Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa/D. 17 Marca 1787

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa
Podtytuł w r. 1787.
Wydawca Józef Zawadzki
Data wydania 1860
Druk Józef Zawadzki
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Dn. 17 Marca 1787.

«Bliższemi wprawdzie coraz mety podroży jesteśmy, bo nad pięć jeszcze tylko noclegów, nie zostaje się nam więcéj, lecz w teraźniejszym czasie, i to jest dość dalekiém, zwłaszcza kiedy najbłotniejsze drogi są jeszcze do przebycia. Wicher i śniegi przed Wiśniowcem uprzykrzyły się, bo nastąpiły po kilku dniach wiosennéj pogody i dobréj po twardych miejscach drogi. Wreszcie pod dachem w Wiśniowcu, mitręga żadna czuć się nie dała, a choć dla mroźnych wiatrów często dawało się czuć zimno i po pokojach, nadzieja, że to niespodziane zimno umocni ukraińskie gościńce, słodziła doczesną niewygodę. Jakoż do Łabunia nie mieliśmy przyczyny jeszcze do narzekania wielkiego, oprócz przeciągu dwóch mil przedtém miejscem, które N. Pan i my za nim w prostych odbyliśmy saniach: zginęły jednak wszystkie nadzieje nocy dzisiejszéj, w ciągu któréj tęgi wiatr od południa i przebycia nocy spokojnie nie pozwolił i czem rychléj o dalszéj kontynuacji podróży myśleć nakazał. — »
Tak rozpoczyna się list czternasty, z którego się dowiadujemy, że król wstał o czwartéj rano, rozkazawszy zaraz wyruszyć wszystkim pojazdom kołowym, dla niego zaś i assystencji postarano się o sanie, które między szóstą a siódmą w dziedzińcu pałacowym stanęły. Kocza na gryndzołach dał półkownik Ojrzyński, a w nim z królem siadł ks. Józef, na kozłach zaś generał Komarzewski i Szydłowski starosta Mielnicki. Hetman wziął do swéj budy generała Swiejkowskiego, biskup Naruszewicz uprosił sobie jedne proste sanie, a na drugie z pisarzem Morawskim siadł p. Plater. Tak rozposażeni przebiegli pod zwykłą eskorty dosyć rączo mil trzy do Czartoryi, i tam we dworze Kordysza pisarza ziemsk. Bracławskiego wysiedli, a N. Pan odwiedził gospodarza, przez czas przeprzęgu koni.
U drzwi przyjęła króla gospodyni p. pisarzowa z siostrą swoją i dwóma braćmi pp. Rakowskiemi, pani młoda wzrostu pięknego i udatna, dodaje nasz korespondent. W pokojach powitał go superior Bazyljanów Lubarskich mową gładką i bez przesady powiedzianą, po któréj kilku studentów szkół tamtejszych pod dozorem KKs. Bazyljanów zostających, złożyli dzięki Panu za Jego starania około wychowania młodzieży podejmowane. Dom jmp. pisarstwa acz drewniany, w guście jednak warszawskim umeblowany, tém bardziéj się N. Panu podobał i zadziwił go, że to było dzieło saméj gospodyni, która stolicy nie znała. Szczególniéj zastanowiły króla ciekawe sztychy ozdabiające ściany domu.
Po chwili podano śniadanie, a te i podaniem na srébrach kosztownych i smakiem podobać się musiało, świadcząc o zamożności domu. Choć się tu mile czas spędzał, nagliła podróż i zaraz po przekąsce, przebywszy Słucz pode dworem płynącą, wjechał król w powiat Żytomiérski rzuciwszy za sobą województwo Wołyńskie i powiat Krzemieniecki ciągnący się od Bubnowa.
O milę od Czartorji, dopędził N. Pana około swéj własnéj karczmy p. Iliński starosta Żytomierski z synami dwóma i p. Łosiem dziś obywatelem kijowskim po przeniesieniu się z za kordonu, krewnym p. wojewody Pomorskiego. O pół mili od Cudnowa, znowu spotkali króla pp. Bierzyński podkomorzy Żytomiérski, Potocki starościc Guzowski possesor Cudnowski, Lubomirski generał-major Jerlicz i wielu innych obywateli i wojskowych. Wszyscy wyjechali konno i tak panu assystowali. Do miasta wjechawszy o godzinie w pół do trzeciéj, przyjętym został król na zamku oprócz innych przez pp. Rybińskich szambelanów Polskiego i Pruskiego, z których piérwszy przeprosił za ojca swego podkomorzego Kijowskiego, że słabość zdrowia spełnić mu obowiązku nie dozwoliła.
Dano wkrótce obiad niezmiernie wytworny, obfity w przysmaki wszelkiego rodzaju, który się królowi wielce podobał. Po obiedzie zaś i kawie przypuściwszy przytomnych do ucałowania ręki, a prywatne audjencje odłożywszy na godzinę szóstą, król cofnął się do swych pokojów.
Poszli i towarzysze podróży po swoich kwaterach, które dla szczupłości zamku po mieście rozsypane były, a że błoto już było dobre, rozwieziono ich powozami starościca.
Hrabstwo Cudnowskie, pisze Plater, którego Cudnów jest stolicą, należało niegdyś do obszernych dóbr dziedzicznych książąt Ostrogskich, wpłynęło w dom ks. Zasławskich, potém przeszło do Wiśniowieckich, a nakoniec do Sanguszków i od nich rozdzieliło się na różne rodziny. W dom Lubomirskich przeszedł sam Cudnów nabyty przed kilkunastą laty przez k. Ponińskiego podskarbiego w. Koronnego, a teraz na setne może części rozdrobić się mający, dodaje podróżny, przez kondescensją potioritatis agitując się. «Rzeczka Teter, pisze daléj, wąwozem płynąca pod miasteczkiem, ładne w wielu miejscach natury widoki, wystawia już w brzegach skalistych, już w naturalnych kaskadach, przyjemnie bawiących oczy. Jest tu o półtoréj mili i o mil dwie od Cudnowa huta i rudnia do kilku tysięcy czerw. złot. intraty przynoszące dzisiaj starościcowi Guzowskiemu, a do tych krajowych fabryk lubo na dniu jutrzejszym chciał N. Pan wyboczyć, nie mając nocować jak o mil cztéry w Berdyczowie, że jednak z przywiezionego raportu doniesiono, iż droga ciasna i niewygodna, wielkiego zamitrężenia stałaby się przyczyną, z żalem więc do późniejszéj pory odłożył dogodzenie troskliwéj i prawdziwie ojcowskiéj swéj ciekawości.»
Od Cudnowa zmniejszyć się miało towarzystwo królewskie, gdyż hetman z ks. Józefem i pisarzem Morawskim prosto przodem do Kijowa pośpieszyć chcieli.
Ponieważ z Cudnowa do Berdyczowa mil tylko cztéry d. 18 Marca przebiedz miano, N. Pan postanowił tu mszy św. wysłuchać i niezbyt rano wyprawiono ekwipaże.
Stoi tu w tym mieście od lat blizko trzynastu, pisze Plater, ciągłym stanowiskiem półk konny szefowstwa dawniéj wsławionego pojedynkami generała Kozłowskiego, a dzisiaj Szydłowskiego starosty Mielnickiego, który N. Panu prezentowany przez półkownika Wielowiejskiego, majora Gordona i innych oficerów. Znał téż być swoją powinnością, tych stawić przed obecnością króla unter-oficerów i żołnierzy, którzy się zestarzeli służąc w regimencie, a wiernością ciągłą, na tém większy zasłużyli szacunek, im mizerniejszy stan onych nie może tak długiego statku obiecywać. Byli co po czterdzieści cztéry, pięć i sześć lat bez przerwy służąc w tymże regimencie nie tylko siwizny, ale i niemocy zupełnéj doczekali się. Zalubiwszy jednak stan swój odejść na spoczynek nie chcieli. Ci pochwały godni weterani, oprócz medalów przed kilką laty onym dla zaszczytu wierności danych dostali, jeszcze nadto od N. Pana pieniężne podarki, które ze skarbu swojego wyliczyć rozkazał, największym zaś dla nich zaszczytem były te łzy radośne, które przejęte uczucie wycisnęło z oczów młodego rycerza na wielkiego w czasie swym wyrastającego bohatéra... Że mówić chcę o ks. Józefie, każdy podobno pozna.»
Po tym ustępie zajmującym tak daléj ciągnie cudnowską swą historję p. Plater.
«Possesorem zastawnym Cudnowa jest p. Potocki starościc Guzowski, którego pracowitości będzie podobno winna zbogacenie się swoje Ukraina. Kraj ten z najwyborniejszych gruntów złożony i dotąd obfitujący we wszystko bez wielkiéj pracy, w tym najprzykrzéj upośledzonym był, że co natura hojnie użyczała, żadnym a przynajmniéj bardzo małym pożytkiem mu było, co obywatele zjeść nie mogli sami, to w stertach przez kilka i kilkanaście lat składanych, albo nadzwyczajnéj potrzebowało okoliczności, albo nieużytecznie gniło, i szczurom tylko pokarmem bywało. Wie cała Polska, iż przyczyną dla Ukrainy tego był brak przedaży produktów. Przed laty kilkunastą, gdy Rossja nowe miasto Cherson budować zaczęła, zmówili się obywatele województwa Bracławskiego i Kijowskiego na projekt handlu Czarnomorskiego i kompanją uformowawszy sposobem zagranicznych, akcje po tysiąc czerwonych złotych determinowali, przybierając do swego handlowego zgromadzenia wszystkich, którzy kupując rzeczone akcje, do złożenia kapitału, a nim do własnego i krajowego pożytku kooperować chcieli. W podobnym sposobie na początku panowania N. Pana, urodziła się była kompanja manufaktur wełnianych, lecz jak tamta, tak i ukraińska czarnomorskiego handlu dla niesforności umysłów, i dla małego zaufania wzajemnego, byłyby pewnie upadły, gdyby jw. starościc Guzowski wziąwszy na siebie złożony kapitał, do 15.000 czerw. złot. już doszły, całéj swéj zdatności i ledwo zdrowia nawet nie poświęcił na to, aby pożyteczny dla kraju projekt nie upadł zupełnie. Na tym więc zacnym obywatelu, dzisiaj los obfitości Ukrainy zasadzony jest, któremu jeżeli okoliczności, a najbardziéj zdrowie odpowiadać będą chęciom prawdziwie patriotycznym, z najmniéj użytecznego dotąd Polski kąta, stanie się najbogatszą prowincją Ukraina. Wiele bardzo do przedsięwzięcia przez starościca Guzowskiego dopomógł zacny jego młodości instytutor jmks. Ossowski, a tém większa dla publiczności nadzieja na tém zasadzona jest, że składna dotąd tych dwóch osób praca, w jedności nierozerwanéj skutki pomyślne zaręcza. Z dawnego nauczyciela ks. Ossowski dziś równie zawsze życzliwym jest starościca doradźcą, a ten ostatni z dobréj woli tak jeszcze dotąd przyjaciela radom jest podległy, jak w piérwszéj swojéj młodości był z rozkazu starszych. Życzyć więc tego już tylko potrzeba ażeby praca ciała, a najbardziéj duszy nie wątliła sił tego obywatela, który stać się może autorem bandery polskiéj na morzu Czarném, dotychczas nieznanéj. Wiele dopomagają dzisiaj za danym przykładem i inni obywatele, kiedy przed kilką laty, towar ukraiński przez zeszłego Bierzyńskiego kasztelana posłany, własnym kosztem, do Stambułu szczęśliwie przypłynął; wiele téż i starania w téj mierze ojcowskie N. Pana utrzymywaniem konsula w Chersonie i agenta w Stambule, do téj pomyślności krajowéj środkować będą — o czém gdy czas przyszły zaświadczy najlepiéj, ja muszę rzucać pióro i iść za królem do kościoła. — »
Po mszy w kościele, prosto od drzwi jego, N. Pan pożegnawszy obywateli zgromadzonych, około ósméj w dalszą puścił się drogę postanowiwszy na połowie cztérech mil konie przemienić. Do Piatki przybywszy stanąłby był król tylko przed karczmą, ale na usilne prośby podkomorzego Żytomiérskiego Bierzyńskiego, w bok nieco z gościńca skręciwszy dwór jego bytnością swą zaszczycił. Przyjmowali go tu: kasztelanowa Bierzyńska wdowa z domu księżniczka Ponińska, siostra rodzona księcia podskarbiego Koronnego, i p. podkomorzyna, oraz Pruszyńska z domu Pauszanka. Co króla najmocniéj zastanowiło to dom w najmodniejszym guście przybrany, ogrodowe niby mieszkanie środkowemi malowaniami wystawiający, jedne okna pokoju bawialnego mający od oranżerji w niższéj kondygnacji zrobionéj na sposób groty. Do téj oranżerji okna umyślnie dane z salonu gdy nagle otworzono, ujrzał król sześć ładnych i jednakowo ubranych panienek otaczających ołtarz, a na nim palący się ów ogień przywiązania, który owe dziewice wijąc z róż i innych kwiatów cyfrę pańską przyozdabiały. Po zakończeniu i zupełném uformowaniu owéj cyfry radośnie około ołtarza tańcując jedna po drugiéj wyraziły w krótkich słowach jaką im radość sprawiło przybycie królewskie. Téż same gracje, jak je zowie Plater, podały N. Panu potém kawę, i prezentowane były przez p. kasztelanowę jako córki, synowice i koligatki domu. Cały ten piękny orszak składały same Bierzyńskie i Pauszanki.
Chociaż przez wdzięczność za tak miłą niespodziankę byłby N. Pan chciał zabawić dłużéj, musiał jednak o jedénastéj w dalszą puścić się drogę. Przebywszy szczęśliwie znowu mil dwie, a na ich przestrzeni tak zwane mogiły Szeremetowe, ślady walki stoczonéj pod Cudnowem z wodzem tego nazwiska, przyjechał do Berdyczowa bardzo wcześnie, bo o godzinie piérwszéj z południa i we dworze ks. koniuszynéj Litewskiéj Radziwiłłowéj z domu Kamieńskiéj stanął. Całe te cztéry mile od Cudnowa król jechał w karecie gdyż tak mało było śniegu na polach, że sanie cięższe po upudrowanéj ziemi pójść nie mogły.
Wjeżdżającego króla do miasta na ten raz nie witano działami fortecy Berdyczowskiéj, gdyż zawczasu uprzedzono kks. Karmelitów, aby niepewnéj swéj artyllerij zaniechali, z powodu iż przed sześcią laty z jednego działa nabój tylko co w karetę królewską nie uderzył. Ks. koniuszyna téż nie witała króla, bo się ze swego dworu całkiem wyniosła.
«Czasu obiadu examinował N. Pan, pisze Plater, jak wiele księża Karmelici, mają garnizonu w swéj fortecy, na co w odpowiedzi otrzymał że dwudziestu cztérech tylko żołnierzy. —
«A gdy się o zamożności miasteczka zgadało, doniósł królowi P. Potocki starościc Guzowski, który dzierżawą Berdyczów trzyma, że najwięcéj jarmarki to miasteczko zasilają, a z pomiędzy kilku tych, najbardziéj Święto-Jański, w czasie którego tak wielkie i znaczne między kupcami rossyjskiemi, tureckiemi i polskiemi czynią się handle towarów każdego z tych narodów, że wartość ich do kilku miljonów złotych rachować można.» —
Po obiedzie zaraz hetman z księciem Józefem i pisarzem Morawskim ruszyli prosto do Kijowa, a około godziny szóstéj przybyła księżna koniuszyna i zebrani obywatele województw Kijowskiego i Bracławskiego, których przedstawiał Pruszyński kasztelan Żytomierski. Ten zjechał był jeszcze do Cudnowa do króla, ale mu się tu prezentować niemógł z przyczyny jak powiadano, że w pospiechu orderu, kontusza i szabli zapomniał wziąć z sobą. Zjechali się tu generałowie Lubowidzki i Jerlicz, Iliński starosta Żytomierski z synami, Bukar sędzia Bracławski «a pomiędzy znalezionemi tutaj, dodaje piszący, był i generał Kraszewski.» —
Że tego dnia jeszcze miał król kresy expedjować, a nazajutrz nocleg o siedem mil ukraińskich wyznaczony był, towarzystwo wcześnie się rozeszło.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.