Odpowiedź na krytykę mego „główniaka“ przez Joachima Metallmanna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Ignacy Witkiewicz
Tytuł Odpowiedź na krytykę mego „główniaka“ przez Joachima Metallmanna
Pochodzenie „Kwartalnik Filozoficzny” 1939 [1946], t. 16, z. 1, s. 78–83
Data powstania 1937
Data wydania 1939
Wydawnictwo Polska Akademia Umiejętności
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
St. I. Witkiewicz
Odpowiedź na krytykę mego „główniaka“ przez Joachima Metallmanna
(W ostatnim numerze Ruchu Filozoficznego)

I. Streszczeniu mojej pracy przez Metallmanna nie mogę nic zarzucić, poza może zbyt cokolwiek krótkim potraktowaniem dla mnie rzeczy najważniejszej, tj. sposobu sprawdzalności materii martwej (MM) do żywej, zindywidualizowanej, przy czym jakakolwiek fizyka w całości swej, z dowolnymi ontologicznymi fantastycznościami w jej obrębie, jako nie adekwatny opis pewnej fikcji, tj. fenomenalnej jedynie (realnie fenomenalnej w przeciwieństwie do halucynacji) (MM), znajduje w moim systemie miejsce bez ograniczeń i bez ratunkowych w stosunku do niej koncepcji, jak to jest np. w witalizmie lub monadyzmie spirytualistycznym w przeciwieństwie do mojego, tj. biologicznego i w pewnym sensie materialistycznego: monady są cielesne i dlatego to mogę z nich w myśli zbudować dowolne elementy (MM) (elektrony choćby) lub układy wyższe (np. gwiezdne), przy czym koncepcja taka może mieć, ogólnie rzecz biorąc, jakiś realny odpowiednik w Istnieniu. Mogą ostatecznostki fizyki być hipotetyczne, niewyobrażalne, mogą być realne, jak atomy, w stopniu fenomenalnej realności naszych stołów, skal, planet, systemów gwiezdnych — nic to nie narusza mojego systemu, ponieważ zawsze mogę wyobrazić sobie chmary ich, na podstawie statystycznie zsumowanych działań monad, uporządkowane, uregularnione, wplątane w zasadniczo nie absolutnie dokładne działania zewnętrzne i funkcje wewnętrzne organizmów żywych, nie stanowiące jedynych składników tych ostatnich, tylko będące niejako substratami czysto organicznych działań układów części komórek, komórek samych i organów. Mając do wyboru między elementami Istnienia równie w swej istocie tajemniczymi: stworem żywym czy „przedmiotem fizykalnym“, wybieram ten, w którego terminach ten drugi element bez reszty opisać mogę. Tajemnica zmniejsza się przy tym o połowę; w stosunku do kwestii Aktualnej Nieskończoności zaś obie koncepcje: i monadystyczna i czystofizykalna, są na równi bezsilne. Podkreślam dlatego fenomenalną realność np. atomów (jak rzecz) w moim systemie, bo niektórzy lubią rozumieć mój cielesny monadyzm zbyt programowo symplistycznie i pytają perfidnie: „a więc zegarek składa się z żyjątek?“ Sytuacja nie jest tak prosta, a fizyka sama w swoim obrębie operuje przeważnie, z wyjątkiem jednego może prawa ciężkości, sprowadzonego dziś do struktury Przestrzeni (ale w funkcji mas), statystyką.
2. Sprawa (IPN). Z pojęcia Istnienia na razie nie wynika pojęcie wielości zasadniczo gatunkowo różnych jego elementów. Musi ich być wielość na pewno, ale jakie one są, jeszcze nie wiemy. Dlatego na razie przyjmuję je w jednym gatunku, a wielość pozorna gatunków daje się na tle dalszej analizy pojęcia (IP) ukonstytuować: widzimy, że istnieć realnie to jest posiadać byt sam w sobie i dla siebie; takimi są stworzenia żywe. Przedmioty martwe, które posiadają byt dla tych bytów dla siebie, „byt realnie fenomenalny“ (w przeciwieństwie do halucynacji), dają się z nich ukonstytuować i nie potrzebujemy przyjmować innego rodzaju bytu samego dla siebie, jak ten, który mamy dany w postaci naszego bytu własnego i nam podobnych stworzeń żywych aż do najniższych; rośliny byłyby organizacjami (IPN), a nie bytami dla siebie. Bez rozróżnienia bytu dla siebie i bytu dla tego bytu, nie możemy opisać Istnienia. Byty same dla siebie stanowią jedyny w swoim rodzaju gatunek, który wyczerpuje całość Istnienia. Niepojęty jest inny byt sam w sobie, jak osobowy i cielesny, „od środka“, tj. dla siebie, będący zespołem przeżyć — „z boku“ — organizmem. Istnienie bytów martwych, nie osobowych, nawet nie w rudymentarny sposób organicznych, nie będących choćby organizacjami (IPN) jest pojęciem sprzecznym, jak to starałem się dowieść w odczycie z 7 X II 1936 w Tow. Filoz. w Warszawie. Dlatego to (IPN) przyjmuję jako jedyne elementy Istnienia. Pewność takich stosunków czerpiemy z doświadczenia i z pojęć pochodzących z tego doświadczenia, a następnie z pojęć i twierdzeń, które te doświadczalne pojęcia implikują, pod grozą Nicości Absolutnej nie do przyjęcia.
3. Materia martwa (MM). Już sam fakt składania się (IP) z (IPCN) (IPN częściowych) implikuje stosunki wielkościowe. Poza tym musimy przyjąć, że na niższych stopniach większe, bardziej skomplikowane (IPN), wyższe przez to w hierarchii, o ile mają odpowiednią do komplikacji jedność, konstytuują się z mniejszych, prostszych i niższych. Inaczej ewolucja była by niezrozumiała — to jest konieczne dopełnienie dotychczasowej treści tego pojęcia. Nie „igram z pojęciem życia“, tylko zakładam żyjące stwory, jako pierwsze elementy Istnienia. Igranie to tworzenie hipostaz: Życie przez wielkie Ż, Élan vital, Pęd twórczy, jakiś pandynamizm itp., nic nie objaśniające pojęcia[1]. Maszynki obdarzone wszystkimi własnościami „życia“, tj. żywych stworów, nie byłyby maszynkami, tylko żywymi stworami właśnie. Właśnie te dowolnie małe „biogeny“, te graniczne pojęcia w półcieniu pojęciowym, nieistniejącym jako realna istność, w tym „no-man’s-landzie“ ontologicznym, są kardynalnym błędem, począwszy od monades dormantes a także (petites perceptions) Leibniza. Ściślej używam pojęcia „bardzo małe“ i „bardzo duże“ (bo mówię: „począwszy ode mnie“), niż fizyka, która ich używa nie zakładając explicite obserwatora-operatora[2]. Na stanowisku czysto mechanistycznym nie można przyjąć maszynek, „mających wszystkie własności życia“, albo też trzeba zrezygnować z mechanistycznego objaśnienia organizmów, mających czucia (przeżycia). Monadyzm bezcielesny nie może ukonstytuować (MM) z monad, cielesny właśnie może wbrew twierdzeniu Metallmanna, co objaśniłem szczegółowiej we wstępie tej odpowiedzi[3]. Utworzonej z (IPN) (MM) wcale nie są odebrane wszystkie własności cielesne (IPN); nie wiem, gdzie to znalazł u mnie Metallmann, bo przyznaję (MM) nieprzenikliwość i ciężar i rozciągłość oczywiście, na tym tle, że są one właściwościami (IPN)[4]. Jeśli weźmiemy (IPN) dostatecznie małe — a granicy pod tym względem nie znajdujemy nigdzie — to możemy utworzyć dowolną (MM), mimo że będzie to przejście z jednej kondygnacji rzeczywistej, tj. żywych stworzeń, do kondygnacji koniecznej fikcji fizyka; przejście oczywiście idealne, bo z założenia my nie możemy go obserwować: my dostajemy (MM) i (MŻI) jako dysparatywne par excellence istności. Możemy brać dowolnie małe ułamki czasu i przestrzeni (jak i dowolnie wielkie), byleby nie rozważać ontologicznie Nieskończoności Czasu i Przestrzeni, do czego one (właściwie ta forma dwoista Istnienia) nas poniekąd zmuszają. Na tym polega Tajemnica Istnienia, mająca swój ekwiwalent w logice, jako niemożność podania definicji wszystkich pojęć. Pojęcia pierwotne, niedefiniowalne, wraz z pojęciem Nieskończoności implikują pojęcie ścisłe Tajemnicy Istnienia. Monadyzm cielesny nie może być przyjęty na tle doświadczenia, jednak możemy być doń zmuszeni przez eliminację wszystkich innych systemów, tak samo jak on w ostateczności nieudowodnialnych (fizykalizm, psychologizm, witalizm, idealizm, reizm), a posiadających niewygodę dwóch elementów niesprowadzalnych i wszystkie niewygody Nieskończoności, tkwiące w innych systemach albo też implikujących zupełną deformację poglądu życiowego, jak w idealizmie. W obrębie metafizyki monadystycznej nie mamy zupełnie problemu, nieodpowiedniego przenoszenia pojęć makro do układów mikro i na odwrót: jesteśmy w systemie naturalnie jednorodnym, w przeciwieństwie do monizmów, opartych o sztucznie jednorodne pojęcia, jak rzecz, zdarzenie, fakt, neutral-stuff, mind-stuff, element, jakość itp., które występują u Kotarbińskiego, Wittgensteina, Whiteheada, Russella, Edingtona, Macha, Corneliusa itp. Wskazówką co do istnienia monad jesteśmy my sami, nasi „bliźni“, zwierzęta, złożone z monad rośliny, a dalej niemożność ujęcia świata w terminach fizykalizmu, czego sam Brigdman jest najlepszym dowodem, prócz „dzikich“ metafizyk samych fizykalistów albo rezygnacji zupełnej wiedeńczyków.[5]
4. Metoda implikacji. Moje zdania (mojego systemu) nie są wszystkie analityczne; przeważnie implikują się treściowo (nie formalnie, ani tym bardziej „materialnie“ w znaczeniu logiki w ten sposób, że powstają nowe twierdzenia, które są wnioskami, nie zawartymi całkowicie w przesłankach. Polega to na tym, że dopuszczone jest do głosu aktualne Istnienie, którego w całości z samego pojęcia Istnienia wydedukować się nie da. Nie widzę, aby źródło tego stanu rzeczy, który mi zarzuca niesłusznie Metallmann, tj. braku pomostu od pojęć, do rzeczywistości, tkwiło w mojej teorii pojęć, która jest nominalistyczna, a więc, że tak powiem, biologiczna, i tkwi ściśle w ontologii, tak jak pojęciowość tkwi we właściwościach biologicznych pewnych stworów żywych. Pomost jest w doświadczeniu, w szerokim znaczeniu tego słowa, który to pomost objawia się w tym, że żadne z pojęć mojego systemu nie jest zbyteczne i żaden ontolog żadnego z nich odrzucić nie może; może z tych pojęć wyprowadzić (mylnie podług mnie) inne wnioski tylko. U Metallmanna zauważyłbym może brak decyzji między nominalizmem a realizmem pojęciowym, którego to ostatniego nikt chyba z żadną realistyczną ontologią pogodzić nie zdoła. Odpowiednik zdefiniowany to przepis na użycie danego znaku, koniecznego do przyjęcia np. w danym znaczeniu czysto abstrakcyjnym, bez przypisywania odpowiednikowi realnego (danego lub mogącego być danym w jakościach dotykowych) bytu; np. Czas Abstrakcyjny jako nieistniejąca aktualnie synteza wszystkich trwań rzeczywistych, bytów dla siebie i bytów zjawiskowych dla nich. Moje różne „rzeczy“ tak bardzo siedzą korzeniami w rzeczywistości, że nie ma obawy, abym podstawiając za treść pojęcia jego zakres, ulegał złudzeniu, że przez pojęciową analizę dokonywam analizy rzeczy: faktycznie te „rzeczy“ analizuję przez odpowiedni aparat nazw, koniecznych do przyjęcia. Kwestię ontologizacji logiki, której potrzebę widać w niemożności czysto logicznych definicji pojęć takich, jak np. suma zdań, negacja zdania, wynikanie itp.[6], poruszyłem w krytyce Tractatus’a L. Wittgensteina (koniec r. 1934), ale mam zamiar napisać o tym pracę oddzielną. Nie mogę się wstrzymać od wyrażenia podziękowania Metallmannowi za jego idealne streszczenie i dopingującą, ostrą a uczciwą i nie złośliwą krytykę, która obok krytyki T. Kotarbińskiego w Przeglądzie Filozoficznym r. XXXIX zesz. 3 stanowi dla mnie cenny wyjątek, jako dla „wieszadła na psy“, którym byłem w dziedzinie estetyki (Teorii Czystej Formy) i pracy literackiej i teatralnej.

17 IV 1937

Przypisy

  1. Mogą one być skrótami na końcu systemu, ale nigdy pojęciami pierwszymi, które mają wyjaśniać wszystko na początku. To jest hipostazyjne petitio principi, które często dobrze się maskuje.
  2. Chociaż znaczny postęp w kierunku ontologizacji fizyki widzę w ostatniej wspaniałej pracy Bridgmana P. W., Nature of physical theory.
  3. Rozwinięty jest ten opis w mojej tzw. Popularnej monadologii (biurko 1932). Tam właśnie wyjaśniam dokładnie możliwą konstytucję (MM) z (MŻI).
  4. Ciężar nie na mocy samej struktury przestrzeni, tylko w związku z wzajemnym działaniem wszystkich monad na siebie. U mnie Przestrzeń i Czas są nierozdzielne jako jedna forma z Istnieniem, jak u Einsteina, ale w znaczeniu ontologicznym, a nie czysto fizykalnym.
  5. Sądy te nie są gołosłowne. Napisane mam prace o Kotarbińskim, Whiteheadzie i Wittgensteinie (biurko 1932, 1935, 1936).
  6. Bezsilność takich tytanów logistyki wobec tego ostatniego pojęcia na terenie czystej logiki, jak Carnap i Tarski, dowodzi chyba tego dobitnie. Dwa zdania mogą się implikować tylko treściowo. Do implikacji formalnej trzeba trzech zdań (sylogizm). Materialna implikacja w znaczeniu logistyki, jako zupełny bezsens, nie istnieje dla mnie zupełnie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Ignacy Witkiewicz.