Strona:Lucjan Rydel - Pan Twardowski.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A czart wszystkiemu dał radę:
Kogut pianiem świat ogłusza,
Na znak, że gotów do drogi;
Twardowski szablę przypasał,
Do butów przypiął ostrogi
I wnet, pełen animuszu,
Na kogucie swoim hasał.
Ponad lasy, rzeki, góry
Niósł go kur lotnemi pióry
I w mig stanęli w Olkuszu.
Tu z atencyami[1] niskiemi
Dyabeł Twardowskiego wita
I prowadzi do podziemi.
Wszędzie tam błyszcząca ruda
Srebrna, albo złotolita;
Twardowski na owe cuda
Patrząc, które wkoło lśnią się,
Rzekł: „Grackiś, dyable, — i kwita!“
I dłonią musnął po wąsie.



  1. „atencya“, z łać. poważnie, czołobitności, ukłony.