Strona:PL Owidiusz - Przemiany.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówiąc, szczeciniastego grzbietu spory kawał
I łeb, w dwa kielce zbrojny, dziewicy podawał.
Cieszy i dar dziewicę i ten, co go daje.
Wszyscy inni zazdroszczą, głośny szmer powstaje.
Pierwsi Toksej i Pleksyp z pośrodka młodzieży
Mówią: »Wróć dar, kobieto: do nas on należy.
Jeśli ufasz piękności, próżna twa nadzieja,
Choć się w tobie zakochał mężny syn Eneja;
Oddasz dary«. — To rzekli, dary odebrali.
Nie zniósł tego zwycięsca, gniew serce mu pali,
Więc gniewny; »Cudzych łupów i chwały wydzierce,
Macież do gróźb poparcia dość odważne serce?
Wskażcie!« — Rzekł, miecza dobył i w zbrodniczym gniewie
Przeszył Pleksypa. Toksej, co ma czynić, nie wie:
To się brata chce pomścić, to śmierci obawia.
Niedługo go niepewnym zwycięsca zostawia
I miecz, jeszcze kurzący krwią, w piersiach mu topi;
Tak krwią wuja skropiony miecz powtórnie skropi.


XXXIII. Meleager.

Na wieść tryumfu syna do bogów świątyni
Niesie dary Alteja i modły im czyni.
Wtem, gdy braci na marach niesionych postrzega,
Wznosi krzyk i po mieście, głośno jęcząc, biega
I złociste swe szaty na żałobne zmienia.
Lecz gdy się dowiedziała zabójcy imienia,
Zniknął smutek, łzy oschły, żal zemstę wnet płodzi.
W onym dniu, gdy Alteja właśnie synka rodzi,
Pień Parki w ogień rzucą i płomień podniecą.