Ostatnie chwile skazanego/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Ostatnie chwile skazanego
Podtytuł Fantazja
Pochodzenie „Kolce“, 1876, nr 23
Redaktor J. M. Kamiński
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1876
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


II.

Lampka słabym blaskiem oświecała ubogą stancyjkę, kulawy stół i ściany, co przecinając się w rozmaitych kierunkach świadczyły iż stoją na tym stopniu wzniesienia nad poziom morza, który pospolicie zowie się poddaszem.
Nad stolikiem widać było czarną czuprynę, dwa ramiona, ogromne pióro gęsie, które ze strasznym zgrzytem przesuwało się po papierze.
Księżyc wyjrzał z za chmur, i ironicznie spojrzał w okienko w tem przekonaniu, że widzi literata kującego sztukę na konkurs i sięgającego po drugą nagrodę.... ale nie, tym razem omylił się księżyc... piszący nie był literatem, nie był artystą, nie był niczem innem tylko człowiekiem zakochanym.
Miłość kazała mu siedzieć o północy, miłość kazała mu pisać przy blasku lampki, miłość wreszcie zmuszała go do ostatecznego rozbratu ze światem, przyjaciołmi młodości, z tą całą wesołą czeredą, w gronie której tyle chwil wesołych przepędził, tyle partji bilardowych wygrał, tyle przemarzył, prześnił i przetańczył...
Spojrzał na zegarek.
— Już trzecia, rzekł do siebie, jeszcze dziewięć godzin tego życia... Ach! dziewięć godzin... czemże jest dziewięć godzin w porównaniu z wiecznością! to tylko 540 minut... ah prawda i to wiele... 32400 sekund! ale każda sekunda tak krótka... tak prędko ubiega!
Wziął się za puls.
Puls uderzał gorączkowo... krew biła przyspieszonem tętnem... życie spieszyło jakby tym pośpiechem chciało sobie wynagrodzić czekający je spoczynek...
— Br... jeszcze ośm godzin i przyjdą, ubiorą mnie czarno... sami czarni jak krucy... poczciwy proboszcz przemówi do mnie słowami duchownej pociechy... a potem... a potem... zwiążą ręce i...
W tej chwili pies na rynku zawył okropnie, przeraźliwie i żałośnie...
Ten pies musiał coś wiedzieć.....



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.