O sto cekinów!

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł O sto cekinów!
Podtytuł Powieść perska na tle najświeższych wypadków
Pochodzenie „Kolce“, 1874, nr 51
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1874
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


O STO CEKINÓW!
POWIEŚĆ PERSKA
na tle najświeższych wypadków
przez Klemensa Junoszę.





Świecił i gasnął nad murami Teheranu księżyc srebrny, i jaśniał nad haremami wiernych.
Pobożni odbyli już po dwakroć wędrówkę do Mekki i ogolili głowy swoje w dolinie Mina.
A bogaci karawaniarze i kupcy zasiedli na wezgłowiach jedwabnych, i uczynili między sobą radę.
Trzeba było zebrać skarby wielkie aby obładować wielbłądy i wysłać je pomiędzy niewiernych.
I postanowili zebrać dwadzieścia i trzy tysiące cekinów srebrnych.
Ogłosili tedy wiernym i niewiernym iżby znosili wory ciężkie do pałacu kupców.
I powiedzieli, że kto złoży 100 cekinów i 10 cekinów, otrzyma liść palmowy na którym będzie napis w języku giaurów „akcja.“
Garnął się lud ochotnie niosąc cekiny i srebro, a zapisując imiona swoje na skórach wyprawnych i safianie przednim.
A to było dziełem wielkiego Alego i towarzyszów jego.
Liście palmowe kupowano ochotnie na rynkach Teheranu i płacono za nie wartość półtoraczną.
I nie zajrzała jutrzenka po trzykroć do świętej Kaaby, kiedy już na safianach i skórach, było podpisano za 24000 cekinów.
A w liczbie innych bogaczów przyszedł poważny emir imieniem Imbir-basza, złożył 200 cekinów i 20 cekinów i zapisał się na dwoje liścia palmowego.
A to była słaba iskierka, która miała wzniecić wielki pożar trwogi pomiędzy zgromadzeniem kupców i zapalić łunę strachu nad białym turbanem Alego.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Muezin z wyniosłego minaretu wołał głosem donośnym do wiernych, aby odmawiali Dżiumiej i czynili Rekiaty. W pysznym pałacu zgromadzili się kupcy, między któremi zasiadał Ali.
Ten był dzień wielki, gdyż miano rozdawać liście pomiędzy zapisanych, którzy złożyli cekiny.
Opatrzyło się zgromadzenie, iż skrzynie jego są pełne i nie mogą pomieścić skarbów wszystkich.
I rzekli jednozgodnie kupcy: „dajmy liści palmowych za tysięcy dwanaście, a każdy z zapisanych niechaj weźmie pół liścia.“
I wyszło rozkazanie kupców do pisarzów i rękodzielników malarskich, aby namalowali liści za tysięcy dwanaście.
A zaledwie głos o tem stał się między ludźmi, aliści przyleciał laufer z pałacu kadych, i zawołał głosem donośnym:
„Tobie wielkiemu, mądremu i potężnemu Alemu, wam zacnym i możnym kupcom niosę słowo wyzwania!“
„Przyzywam was przed zgromadzenie kadych, abyście zdali sprawę z postępków waszych.“
„Coście uczynili z liśćmi palmowemi, które kupił od was wielki emir Imbir-basza, który mnie tu przysyła.“
„Krzywdę emira opowie wymowny rzecznik El-Rad-bej który tak przemawia do kadych, iż ci wydają mu wyroki „jako kwiaty z wonią, a jako miłość z wzajemnością.“
„Kładęć przed wami ten pargamin z pieczęcią, a głoszę wam, iż dzień el-arbaa i el-chamis są dniami sądu spraw waszych.“
To rzekłszy odkaszlnął z powagą właściwą prawowiernym i sługom sprawiedliwości ludzkiej.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jechał zadumany Ali na siwym dżanecie, dwóch niewolników wiodło rumaka za cugle jedwabne przetykane złotem; czterech zaś niosło skrzynię z cekinami, postępując na odległości strzały wypuszczonej z łuku.
I zatrzymali się przed pałacem Dominik-Beja.
Wszedł Ali we wrota pałacu i stanął przed obliczem Beja, a złożywszy na stole pisanie Imbirbaszy, skłonił się milcząc.
Dominik-Bej, głęboko uczony w koranie, prawach perskich, tureckich i chińskich — oddawał się już tylko rozmyślaniom pożywając owoce pracy swojej.
Spojrzał na pargamin, a podniósłszy wzrok swój do wysokości brody Alego, rzekł doń:
— Cóż znaczy sto cekinów w porównaniu ze skarby twojemi o! Ali. Są one jako ziarnko piasku na niezmierzonych obszarach pustyni.
Ale wielką jest zaprawdę nienawiść Imbir-baszy przeciwko tobie — a jeżeli kadowie każą mu oddać cały liść palmowy, wtenczas i rzesza upomni się o to.
Na to odpowiedział Ali z pokłonem:
— Większą jest mądrość twoja, a wymowa twoja poruszy sędziów, pójdź o wielki rzeczniku, a upomnij się o sprawiedliwość.
— Dziesięć lat, rzecze Bej, nie zdejmowałem mesztów moich w pałacu kadych, mam mnogie wory cekinów, sady oliwne i pałace, jakoż mam teraz iść?
Sława moja brzmi szeroko od granic chińskich, aż pod krainy niewiernych, przecz mam sięgać po więcej.
— O! nie odmawiaj! zawołał Ali głosem wielkim, a dam tobie i futro przednie z soboli, i srebra skrzynię pełną i złota...
I weszli niewolnicy Alego składając skarby wielkie w przysionku pałacu wielkiego rzecznika.
A po chwili Ali wracał w stronę swego pałacu przy ulicy Królów.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Przyszedł nareszcie dzień al-arbaa, a wrota i dziedziniec pałacu kadych zalegały tłumy...
Jechali kupcy na wielbłądach, szeikowie na koniach, a pospólstwo na mułach i wołach.
Rzecznicy, przed gronem kadych, przedstawiali sprawę palmowych liści. Lud szeptał, że te sto cekinów spornych, pożarło dwadzieścia setek drugich cekinów.
Perły wymowy i mądrości sypały się obficie — lud zdumiony słuchał, wreszcie laufer zatrzasnął drzwi od izby sądowej i wszyscy oczekiwali wyroku.
Dwakroć przesypał się zwolna ładunek piasku w klapsydrze, po czem wyszedł pomocnik kadych i zwaśnionym czytał CVI rozdział Koranu „o zgodzie i jedności Koreiszytów.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale piękny kwiat zgody nie zakwitnął jeszcze w zgromadzeniu kupców, a sto cekinów Imbir-baszy stało się rafą szkodliwą, dla okrętów Alego i drużyny jego.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.