Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Śmiercią za śmierć zapłacę, zbrodnią zmażę zbrodnię.
Niech już żałobę cała przywdzieje rodzina.
Maż się sam Enej cieszyć z chwały swego syna?
Maż jednego ominąć rozpacz i żałoba,
Gdy już bezdzietny Testjusz? — Lepiej cierpcie oba.
Przyjmcie ofiary, bracia, lecz poznajcie razem,
Jak dotkliwem me serce przeszywam żelazem.
Przyjmijcie domu tego nieszczęsne ostatki. —
Cóżem rzekła! Siostram ci, lecz mam serce matki.
Matce przebaczcie, bracia, żagiew z rąk wypada;
Na śmierć zasłużył, lecz czyż matka śmierć mu zada? —
Więc ujdzie mu bezbarnie zbrodnia jego krwawa?
I jeszcze mu w nagrodę zostanie się sława?
Jeszcze tron Kalidoński, zwycięsca, posiędzie?
A wasz zgon, drodzy bracia, niepomszczony będzie? —
Nie zniosę tego: zbrodniarz niechaj legnie w grobie
Niech ojca, tron, ojczyznę pogrąży w żałobie.
Także to matka mówi? Matkiż to życzenia?
Gdzież pamięć na zniesione przy synu cierpienia?
Bodajbyś się był, synu, w pierwszym ogniu spalili
Żyłeś, lecz z mojej łaski, mój czyn cię ocalił.
Dziś słuszną śmierć poniesiesz i odcierpisz równie;
Synu, już przez wyrwaną z strasznych ogni głownię,
Już przez wydanie na świat dwakroć dane tobie
Daj życie, lub mię z braćmi w jednym zagrzeb grobie.
Co czynić? To krew braci, co się z ran ich toczy,
To obraz nowej zbrodni staje mi przed oczy;
To chęć zemsty, to miłość serce me rozdziera —
Niech więc wraz z synem matka zemszczona umiera«.
To wyrzekłszy, Alteja oblicze odwróci