Ostatni człowiek

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Thomas Campbell
Tytuł Ostatni człowiek
Podtytuł (z Angielskiego) Campbella.
Pochodzenie Poezye Konstantego Piotrowskiego
Data wydania 1836
Druk Drukarnia XX. Karmelitów
Miejsce wyd. Berdyczów
Tłumacz Konstanty Piotrowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
OSTATNI CZŁOWIEK
(z Angielskiego) Campbella.
I.

Świata utwory pokryją ciemności,
Samo słońce skona,
Nim ma istota zniszczona
Wejdzie do nieśmiertelności.
Miałem sen wielki, ponury,
Dał on mi moc — mój duch dzielny
Szedł po czasu oceanie;
Drżący widziałem bliski skon natury

I jak ostatni śmiertelny
Patrzał na to jéj konanie.

II.

Słońca promienie ściemniały,
Ziemia posiwiała z wieku,
Kości narodów leżały
Przy tym ostatnim człowieku:
Jedne poległe w bojach — w martwej dłoni
Miały szczątki krwawej broni;
Drugie głód i mór wyciçły.
Cichość wzniosła tron nad miasty niemémi,
Okręta same płynęły
Do bezludnej ziemi.

III.

Jak ów Prorok stał wspaniały,
A na słowa pełne mocy
Liście w puszczy opadały,
Jakby je tknął wiatr północy.
Tak ów człek dumny rzekł: „Słońce!
Obu nas kres niedaleki,
I tobie umrzeć kazano....
Widziałeś tysiączne wieki,
Potoków ludzi tysiące,
Które już płynąć przestaną.

IV.

Coż! choć pod twemi przewody,
Wzrosły potęgi człowieka pomniki,

Kunszta, któremi ziemię, ogień, wody,
Miał w mocy jakby nędzne niewolniki:
Jednakże twego nie żałuję skonu
Ty! dumny Królu dziś złożony s tronu;
Bo te wszystkie dzieła chwały,
Którym byt twoja nadała opieka
Jednéj burzy nie zdołały
Przytłumić w sercu człowieka.

V.

Jdź — zasłona zapomnienia
Niech padnie na teatr bycia,
Nie wskrzeszaj blaskiem promienia
Tragiedyi życia.
Nie wznawiaj błyskotek próżnych
Ni męczarni różnych

Śmiertelników rodu:
Nie budź brzemion chorób, głodu,
Niech ludzi oręż nie wycina krwawy,
Jako kosa trawy.

VI.

Jakeś nędzne! — przy upadku
Słabe promienie rozwlekasz:
Tylu skonań świadku
Mego widzieć nie doczekasz.
Obrazem mego cierpienia,
I ostatniego serca uderzenia,
Twe oko się nie nasyci;
W grobie natury złożę moje kości,
Wspaniałość Ciemności
Moje duszę schwyci.

VII.

Ta dusza w swobodnym locie
Powróci do Ojca łona,
Kiedy ty w wiecznej polegniesz ciemnocie,
Ona będzie niezmieniona;
Tak! żyć będzie — zajaśnieje
Światłością większą od twoich promieni,
Ten w nią siłę wieje,
Który wyrwał więźniów s cieni,
Ten który groby zwyciężył,
I śmierci kajdany stężył.

VIII.

Jdż słońce — Ja z wyższej woli
Na łonie zniszczonej matki,

Wychylę do dna ostatki,
Rodu mojego niedoli.
Jdź — powiedz Nocy co ma władnąć sama,
Jak ostatni szczep Adama
Zawołał w śmiertelnym progu;
Straszne Ciemności! wyzwę waszę dzielność,
Zgaście moję nieśmiertelność,
Lub zachwiejcie wiarę w Bogu.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Thomas Campbell i tłumacza: Konstanty Piotrowski.