Prostaczek/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Prostaczek
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
X. Jak Prostaczek siedzi zamknięty w Bastylii z jansenistą[1].

Gordon był to żwawy i pogodny staruszek, który umiał dwie wielkie rzeczy: znosić przeciwności i pocieszać nieszczęśliwych. Ze szczerą i pełną współczucia twarzą podszedł do towarzysza, i uściskał go, mówiąc: „Kimkolwiek jesteś, który przychodzisz dzielić mój grób, bądź pewien, że zawsze gotów jestem zapomnieć o sobie samym, aby łagodzić twoje męczarnie w tej piekielnej czeluści. Ubóstwiajmy Opatrzność, która nas tu zawiodła, cierpmy w pokoju i miejmy nadzieję“. Słowa, te podziałały na Prostaczka niby angielskie krople[2], która przywołują umierającego do życia; i każą mu otworzyć zdumione oczy.
Po tem przywitaniu, Gordon, nie nalegając nań aby mu zwierzył przyczynę swego nieszczęścia, słodyczą swego obcowania, oraz tą sympatyą jaką wytwarza wspólne nieszczęście, obudził w Prostaczku potrzebę wynurzeń. Zrzucił tedy z serca straszliwy ciężar który go przygniatał, ale nie mógł odgadnąć źródła swej niedoli; zdawała mu się ona skutkiem bez przyczyny, dobry zaś Gordon podzielał najzupełniej jego zdziwienie.
„Widocznie, bracie, rzekł jansenista do Hurona, musi Bóg mieć na ciebie wielkie zamiary, skoro cię zaniósł z nad jeziora Ontario do Anglii i Francyi, dał ci dostąpić chrztu w Bretanii i pomieścił cię tutaj dla twego zbawienia. — Dalibóg, rzekł Prostaczek, sądziłbym, że to raczej sam djabeł zajął się mym losem. Moi krajanie w Ameryce nigdyby się nie obeszli ze mną tak po barbarzyńsku; nie mają nawet pojęcia o czemś podobnem. Nazywają ich dzikimi; są to ludzie bardzo sobie prości, mieszkańcy zaś tego kraju, to wyrafinowane łajdaki. Dziwi mnie, w istocie, niepomału, iż przywędrowałem z drugiego świata poto, aby mnie, na tym, zamknięto na dwa spusty w towarzystwie klechy; ale myślę o ogromnej liczbie ludzi, którzy wędrują z jednej półkuli na to aby znaleść śmierć na drugiej, lub którzy giną po drodze w morzu i służą za pokarm rybom: nie widzę w tem wszystkiem jakichś osobliwie łaskawych zamiarów Boga“.
Podano przez okienko obiad. Dwaj więźniowie rozmawiali sobie o Opatrzności, o więzieniach, oraz o sztuce poddawania się nieuchronnym nieszczęściom. „Już dwa lata siedzę tutaj, rzekł starzec, jedyną pociechę mając w sobie samym i w książkach; ani przez chwilę nie byłem w złym humorze.
— Och, panie Gordon, wykrzyknął Prostaczek, zatem pan nie kochasz swojej chrzestnej matki? Gdybyś, jak ja, znał pannę de Saint-Yves, byłbyś w rozpaczy“. To mówiąc, nie mógł wstrzymać łez, a zarazem uczuł że mu lżej na sercu. „Hm, rzekł, dlaczego łzy przynoszą ulgę? Zdaje mi się że raczej powinnyby wywierać przeciwne działanie. — Mój synu, wszystko w nas jest fizyczne, rzekł dobry starzec; wszelkie wydzielanie jest zbawienne dla ciała, wszystko zaś co jemu przynosi ulgę, przynosi ją i duszy: jesteśmy machiną zbudowaną przez Opatrzność“.
Prostaczek, który, jak wspomnieliśmy nieraz, był wcale bystry, zaczął głęboko dumać nad tą myślą, której zarodek, zdawałoby się, miał w sobie. Wreszcie, spytał towarzysza, czemu jego machina znajduje się od dwóch lat pod kluczem. „Dzięki łasce skutecznej, odparł Gordon: uchodzę za jansenistę; znałem Arnaulda[3] i Nicole’a; jezuici zawzięli się na nas. Uważamy, że papież jest poprostu biskupem jak każdy inny; i dlatego O. de La Chaise uzyskał od króla, swego penitenta, rozkaz pozbawienia mnie, bez wszelkich formalności prawnych, najcenniejszego z dóbr człowieka, wolności. — A to szczególne, rzekł Prostaczek: wszyscy nieszczęśliwi których spotkałem cierpią jedynie przez papieża.
„Co się tyczy owej łaski skutecznej[4], wyznaję iż nic się na tem nie rozumiem; ale uważam to za wielką łaskę, iż Bóg dał mi spotkać w nieszczęściu człowieka takiego jak pan, i że pozwala mu sączyć w moje serce pociechę, do której czułem się niezdolny“.
Rozmowy ich stawały się z każdym dniem bardziej zajmujące i pouczające. Dusze dwóch więźniów zbliżały się z sobą. Starzec dużo wiedział, młodzieniec zaś pragnął się wiele nauczyć. Po miesiącu wziął się do geometryi: pochłaniał ją. Gordon dał mu do czytania Fizykę Rohaulta[5], która była jeszcze w modzie; Prostaczek zaś miał tyle rozeznania, że znalazł w niej jeno same niepewności.
Następnie przeczytał pierwszy tom Szukania prawdy[6][7]. To nowe światło olśniło go. Jakto! wykrzyknął, wyobraźnia i zmysły mamią nas do tego stopnia! Jakto! zjawiska nie kształtują naszych pojęć, nie możemy zaś ich wytworzyć sobie sami!“ Przeczytawszy drugi tom, mniej był zadowolony, i uznał że łatwiej jest burzyć niż budować.
Towarzysz, zdziwiony iż młody nieuk uczynił to spostrzeżenie, do którego zdolny jest zazwyczaj jedynie wyrobiony umysł, powziął wielkie pojęcie o talentach Prostaczka i tem więcej przywiązał się doń.
„Mam wrażenie, mówił Prostaczek, że ten twój Malebranche napisał pierwszą część książki rozumem, drugą zaś wyobraźnią i przesądami“. W kilka dni potem, Gordon spytał: Cóż tedy sądzisz o duszy, o sposobie w jaki poczynamy myśli, o naszej woli, o łasce, o wolnej woli? — Nic, odparł Prostaczek; a gdybym wogóle coś myślał, to chyba że jesteśmy w mocy Wiekuistej Istoty, jak gwiazdy i żywioły; że ona robi w nas wszystko, że jesteśmy kółeczkami olbrzymiej machiny, której ona jest duszą; że Istota ta działa zapomocą powszechnych praw a nie zapomocą poszczególnych zamiarów. To jedno wydaje mi się zrozumiałe; cała reszta jest dla mnie otchłanią mroków.
— Ależ, synu, to znaczyłoby czynić Boga twórcą grzechu. — Ależ, ojcze, wasza skuteczna łaska czyniłaby również Boga twórcą grzechu; nie ulega bowiem wątpliwości, iż wszyscy, którym odmówiłby tej łaski, popadliby w grzech; a czy ten kto nas wydaje złemu, nie jest jego sprawcą?“
Ta naiwność Prostaczka wprawiała poczciwego Gordona w wielki kłopot; czuł iż daremnie sili się wydobyć z tego trzęsawiska; piętrzył tyle słów, mających pozory jakiegoś sensu a w istocie nie mających żadnego (w rodzaju fizycznego oddziaływania Boga na stworzenia), że Prostaczka aż brała litość. Zagadnienie to dotykało najoczywiściej początków dobrego i złego; zaczem trzeba było dobremu Gordonowi przejść kolejno puszkę Pandory[8], jajko Orosmady przekłute przez Arymana, nieprzyjaźń między Tyfonem[9] a Ozyrisem, a w końcu grzech pierworodny; i tak kręcili się obaj w tej głębokiej nocy, nie mogąc się nigdy spotkać. Ale, ostatecznie, ten romans o duszy odwracał ich wzrok od rozważania własnej nędzy, i, przez jakieś dziwne czary, mnogość klęsk zawieszonych nad światem zmniejszała poczucie własnych ich niedoli; wobec powszechności cierpienia, nie śmieli się skarżyć.
Ale, kiedy Prostaczek ułożył się do snu, obraz pięknej Saint-Yves zacierał w umyśle kochanka wszystkie metafizyczne i moralne pojęcia. Budził się z oczyma mokremi od łez; a stary jansenista zapomniał o skutecznej łasce, o X. de Saint-Cyran[10] i Janseniuszu, aby pocieszać młodzieńca, znajdującego się, wedle jego pojęć, w stanie śmiertelnego grzechu.
Znużywszy się czytaniem i dysputowaniem, gwarzyli znowuż o swoich przygodach; nagadawszy się zaś o nich bez żadnego pożytku, znowuż brali się wspólnie lub każdy z osobna do czytania. Umysł młodzieńca krzepił się z każdym dniem. W matematyce zwłaszcza byłby zaszedł daleko, gdyby nie dystrakcye o jakie go przyprawiała panna de Saint-Yves.
Zagłębił się w historyę, ale to studyum osmuciło go. Świat wydał mu się zbyt niegodziwy i nędzny zarazem. W istocie, historya jest jedynie obrazem zbrodni i nieszczęść. Tłum niewinnych i spokojnych ludzi znika zawsze na tym rozległym teatrze. Aktorami są jedynie ambitne i przewrotne osobistości. Zdaje się, że historya jest interesującą jedynie jak tragedya, która staje się mdłą, kiedy nie ożywiają jej namiętności, zbrodnie i wielkie nieszczęścia. Trzeba uzbroić Klio sztyletem, jak Melpomenę.
Mimo że historya Francyi pełna jest okropności, jak wszystkie inne, wydała mu się wszelako tak odrażająca w swoich początkach, tak sucha w pośrodku, tak mała wreszcie, nawet za czasu Henryka IV, tak zawsze pozbawiona wielkich pomników, tak obca tym wielkim odkryciom dającym blask innym narodom, iż trzeba mu było walczyć z nudą, kiedy się rozczytywał w tych szczegółach mrocznych klęsk, stłoczonych w jednym zakątku świata.
Gordon podzielał w tem jego mniemanie. Obaj śmiali się z politowaniem, gdy czytali o udzielnych panach na Fezensac, Fesausaguet i Astarac. Ta nauka miałaby jakąś wartość jedynie dla ich spadkobierców, o ile ich mieli. Świetności republiki rzymskiej uczyniły Prostaczka na jakiś czas obojętnym dla reszty ziemi. Widok zwycięzkiego Rzymu, dyktującego prawa światu, pochłonął całą jego duszę. Płonął ogniem, patrząc na ten lud, który, przez siedmset lat, rządził się miłością wolności i sławy.
Tak mijały dnie, tygodnie, miesiące; Prostaczek byłby się czuł szczęśliwy w tem siedlisku rozpaczy, gdyby nie to że kochał.
Poczciwa jego natura roztkliwiała się przytem nad przeorem Najśw. Panny z Góry, i nad czułą Kerkaboncią. „Co oni pomyślą, powtarzał często, nie mając odemnie żadnej wiadomości? Będą mnie uważali za niewdzięcznika“. Ta myśl dręczyła go; bolał nad tymi którzy go kochali, o wiele więcej niż nad samym sobą.


Przypisy

  1. Janseniści, wyznawcy nauki biskupa Janseniusza, surowa sekta w łonie katolickiego kościoła, stająca nieraz w opozycji wobec Rzymu i wojująca zwłaszcza z jezuitami. Przez cały ciąg panowania Ludwika XIV, janseniści cierpieli prześladowanie, to mniej to bardziej energiczne, ale nieustające. Walka z jansenizmem jest dominującem zjawiskiem w w. XVII we Francji i ciągnie się głęboko w wiek XVIII.
  2. Lekarstwo wynalezione przez lekarza z Londynu i modne w Paryżu z końcem XVII w.
  3. Arnauld (1612—1694) filar Jansenizmu we Francji. Około jego osoby toczyła się walka będąca treścią Prowincjałek Pascala. Prześladowany całe życie, zmuszony się ukrywać, Arnauld umarł na wygnaniu w Belgji. Nicole (1625—1695), również jeden z „samotników“ z Port-Royal.
  4. Nauka o łasce skutecznej św. Augustyna była głównym punktem sporu między jansenistami a jezuitami.
  5. Rohault (1620—1675) fizyk i filozof kartezjański. Jego traktat fizyki był długo klasycznym.
  6. Wielkie dzieło Malebranche’a.
  7. Wielkie dzieło Malebranche’a. Malebranche (1638—1715) oratoryanin, filozof zbliżony duchem do kartezjanizmu.
  8. Pandora, pierwsza kobieta wedle mitologii greckiej. Orosmeda, czyli Ormuzd, bóg światła i dobra, w wiecznej walce z Arymanem, bogiem zła i ciemności (Zendawesta).
  9. Tyfon, bóg dawnego Egiptu, brat Ozyrisa. Tyfon jest Bogiem złego, Ozyris, bóg słońca, bogiem dobrego.
  10. X. de Saint-Cyran (1581—1642) pierwszy głosił we Francji naukę Janseniusza, którego był towarzyszem i przyjacielem. Janseniusz (1585—1638) biskup z Ypres, oparł swą naukę na nauce św. Augustyna o łasce.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.