Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ VII.
SKARB OLKUSKI I KOGUT.


Wszedł do domu... była piąta,
Więc Jejmość zła jako żmija,
Wypada na niego z kąta,
Warzęchwią groźnie wywija
I wrzeszczy jak opętana:
— „Gdzieś ty włóczył się do rana!“
Rzuciła nań szklaną banią
I na łbie mu ją rozbija…
Twardowski wziął się do kija
I walnie przetrzepał panią.
Krzyk!… Spakowała manatki
I wyniosła się do matki,
Ale on nie płakał za nią.

Życie szło mu od tej pory,
Jak nieustanny karnawał;

Pan Twardowski (Rydel) rys.3.jpg

Dyabeł znosił złota wory,
Napełniał pieniędzmi kadzie,
A Pan Twardowski… wydawał:
Garściami w prawo i lewo,
Ku zabawie i paradzie
Siał dukatami, jak plewą.
Zwykle aż w południe wstawał,
Noce trawił na biesiadzie,
Co dzień były hulatyki
W szlachty wesołej gromadzie,
Przy hucznych dźwiękach muzyki.
Kubki złote i talerze,
Całą zastawę stołową
Gościom rozdawał — i świeże
Kazał codzień kuć na nowo.
Czasem na Maryacką wieżę,
Albo też na Ratuszową[1]
Lubił wchodzić w dni targowe
I stąd krociami talary
Sypał ludziskom na głowę.
Lecz zwłaszcza jeden uczynek
Maluje hojność bez miary:
Rozkazał, by na sześć cali
Słudzy jego cały Rynek

Złotówkami zasypali,
Co do dziś dnia lud wspomina.
To też od czasu do czasu
Wzywa dyabła i zaklina
Kwoli nowego zapasu
Pieniędzy. Jednego razu
W domu go zaklął u siebie
I w tejże chwili z komina
Wypadł czart, wedle rozkazu,
W ogniach, w dymach, w strasznym szumie.
A mistrz na to: „Wciąż w potrzebie
Fatyguję Cię mój kumie,
O pieniądze pryncypalnie[2],
Więc niech dobrze Waść zrozumie,
Czego dziś żądam od ciebie:
Chcę mieć swą własną kopalnię:
Złotych gór mi Waść naniesie,
Stopi, a w ziemi zagrzebie
Naprzykład koło Olkusza[3]
Potem okulbacz mi, biesie,
Pod wierzch tęgiego koguta,
Bo do Olkusza pojadę!“
Rzekł, a Zły z kopyta rusza. —
Nie upłynęła minuta

A czart wszystkiemu dał radę:
Kogut pianiem świat ogłusza,
Na znak, że gotów do drogi;
Twardowski szablę przypasał,
Do butów przypiął ostrogi
I wnet, pełen animuszu,
Na kogucie swoim hasał.
Ponad lasy, rzeki, góry
Niósł go kur lotnemi pióry
I w mig stanęli w Olkuszu.
Tu z atencyami[4] niskiemi
Dyabeł Twardowskiego wita
I prowadzi do podziemi.
Wszędzie tam błyszcząca ruda
Srebrna, albo złotolita;
Twardowski na owe cuda
Patrząc, które wkoło lśnią się,
Rzekł: „Grackiś, dyable, — i kwita!“
I dłonią musnął po wąsie.



Przypisy

  1. „Wieża Ratuszowa“. Na Rynku krakowskim wznosił się ratusz czyli radnica, budowa z końca XV i początków XVI. w., zburzona niestety w r. 1820. Pozostała tylko wieża, jedna z najwyższych i najwspanialszych w Krakowie.
  2. „pryncypalnie“, z łać. głównie, przeważnie.
  3. „Olkusz“. Miasto powiatowe w województwie Kieleckiem, pośród ogromnych piasków, w posępnej, lecz bogato od natury w kruszce uposażonej okolicy położone, było niegdyś najważniejszą kopalnią rud ołowiu srebrnodajnego, o czem już dzieje XIII w. wspominają.
  4. „atencya“, z łać. poważanie, czołobitności, ukłony.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.