Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa/16 Marca

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa
Podtytuł w r. 1787.
Wydawca Józef Zawadzki
Data wydania 1860
Druk Józef Zawadzki
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

16 Marca.

Zasław, mówi Plater, któryśmy dzisiaj rano porzucili, siedliskiem zdawna był jak i teraz jeszcze jest, książąt Sanguszków Lubartowiczami zowiących się, a od Lubarta potomka Gedeminowego początek swój wywodzących; którzy Zasławskiemi téż książętami w dawnych czasach (??) nazywali się, a przez skolligacenie się z książętami Ostrogskiemi, Ostrogu i innych znacznych dóbr nabyli. Leży to miasto w sposobie innych tego kraju zabudowane i zaludnione nad tąż samą rzeką Horyniem, która pod Wiśniowcem, Jampolem i Lachowcami płynie. Rezydencja murem jeszcze i wałami otoczona, niemniéj staroświeckie baszty dotąd mająca, przypomina dawny w tém miejscu zamek pewnie w czasach rewolucyjnych ponowiony, dla obrony od buntującego się często kozactwa, albo napadu Tatarów.
«Pan i dziedzic teraźniejszy Zasławia jest jako wszystkim wiadomo, ksiaże Janusz najmłodszy z synów księżnéj Barbary z Duninów Sanguszkowéj marszałkowéj w. Litt., który piérwszego małżeństwa miał za sobą Gozdzką wojewodziankę Podlaską, dzisiejszą księżnę de Nassan, a po rozwiedzeniu się z nią pojął z domu Ledóchowskę pozostałą po Drzewieckim podkomorzym Krzemienieckim wdowę.
Nazajutrz wedle programmu ruszono o ósméj, i pół trzeciéj tylko mili zrobiwszy do godziny dwunastéj, do karczmy Wygody dokąd strażnik odprowadzał dojechano, ztąd końmi świéżemi daléj do Łabunia król się udał.
Wysokie na drodze naboje od śniegów przeszkadzały nie dając pośpieszyć przed Wygodą, ale daléj jeszcze gorzéj było, i król sprzykrzywszy sobie jazdę powolną, a co chwila wywrótem grożącą o półtoréj mili od Łabunia do prostych sobie kazał zaprządz sani i w nich resztę drogi odbył. Za nim reszta dworu ciągnęła w powozach jak mogła, a że karety i brankary kilką godzinami piérwéj z noclegu ruszyły, wszyscy więc razem o godzinie czwartéj na miejsce przeznaczenia przybyli.
Obiad natychmiast został zastawiony, a niespodzianie przybył nań książe Sanguszko wojewoda Wołyński, brat starszy księcia strażnika i p. Bruno Kamieński «znajomy funkcjami poselskiemi i deputackiemi», których obu król do stołu swego zaprosił.
Po obiedzie, oglądał król pokoje w ładnym gmachu pałacowym, wystawionym z rysunku architekta Schregera już zmarłego «a lubo przed laty sześcią, pisze Plater, raczył już król JM. zaszczycić to miejsce bytnością swoją, nie wypowiedzianie jednak i dzisiaj cieszyła pozycja pałacu Łabuńskiego w czasie acz smutnym, i w barwie zimowéj wesołość sytuacji swéj ukazującego, która pewnie milszą i okazalszą być musi w lecie, już dla powabnych widoków miasteczka z jednéj strony, a z drugiéj wzgórków, dolin i różnych natury odmian, już dla rzeki, która pod samym pałacem groblą wstrzymana, nie tylko obszernym rozlewa się stawem, ale śliczną i obszerną kaskadą pod samemi oknami, oko widza nasyca. Z części zaś pałacu najozdobniejszemi są sień wspaniała ze wschodami, sala w kolumny porządku jońskiego marmoryzowana, balkon długi i szeroki od facjaty na kaskadę obróconej i perystyl od wjazdu z ośmiu kolumnami na dziesięć przynajmniéj łokci wysokiemi. —
To miasteczko Łabuń, ze wsiami do niego należącemi, dziedzictwo dzisiaj Stępkowskiego w-dy Kijowskiego wyszło z rąk j. o. ks. Lubomirskiego dawnego w-dy Kijowskiego tak rozległych na Wołyniu, Podolu i Ukrainie dóbr dziedzica, że po księciu Radziwille hetmanie i w-dzie Wileńskim za drugiego polskiego bogacza mógł być liczony. Dowodem tego dostatecznym to jedno być może, że mimo dóbr przez niego rozdarowanych i rezygnowanych, to co się jednemu z synów księciu Ksaweremu dostało, właśnie w tym roku ks. Potemkin nabywszy dwóma miljonami rubli opłacił. —
Stał w Łabuniu regiment pieszy szefowstwa księcia Józefa Lubomirskiego starosty Romanowskiego, a król kazał mu stanąć pod bronią nazajutrz o godzinie szóstéj aby go obejrzeć, z tego powodu i król i wszyscy wcześnie się rozeszli: tak, że nawet obywatele kijowscy tu przybyli prezentowani być nie mogli.
Plater z ks. Naruszewiczem udał się na spoczynek do klasztoru KKs. Karmelitów.
Powiedzmy tu nawiasem, że dziś z tych splendorów wojewody Kijowskiego podobno kamień na kamieniu nie pozostał, pałacu ani śladu... Kościół jeden za grzesznika się dotąd modli.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.