Strona:Lucjan Rydel - Pan Twardowski.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Złotówkami zasypali,
Co do dziś dnia lud wspomina.
To też od czasu do czasu
Wzywa dyabła i zaklina
Kwoli nowego zapasu
Pieniędzy. Jednego razu
W domu go zaklął u siebie
I w tejże chwili z komina
Wypadł czart, wedle rozkazu,
W ogniach, w dymach, w strasznym szumie.
A mistrz na to: „Wciąż w potrzebie
Fatyguję Cię mój kumie,
O pieniądze pryncypalnie[1],
Więc niech dobrze Waść zrozumie,
Czego dziś żądam od ciebie:
Chcę mieć swą własną kopalnię:
Złotych gór mi Waść naniesie,
Stopi, a w ziemi zagrzebie
Naprzykład koło Olkusza[2]
Potem okulbacz mi, biesie,
Pod wierzch tęgiego koguta,
Bo do Olkusza pojadę!“
Rzekł, a Zły z kopyta rusza. —
Nie upłynęła minuta

  1. „pryncypalnie“, z łać. głównie, przeważnie.
  2. „Olkusz“. Miasto powiatowe w województwie Kieleckiem, pośród ogromnych piasków, w posępnej, lecz bogato od natury w kruszce uposażonej okolicy położone, było niegdyś najważniejszą kopalnią rud ołowiu srebrnodajnego, o czem już dzieje XIII w. wspominają.