Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
93
PROSTACZEK

Mimo że historya Francyi pełna jest okropności, jak wszystkie inne, wydała mu się wszelako tak odrażająca w swoich początkach, tak sucha w pośrodku, tak mała wreszcie, nawet za czasu Henryka IV, tak zawsze pozbawiona wielkich pomników, tak obca tym wielkim odkryciom dającym blask innym narodom, iż trzeba mu było walczyć z nudą, kiedy się rozczytywał w tych szczegółach mrocznych klęsk, stłoczonych w jednym zakątku świata.
Gordon podzielał w tem jego mniemanie. Obaj śmiali się z politowaniem, gdy czytali o udzielnych panach na Fezensac, Fesausaguet i Astarac. Ta nauka miałaby jakąś wartość jedynie dla ich spadkobierców, o ile ich mieli. Świetności republiki rzymskiej uczyniły Prostaczka na jakiś czas obojętnym dla reszty ziemi. Widok zwycięzkiego Rzymu, dyktującego prawa światu, pochłonął całą jego duszę. Płonął ogniem, patrząc na ten lud, który, przez siedmset lat, rządził się miłością wolności i sławy.
Tak mijały dnie, tygodnie, miesiące; Prostaczek byłby się czuł szczęśliwy w tem siedlisku rozpaczy, gdyby nie to że kochał.
Poczciwa jego natura roztkliwiała się przytem nad przeorem Najśw. Panny z Góry, i nad czułą Kerkaboncią. „Co oni pomyślą, powtarzał często, nie mając odemnie żadnej wiadomości? Będą mnie uważali za niewdzięcznika“. Ta myśl dręczyła go; bolał nad tymi którzy go kochali, o wiele więcej niż nad samym sobą.