;
A gdy żarząca głownia już się w popiół zmienia,
Duch wtedy z ciała w lekkie powietrze uchodzi.
W smutku Kalidon, płaczą i starzy i młodzi;
Szerzy się wieść straszliwa w niespokojnem mieście,
Rozlega się krzyk ludu i jęki niewieście,
Enej smutnemi niebo napełnia odgłosy,
Drze szaty i w popiele siwe tarza włosy;
Matka ręką, sprawczynią niegodnego czynu,
Topi żelazo w sercu z rozpaczy po synu.
Choćby mi nieba zdolność i tysiąc ust dały,
Choćby na me usługi był Helikon cały,
Próżnobym chciał opisać tych sióstr żal głęboki.
Biją piersi, drą szaty, leją łez potoki,
I póki zwłoki w domu, pieszczą, stroją ciało,
Całują, nawet gdy już na stosie leżało;
Potem popioły każda do piersi przyciska
I łzami zlewa ryte na grobie nazwiska,
Gasi zemstę Dyany boleść Eneusza,
Rozpacz sióstr Meleagra dotkliwie ją wzrusza;
Okrywszy je więc pióry, daje im dziób ostry.
Śmierć brata biedne tylko dwie przeżyły siostry,

Gorge i Dejanira; innym skrzydła wzrosły,
Niemi się zaraz w górne obłoki uniosły.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Owidiusz i tłumacza: Bruno Kiciński.