Pieśń o buncie (Orkan, 1968)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Orkan
Tytuł Pieśń o buncie
Pochodzenie Poezje Zebrane tom II
Redaktor Stanisław Pigoń
Data wydania 1968
Wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
PIEŚŃ O BUNCIE

O dusze w piekle jęczące!
O wieki mąk!
O wieki w strachu milczące!
O lesie rąk błagalnych!
O lesie rąk!        5
O mózgi krwawe na ościaniach skalnych!

O szczęśliwości dumał świat człowieczy
Przez tysiące, tysiące lat —
I w rzeczy
Człowieka męczył człowiek-kat.        10
Świat śnił o szczęśliwości.
Ponad tym snem pochmurze wieków się przewlekło —
Morze, prastary zegar tej wieczności
Wnet by po kropli w drugie łoże wciekło —
Przez tyle lat        15
Dumał człowieczy świat
O szczęśliwości,
I wydumał — całe dzisiejsze piekło.
O dusze w piekle tym jęczące!
Z pomarłych wieków idzie ku nam szum        20

Daleki, jak od zaziemskiego wiatru —
Majaczy we mgle zmartwychwstały tłum,
Głośny, a nie czyniący w powietrzu hałasu,
Tłum widmowego teatru.

Słychać jakby głuchy spadek wód,        25
Niby stężały, ciężki oddech czasu,
I turkot kół, i mocny chód,
I zbroi chrzęst, i świsty kul,
I orkiestrę, zwycięstwo grającą,
I krzyki: wiwat król!        30
Z fanfarą bowiem, ku niebu bijącą,
Szli wodze ku szczęśliwości,
Wiodąc u swoich zwycięskich rydwanów
Jeńców Tytanów —  

Ci pewnie na świat nieszczęścia wołali.        35

A dalej widać ciemne rzesze
W lęku, który padł na nie od stali,
Od rażących je słońcem pancerzy,
Bowiem jedną stal znały — lemiesze.

Na orłach, które ród rycerzy        40
W bój o szczęśliwość ziemską wiodły,
Między innymi godły
Widać szponach rozwartych krwawe ujarzmienie.

A dalej we mgle cienie — cienie —
Wiecznie straconych,        45
Za życia upartych w swej wierze,
W ślepej zakamieniałości,

Przeto pobitych lub spalonych
W świętej ofierze
Szczęśliwości.        50

O wieki mąk!
O wieki w strachu milczące!

Aże nadeszła dni naszych niewola.
Dziś Ujarzmienie nie na orłach,
Dziś mamy je w krwi.        55
Dusze rdzą plamne jako te jałowe pola,
Na których rdza żelazna lśni.

Przez serce ludu przeszedł niewoli miecz.
Dość, że strach-śmierć cielesną sprawił,
Jeszcze rdzę — truciznę ducha poostawił,        60
Iż naprzód tęsknotą bieży,
A myślą wstecz.

Och, bracia, tak —
Wszyscyśmy w dobrowolnej kaźni,
Przykuci do taczek żywota (nasze słowo),        65
Pohukujemy odważnie, honorowo,
Lecz jak te dzieci, zbłąkane w lesie w noc —
Z bojaźni.
Strach nami włada. Jak potwór stugłowy
Na dusze zlękłe niby głazy ciska        70
Lęk-pobój, grozę-martwicę.
Straszy nas wszystko; nawet okrzyk sowy,
Nawet zielony trawnik cmentarzyska.
Zaiste, z duszy strachu niewolnicę
Uczynił człowiek, gnany poprzez wieki        75

Jako zwierz. Gdy uciekł z raju
Przed strachem, ognistym mieczem,
Taki wziął pęd daleki,
Iż do dziś dnia ucieka.
Dziś już ze zwyczaju —        30
I dziś my się już pomęczeni wleczem,
Nawet biec szybko niezdolni —
W tym istnie jesteśmy — wolni.
............
............
O wieki w strachu jęczące!
O wieki mąk!        35
O lesie rąk błagalnych!
O lesie rąk!
O mózgi krwawe na ościaniach skalnych!

Długoż jeszcze te krzyki bezsiły,
Ptaki rozpacznych nocy,        90
Będą wzlatywać z mogił samobójców —
W otchłanne, stężałe mroki
I padać stękiem na ziemię w niemocy?
Długoż będą jak ten dzwon, ptak śmierci, dzwoniły?
Długoż jeszcze z tych krwawych człowieczych ogrojców        95
Będą spływały czerwone potoki
Po nie nazwanym polu
W dolinę łez, w to czarne, martwe morze bolu?!

Już się przepełnia —
A opary nie idą ku niebu w obłoki,        100
Lecz fala, co się nad powierzchnią zwełnia,

Przelewa się i pada na serca człowiecze
I krwawym potem znów w ogrojce ciecze — —

I tak od nowa — po koniec — bez końca —
Kiedyż tej męki kres?        105
Czy dusze muszą róść
Na krwią uprawnej niwie
W zamrokach ziem bez słońca,
Gdy wszystko w słońcu żywie?

W duszy, wyzbytej trwóg,        110
Która się czuje żywą,
Wstaje gniew,
Niewoli wszelkiej wróg.
Budzi się groźny lew
Protestu        115
I wstrząsa płomienną grzywą!
............
............
............
............




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.