Suplikacje (Orkan, 1968)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Orkan
Tytuł Suplikacje
Pochodzenie Poezje Zebrane tom II
Redaktor Stanisław Pigoń
Data wydania 1968
Wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
SUPLIKACJE

„Święty Boże!“
............
Pochylił się lud jak las podcięty...
Wichr zwiał ciszę —
W chórze zatrzepotał się zraniony ptak,
Piersią padł na klawisze —        5
Krzyk, od którego serca mrą,
Bluzgnięty krwią,
Strzałą posłany do niebiosów — —
I na ten znak zawył huragan głosów:
„Święty Mocny!        10
Święty a Nieśmiertelny!“
............
Płacz we grzmotach...
Jezu! litości! Jehowo!
Jęk z walących się domów —
W krzyku serc zamiera słowo        15
Las rozpacza!
Stęki drzew — pieśń oszalała zgrzytu,
Wyjąca głucho po wykrotach,
Świszcząca po piszczelach złomów —
Jęki — skony —        20

Scichanie wichru-skowytu,
Który po polu się przetacza,
Aż pada w bruzdę, znużony...
„Zmiłuj się nad nami!...“

I znów huragan w bór uderza...        25
„Święty Boże! Święty Mocny!“
Łamią się drzewa jak pręty —
Jak źdźbła chylą się jedle grube —

Jezu! Płacz dziecka w borze!
Zabłąkał je strach nocny        30
Na pewną zgubę —

Huk się naokół rozszerza,
Potokiem spada z gór,
Rośnie, grzmi, potężnieje —
Nie ujdziesz! — huczy bór,        35
Zginiesz! wołają knieje...

Łyska się krzyż!
Serce zabite w wyż!
Niech w błyskawicy je zobaczy!

Płacz zginął — huczy las,        40
Sto zastawionych traczy —
Wodospady —
Gdzież miejsce łzom?
We wieczność z hukiem wpada Czas —
Lić okrutnej zagłady!        45

„Święty a Nieśmiertelny!“

Grom!...
Od wstrząsu ziemia dudni —
Stąpania słychać olbrzymie —
Ryk stada żubrów ranionych —        50
Huk daleki...

Przeszło. W kadzideł dymie,
W ołtarzu, w blaskach spłomienionych
Monstrancja jak słońce się południ...

O serce, serce człowiecze,        55
Gromem zabite na wieki!

Bór ścichły ulewa siecze —
Jęk kona — rzęzi — płynie dreszczem —
A drzewa zbite ociekają deszczem...
„Zmiłuj się nad nami!“        60

Burza raz trzeci nawraca...
„Święty Boże! Święty Mocny!“
............
Dusza już w bezden pada,
Człowiek się w krzyku zatraca,
A wstaje rozpacz żywiołów —        65
Wyją ku niebu fale wód,
Wołają zgliszcza popiołów...
Czy imię Twoje Głód?
Czy imię Twoje Zagłada?
Żeś na wołania nasze głuchy...        70
Otośmy, brodząc śród męki,
Doszli do tej okrutnej toni —
Czemu nie podasz nam ręki?

Czemu uchylasz dłoni?...
Ręka Twa ciężka jak ołów —        75
Biada! Nie ujdziem klęski!
Lud Twój, jako rój pszczelny
W czasie dżdżu, zawieruchy —
O Boże straszny, zwycięski!
„Święty a Nieśmiertelny!“        80
............
Jęk wycinanych —
Zgiełk bitwy —
Tysiąc ranionych koni rży —
Wypada postać-strach
O włosach-wężach rozwianych        85
Powietrze krzyczy,
Ziemia drży
Od Bożych piorunów-biczy...

Jezu! Męko!
Krzyk ranionej rybitwy        90
Zbłąkanej nad wodami — —
Jęk ziemi, chłostanej Bożą ręką...
„Zmiłuj się nad nami!“

Ostatkiem tchu lud dyszy
W chórze krzyk. Mgnienie ciszy —        95
Coś strasznego się stanie...
............
„Od powietrza, głodu, moru“ —
............
Płacz rykiem przerwał wołanie —
Buchnęły łez upusty —
Morze w obłędzie płacze!        100

Słowo mrze —
Już nie wybiega usty...
Krzyk serc — straszny, wichurny!

Wszystkie zgarnął rozpacze,
Przestwór przecina — błękit drze —        105
Czarne, na niebie rozwieszone chusty —
I woła, krzyczy w otchłanie —
Po raz pierwszy i wtórny —
Slysz!
„Zachowaj nas, Panie!“        110

Nikt nie odjęknął z mroku wiecznych cisz —
Przestwór grozą spokojny —
O lęku!
„Od powietrza, głodu, moru i wojny —“
............
Jak głucho wpadają słowa        115
W otchłań czarną, bezdenną — —
Nadzieja z wichrem przegnała...

Człowiek podnosi z ziemi
Twarz od rozpaczy senną:
Czyś ty, o Boże, Skała?        120
A my mrowie pod stopami Twemi?
Któż nas zachowa?!
Otośmy jako naci
Pod mrozem Twego gniewu —
Złe powietrze nas traci,        125
Głód ścina — —
Prosimy Cię na rany boskie Syna,
Ochroń nas od zawiewu,

Który z północy sunie...
Chcesz lud swój wszystek widzieć w trunie?        130
Oto stajemy tu przed Tobą głodni —
Obacz krew naszych żył,
Żali zdrowego koloru —

Czy nie dość głód nas zbił?
Chroń nas od moru!        135
Jeśliśmy grzeszni, kary godni,
Ulituj naszych dzieci!
Wołamy po raz trzeci
Ostatkiem sił:
„Zachowaj nas, Panie!“        140

„Od złej a niespodziewanej śmierci” —
............
Płacz zmordowany prośby rozpacznemi
Jęczy przy ziemi —
Ranny pies-tułacz u wrót...
Już to nie lud        145
W prochu, w kajaniu jęczy dusza ludu.
Pomocy wzywa... zmiłowania! cudu!
To się znów zrywa,
Jak wypędzona przez ojce niewiasta,
Pędzi odludnym polem,        150
Gnana bolem,
Z widmami strasznymi gada,
Krwią ślady swych stóp znaczy —
Aż ślepa od rozpaczy
Potyka się na grobie i pada.        155

A oto przed nią postać olbrzymia wyrasta —

Nieba włosami sięga —
Potęga!
Bóg!
Dusza się wije u jej nóg,        160
Stopy jej zmywa łzami swemi,
Wreszcie nadziei wzrok
Waży się, korna, podnieść w chmury —
Lecz, jak widok walącej się góry,
Kamienny mrok —        165
Strach przybija ją znowu do ziemi.
Łzami więc obmywa stóp skałę,
A serce jej, rozpaczą oszalałe,
W prochu się nurza,
W zamieci...        170
Krzyk-konanie!
Po raz pierwszy i drugi, i trzeci —
„Wybaw nas, Panie!“

Płacz przemógł. Zbliża się On — Burza.
............
„My grzeszni Ciebie, Boga, wołamy“        175
............
Grzmoty....
Całej ziemi wstrząśnienie.
Spadło kościoła sklepienie —
Minął czas —
Lud ujrzał się na Dolinie Sądu,        180
Jako rozchwiany las...
W serca wstąpiła otucha,
Jako rozbitkom zjawa lądu.
Tu się rozstrzygnie los —
W tym miejscu Bóg wysłucha.        185

Spotężmy głos!
............
„My grzeszni Ciebie, Boga, wołamy“
............
Grzmoty...
............
Do Ciebie, Boże, najwyższej Istoty,
Przyszedł Twój lud...        190
„Wysłuchaj nas, Panie!“
Błyskanie —
Cud —
W chmurach wybłysła twarz Jehowy...
Lud w proch pokotem padł...        195
„Przepuść nam, Panie!“
„My grzeszni...“
Jakimi wołać doń słowy?
Strachem pobladła rzesza —
Nie masz Wódzcy-Mojżesza...        200
O biada!
W dłoni Jego zagłada!
Nie ulituje się męce...
............
Do Syna! który siadł po prawicy —
Krzyż ujął w ręce...        205
............
„Jezusie, przepuść! Jezu, wysłuchaj!
O Jezu! Zmiłuj się nad nami!“
............

Nie słucha próśb — pogląda z góry chmurnie...
Miłosierdziu Jego wszak nie ma granicy —

Wołajmy wtórnie!        210
Przebaczy...
............
„Jezus, przepuść! Jezus, wysłuchaj!
O Jezu! Zmiłuj się nad nami!“
............
Nie słucha wołań — o rozpaczy!
Patrz — Matka Jego po lewicy —        215
Udajmy się do Matki —
Ona nasza! Wybłaga swoje dziatki...
............
„Matko, uproś! Matko, przebłagaj!
O Matko! Przyczyń się za nami...“
............
O losie! Oblicza Swego nie rozchmurza —        220
A On pośrodku, straszny jako burza,
We włosie-wichrze —
Wołajmy po raz trzeci!
„Matko, uproś! Wszakeśmy Twoje dzieci —
Matko, przebłagaj!        225
O Matko! Przyczyń się za nami...“
Nie słyszy — biada!
Serce pęka na ćwierci —
Wołanie coraz cichsze —
Jęk śmierci —        230
I dusza martwa w proch pada.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.