O miłości ojczyzny (Libelt)/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Libelt
Tytuł O miłości ojczyzny
Wydawca Wilhelm Zukerkandel
Data wydania ok. 1924
Druk Wilhelm Zukerkandel
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

IX.
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe.
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gnieździsz w umyśle rozkosze prawdziwe.
Byle cię tylko można wspomódz, wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać[1].
Krasicki.

Uważaliśmy dotąd ojczyznę w jej materyalnych podstawach, dalej upatrywaliśmy ją w jej duchowych potęgach; patrzyliśmy się zgoła na jej ciało dotykalne, widoczne i na jej ducha zapełniającego i ożywiającego to ciało; — przechodzimy obecnie do najwyższych ojczyzny silni, do jej idei uzewnętrznionej, do tych olbrzymich postaci, któremi się ojczyzna do bytu objawia, i przez świat i wieki kroczy, jako osobna wielka jednostka między narodami, w całkowitej pełni życia i działania. Temi wielkiemi ideami ojczyzny, tem wielkiem urzeczywiszczeniem się, nie już celów ludzkich, lecz boskich, są Państwo, Kościół i Dzieje. Podścieliskiem zaś tego trojga objawu jest: byt polityczny, religia i posłannictwo narodu. Rozpatrzmy się w nich bliżej.
Nieszczęśliwy to wyraz w naszym języku »państwo«: mający wyrażać to, co Francuz nazywa l’état, a Niemiec Staat. Trudno nie przypuścić, że gdy się poczynały u nas rozwijać pojęcia idei socyalnych i politycznych, ową najwyższą ideę polityczną narodu pojmowano w garstce uprzywilejowanych panów, i ich rządy, ich korporacyę, której reszta narodu służyła tylko za narzędzie, za niewolnika, nazwano państwem; nie inaczej, jak w familijnem kole, państwem zowie się pan, żona i ich dzieci, a reszta służbą, czeladzią, poddanymi. Aby się więc nie dać złudzić wyrazem, zrozummy się, co jest państwo. — Tę jedną i u nas pojmowano fundamentalną państwa zasadę, że państwo jest wolnością urzeczywiszczoną, że zatem tylko je wolni (panowie) składać mogą. Toteż na pojęcie państwa dopiero w Grecyi natrafiamy, kędy się ród ludzki do wolności obudził. Plato w swojej rzeczypospolitej powiada w dość trafnem porównaniu, że państwo jest na kształt wielkiej tablicy, na której wielkiemi literami wypisana jest sprawiedliwość. Urzeczywiszczenie sprawiedliwości jest zatem platońską ideą państwa. Zdaniem jego pojęcie sprawiedliwości leży w człowieku; jest to siła duszy, miarkująca rozum i żądze; a jako sama składa się z trzech cnót osobnych; z mądrości, męstwa i wstrzemięźliwości, tak i w państwie ma trzy odpowiednie stany: rządców, zarobkowych i żołnierzy. Dzieci są synami państwa i wychowują się kosztem kraju, stąd wspólność kobiet. Niema własności prywatnej, tylko jest własność narodowa. Oto rzeczpospolita Platona w abstrakcyi.
Arystoteles uważa państwo jako najwyższe urzeczywiszczenie społeczeństwa ludzkiego. Poczyna je rodzina, mąż, żona i dzieci; rozprzestrzenia je utworzenie się domu, czyli gospodarstwa, z tych tworzy się osada, sioło, nareszcie miasto i państwo. Popęd do państwa jest przyrodzony. Człowiek nie może żyć w stanie natury, jest on zwierzęciem politycznem (ζῶον πολιτικόν)[2]. Stan państwa jest stanem ludzkim, środkującym między stanem zwierząt i stanem niebian. Z tego to względu idea państwa jest podstawą wszystkich niższych stosunków, i już rodzina, dom, osada, sioło, miasto rozwija się z samej idei państwa. W formach zewnętrznych objawia się państwo jako monarchia, arystokracya, albo rzeczpospolita, z których ostatnia forma najdoskonalsza. Tyrania, oligarchia i demagogia są tamtych form zepsuciem.
Około tych pojęć starożytnych mędrców kręcą się pojęcia nowszych czasów, aż do Montesquieugo i najnowszej niemieckiej filozofii; — lepsze one nawet są o stokroć, niżeli co nowsza polityka w teoryi swojej wypowiedziała. Bo gdy jedni utrzymywali, że państwo jest instytucyą, zabezpieczającą wolność i mienie obywateli, a drudzy, że jest rządem Boga na ziemi; to pierwsi poniżyli wielkie objawienie się na zewnątrz narodu, do podrzędnego środka ku bezpieczeństwu osób, następnie do rodzaju domu poprawy, i w myśl ich system postrachu i ociemnienia, system nieprzyjazny postępowi najlepiejby odpowiadał takiej idei państwa; — drudzy zaś niedaleko odeszli od pojęć Indyan i dawnych Pelasgów, gdzie Brama tworzy z siebie państwo, a Minerwa zakłada Ateny, i zapomnieli, że teokratyczne rządy, mianowicie żydów, nie były dlatego najlepsze. Teorya ta najwięcej jednak przypadła do smaku, i świętość boska przeszła do majestatu głowy ukoronowanej, sprawującej z Bożej łaski najwyższą władzę na ziemi.
Najnędzniejsza jest teorya, pojmująca państwo, jako układ między rządzącymi i rządzonymi, i teorya Hallerowska[3], uważająca państwo, jako instytucyę gwałtem przez mocniejszego wprowadzoną, zmuszającą każdego żyć w stanie społecznym i stosować się do praw krajowych. Kto kiedy słyszał, żeby przez układy, umowy, ugody, państwa powstawały? Gdzie sąd, gdzie apelacya, gdyby jedna strona ugody nie dotrzymała? Jeżeli król w Polsce przysięgał na pacta conventa, a w krajach konstytucyjnych przysięga na konstytucyę, to ten jednostkowy tylko stosunek między królem i narodem nie stanowi jeszcze państwa, które w narodzie samym ma organizacja swoją wewnętrzną. Nareszcie układ każdy, jak stawa dobrowolnie, tak też dobrowolnie rozwiązanym być może. Niechże tu stanie kto na rynku i zawoła: rozejdźmy się. Gdzie? dokąd? — O ile wyższe jest owo Arystotelesowe ζῶον πολιτικόν! — Teorya gwałtu, aby mogła być usprawiedliwioną, musiała autora do różnych następnych twierdzeń doprowadzić, jakoto: ponieważ państwo jest rzeczą dobrą (despotyzm!), więc zmuszanie do dobrego jest rzeczą godziwą; ponieważ ten, co gwałt wykonywa, lepiej położony naturalnie niż ten, co gwałt ponosi, powinna być dynastya z bożej łaski, usposobiona tem stanowiskiem do potrzebnego majestatu i siły. Z tego wypada, że tylko monarchia może być państwem. Dość na tem dwojgu, aby ocenić osławioną Hallera restauracyę nauk politycznych.
Hegel i cała jego szkoła zbliża się do pojęć Platonowych. Wedle nich państwo jest urzeczywiszczeniem się prawa w najwyższej obyczajowości narodu. Stopniami do tej obyczajowości jest rodzina, dalej społeczność. Ale na tych dwóch stopniach wola narodu nie objawiła się jeszcze do wiedzy swojej: w państwie dopiero jest zupełnem widzeniem się siebie. Państwo wie, czego chce, a do tej czystej wiedzy nie miesza się żadna namiętność. Państwo, co działa, działa z namysłu, ze zasad.
Straszna jest w tej teoryi Heglowskiej idealność. Nie dostaje tu wypełnienia. Czuje tu każdy czczość, bo czuje, że państwo jest nieskończenie więcej, niżeli prawem urzeczywiszczonem, niżeli najwyższą obyczajowością, niżeli wiedzą siebie. Myśmy ojczyznę dotąd już w sześciu osobnych momentach uważali, a między tymi prawo było tylko jednym momentem. Możeż państwo leżeć poza tą ziemią, poza tym ludem, poza narodowością, poza językiem, poza piśmiennictwem, i być urzeczywiszczeniem samego prawa. Prawo jest tylko jedną stroną idei, jednym promieniem ducha, jedną z doskonałości najwyższych w Bogu złożonych, i jako takie, jest ideą w sobie osobną, której urzeczywiszczeniem jest historya prawa i istniejące instytucye narodów, ale bynajmniej nie jest, ani nie może być państwem. Zda się, że popełniono omyłkę, ale omyłkę ogromną, gdy wzięto ustawy, któremi państwo stoi, za państwo same; wzięto tu krew obiegającą ciało, dającą życia za sam żywot pełen ducha, wylewający się czynami, które któż weźmie na objaw krwi samej? Więc i państwo, kroczące czynami przez historyę, nie będzie samego prawa rzeczywistością.
Podobnie najwyższa obyczajowość nic w treści nie wypowiada. Jest to trzeci stopień po rodzinie i społeczności — a dlaczego najwyższej? — oto, że się tu naród ujął w całości, jako naród, jako pojedynek (indywiduum). Ale ta wiedza siebie jako całość, jako jedność, jest dopiero pierwszym, najniższym początkiem wiedzy. Cóż po tem człowiekowi, że wie, iż te ręce, te nogi, te wszystkie części ciała wewnątrz i zewnątrz stanowią jedność jego, jako człowieka? Z tej wiedzy nic jeszcze nie wynika, bo nie poznał, czem jest w tej jedności, jaki jego cel, jakie przeznaczenie. Podobnie idea państwa, pojętego jako jedność osobowa, słabem jest jeszcze i bladem jego określeniem, dopóki nie wypowiemy, czem jest ta obyczajowość w tej jedności.
Następnie wniosek, że państwo jest wiedzą zupełną siebie, wydaje się za skory, bo jeżeli ta wiedza ma znaczyć coś więcej, niżeli proste wiedzenie i dążenie do najbliższego celu; jeżeli ma być, czem być powinna, wiedzą ostatecznego celu, który państwu przez samego Boga zakreślonym został, wiedzą swojej misyi, swojego przeznaczenia, i następnie kierowania wszystkich kroków w tej jednej myśli i ku niej jednej, — natenczas narody, jak to Cieszkowski w swoich Prolegomenach wyłożył, stanąć powinny na stanowisku, na którem dotąd nie stały, to jest na stanowisku samowiednej woli ducha; — natenczas twórcy dziejów, będący dotąd ślepemi tylko Opatrzności narzędziami, powinni stać się samowiednymi jej celów wykonawcami. A że to ma być dopiero stanowisko przyszłości, nie byłoby wedle tego dotąd państw rzeczywistych.
Państwo wedle nas jest połączeniem się materyalnej i duchowej ojczyzny w żywot ojczyzny; zlaniem i wykształceniem się wszystkich funkcyi ciała i ducha narodowego, w jeden żyjący, bytujący, działający naród. Żywot narodu, oto naszem zdaniem pełniejsza definicya państwa. Wypada stąd bezpośrednio, że idea państwa mieści w sobie wszystkie powyższe sześć momentów, ale w uszlachetnionem i wyższem znaczeniu, bo każdy ożywiony już ideą żywotną państwa. Ziemia przedstawia się okryta płodami przemysłu, są to zagrody, sioła i miasta; lud przedstawia familie, społeczne towarzystwa, stany; człowiek staje się obywatelem; prawa podnoszą się do obrazu wewnętrznej i zewnętrznej organizacyi i przedstawiają naród, narodowość staje się obliczem, niejako wyrazem twarzy narodu całego; język zmienia się w głośne brzmienie narodu na sejmach, katedrach i kazalnicach; piśmiennictwo zamienia się w szkoły, instytuta, uniwersytety, zgoła w wychowanie narodowe. Każdy zatem moment, który dotąd w abstrakcyi i w oderwaniu uważany, był obumarły, bez życia, bez ruchu, w idei państwa ożywia, rusza się, rośnie, olbrzymieje w postaci zewnętrzne. Wszędzie ruch, pełność życia. Oto państwo.
Państwo będąc żywotem ojczyzny, jest jej teraźniejszością, jej obecnością. Państwo jest to obecna chwila życia narodu. Dzień przeszły, godzina przeszła, już do dziejów należy, będących państwem umarłych, nie żywych. Państwo więc jest nieustannem przechodzeniem z przeszłości w przyszłość narodu, aż się wypełnią dni jego żywota.
Żywot jest harmonią wszystkich władz organicznych, z dysharmonii ich powstaje choroba. Ta harmonia w państwie jest wolnością, wszelka dysharmonia niewolą. Dążenie do coraz rozleglejszej harmonii, aż do ostatnich kończyn społecznych, jest dążenie do coraz doskonalszej wolności, — i to jest żywot postępowy narodu.
Żywot każdy jest półelipsą, zakreśloną od punktu do punktu, czyli od nicości do nicości, i państwo, jako żywot narodu, ją zakreśla, a zatem ma początek, młodzieńczość, męskość, starość i śmierć; — ma swoje ognisko w miłości ojczyzny. Żywot jest to objawienie życia, a to się objawia przez czyny, do czynów zaś potrzeba woli; żywot też człowieka dopiero się rzeczywiście poczyna, gdy staje się panem woli swojej. Żywot więc narodu znamionować się musi czynami narodu, a zatem urzeczywiszczeniem się jego woli niezawisłej, i odtąd dopiero, gdy naród wolę swoją czynem objawić zdolen i mocen, poczyna się rzeczywiście nazywać państwem. Najniższy to jest stan państwa, gdzieby powiedzieć można, jak Ludwik XIV.: l’état c’est moi, to jest, gdzie zamiast woli narodu jest wola osobista jednego. Ustawy rządowe, konstytucye, nic innego nie są, jeno orzeczeniem się woli narodu przez coraz rozleglejsze masy. Równolegle z rozległością woli narodu idzie rozległość wolności narodu i cała walka ludu, dobijającego się o wolności i swobody, jest koniecznym rozwojem żywota ojczyzny, czyli państwa. Nie można zatem powiedzieć, aby państwo w rozwoju swoim było rozwijaniem samego postępu. Jest niem w pierwszej połowie drogi swojej; w drugiej połowie jest zstępem z punktu swego kulminacyi.
Wysokość tej kulminacyi i długość tej drogi jest bardzo rozmaita. Narody są w dziejach ludzkości, jak osoby pojedyncze w dziejach narodu, najniższego i najwyższego znaczenia. Jedne stanowią tylko masę ludzkości; drugie czynny biorą udział, ale nie stanowczy; inne wreszcie są narody przewodne, w swem ręku dzierżące berło historyi. Lud w ludzkości jest tem, czem jest człowiek, mieszkaniec w państwie, naród zaś jest to lud mniej więcej wyzwolony w prawach swoich, jest to zatem obywatel w ludzkości.
Aby naród mógł wolę swoją objawić, a zatem, aby mógł zostać państwem, trzeba mu bytu politycznego: na nim, jako na podstawie, wznosi się gmach państwa. Bez bytu politycznego niema państwa, ale bez bytu politycznego jest ojczyzna, i ta to ogromna jest różnica między ojczyzną i państwem. Już zatem tu przeczuwamy, na coby się dawniej z nami mało kto był zgodził, że ojczyzna wyższą jest ideą, niżeli idea państwa, a co w przedostatnim numerze tej rozprawy uzasadnić będziemy chcieli.
Byt polityczny na tem stanowisku jest tem w idei, czyli w żywocie ojczyzny, czem była ziemia w jej materyalnej, a narodowość w jej duchowej stronie. Byt polityczny jest jednością ziemi i narodowości. Bo aby narodowość, ów pierwiastek boski, ku nieścignionym celom Opatrzności przygotowany, ów w ludzie niepokalanie poczęty zarodek, mógł na tej ziemi tak, a nie inaczej położeniem określonej, rozrosnąć i rozmódz się, — bytu politycznego, czyli niezawisłej woli narodu mu potrzeba.
Państwa więc rodzą się, a ojczyzna żywota i postaci zewnętrznej, upostaciowanej nabiera, gdy lud byt polityczny sobie zdobywa, gdy z mieszkańca tej kuli ziemskiej staje się jej obywatelem. Są ludy jak ludzie, co się nigdy do tej wolności obywatelskiej nie podniosą, co zawsze są w klienteli i opiece innych narodów. W ludzie takim niema zarodu wyższych podniet, w księdze przeznaczenia jego nazwisko nie zostało zapisanem do przeprowadzenia wielkich celów nieskończonego ducha.
Ale, gdzie Bóg wlał w narodowość ludu te wyższe ku wyższym celom zdolności, gdzie mu już w kolebce, jako dziecięciu, świeci oko geniuszu blaskiem, tam lud-dziecię dorósłszy w młodziana siły, poczuwa krewkość i przeznaczenie swoje, i chrztem sowitej krwi swojej i zdumiewającemi świat poświęceniami wyzwala się do niepodległości. Tak się wyzwalały do stanowiska państw udzielnych osady i hołdowne ludy.
Tu po raz pierwszy widzimy, że ojczyzna po swych córach i synach wymaga poświęceń, a nawet krwi i życia w ofierze. I nie dziw. Ojczyzna przechodząc w państwo zdobywa sobie żywot, a żywot wszelki jest z krwi. Ludzkość, jak matka Ewa wypędzona z raju, wyłania naród z wnętrzności swoich, w bólach i w krwi upływie. Ale i dalszy żywot ojczyzny jest życiem życia każdego krajowca w szczególności, jest nieustannem poświęceniem się każdego dla dobra ojczyzny. Jej swą pracę, swój przemysł, swoje zdolności, jej mienie swoje w ofierze przynosi. Tylko tem poświęceniem żyje i utrzymuje się ojczyzna. A kiedy zagrożona jej całość, albo wewnątrz kraju, — gdy wyrodne syny bunt przeciwko niej podnoszą, obierając z własności i swobód i matkę, i liczną, milionową jej dziatwę, a młodsze rodzeństwo swoje; — albo zewnątrz kraju, — gdy łupu chciwy sąsiad naszedł jej granice, lub też w dumie i lekkomyślności znieważył jej honor i imię, targnął się na uświęcone prawa narodów, — wtenczas ojczyzna woła wiernych swoich synów do boju, aby szli walczyć za jej całość, za jej sławę; — wtenczas trąba wojenna, jak trąba archanioła przy zmartwychwstaniu, zbudzą każdego krajowca od najwyższego do najniższego, i grzmi mu głosem sądu Pańskiego! »Wszystko czem jesteś, jesteś z łaski ojczyzny twojej, boś jest jej cząstką. Powstawaj, śpiesz na jej obronę, rzucaj wszystko, co ci jest drogiem, bo to, co jest najdroższem, ojczyzna twoja, jest w niebezpieczeństwie!« A ten głos dla prawych jest głosem natchnienia, dla nieprawych synów przerażenia głosem. Zwycięstwo i całość od liczby pierwszych zależy. Gdzie zaś masy ludu na ten głos nie poruszą się, tam widać, lud nie zaznał matki swojej i dlatego głosu jej nie rozumie.
Miłość zatem ojczyzny, pojmująca jej żywot w państwie, a tem samem w bycie politycznym, przedstawia się tu w poświęceniach dla niej. Tem świetnem imieniem poświęcenia uczczone czyny krajowca, z miłości ojczyzny płynące. Na jej on ołtarzu składa nie tylko pierworodne owoce swoje i dziesięciny, ale gdy trzeba, składa cały majątek swój, zdrowie swoje, szczęście swoje, życie swoje. Oto najwyższa ofiara, gdzie sam siebie przynosisz w ofierze.
Poświęcenia tu są dwojakiego rodzaju: w pokoju i wojnie. Podatki, które składasz, są dziesięciną świecką dla ojczyzny. One są jej nerwem, jej siłą muskularną. Każdy wie, że organizacya państwa w pokoju, i siła zbrojna narodowa, podniesienie przemysłu, zaprowadzenie szkół, ulepszeń, bez podatków uskutecznić się nie dadzą. Podatki są więc pierwszym stopniem poświęcenia dla ojczyzny. Wynagradzają one się krajowcom, jeżeli tylko swobody nimi okupione, rozciągają się i rozlewają na wszystkich podatkujących. Lecz kiedy się u nas szlachta wyłamywała z pod podatków, i cały ich ciężar składała na lud biedny, wyłączony od swobód, owym groszem wyciśnionym okupionych, możnaż powiedzieć, że ta szlachta pojmowała ojczyznę? a dokazując cudów męstwa na polu bitwy, wiedziałaż, za co krew przelewa? Ta niewiadomość tego, co to jest ojczyzna, to jej niepojmowanie, wyrodziły owo najsromotniejsze samolubstwo: opływać samemu w dostatkach matki i chcieć przy tem, aby tę matkę utrzymywały miliony biednych dziatek, którym się z dóbr jej, ani nawet ze sławy i imienia matczynego nic nie dostało w podziale. Jest to hydra majoratu w olbrzymiej swojej postaci. Stan rycerski, to syn pierworodny, na którego przechodzi tytuł, majątek, godności i swobody ojczyzny; lud zaś milionowy, to młodsze dzieci, obrane z tego wszystkiego, wskazane nadto na pracę i ciężary publiczne. Dziwujmyż się jeszcze, że ojczyzna upadła! Gdy nie było poświęceń w czasie pokoju, aby się zrzec tak ohydnego majoratu, poświęcenia w czasie wojny nie uratowały państwa, — bo panów na pochłonienie dóbr ojczyzny dosyć było, ale za mało na zasłonienie jej piersiami swojemi.
Gdzie podatki nie starczą na podniesienie korzystnych instytucyi kraju, tam je podnoszą stowarzyszenia prywatnych, świadczące o zamiłowaniu dobra publicznego, a tem samem o zamiłowaniu ojczyzny. Asocyacye w Anglii cudów ponadokazywały. Każda z nich jest jak silny atleta o tysiącach rąk i nóg, i o tysiącach głów, i dźwiga barkami swymi w górę byt dobry i potęgę narodową. Każda z nich łącząc myśli, zdania i chęci wielu w jedno ognisko, jest jak szkło palne, przepalające deski przesądu, a zapalające światło narodowe. Każda z nich natężeniem sił pojedynczych jest jak machina parowa, która zapory łamie i ciężary spraw publicznych w łatwy puszcza obieg. Gdybyśmy u nas chcieli brać miarę miłości ojczyzny z tego rodzaju żywotnych poświęceń, składek, stowarzyszeń, podjętych w sprawach dobra publicznego, — ostatnie może lata, i to w pewnych tylko okolicach wyjąwszy, — musielibyśmy się zarumienić ze wstydu nad przechwałką, w uściech nie oledwie każdego będącą, że kochamy ojczyznę. Posłuchajmy, co mówi Lelewel o przedsiębiorstwie tego rodzaju Antoniego Tyzenhausa:
»Od początku panowania Stanisława Augusta, Antoni Tyzenhaus, podskarbi narodowy w Litwie, z siebie przemożny pan, olbrzymie poczynił projekta i wielkie do podniesienia Litwy postępy. Ulepszenie budownictwa, naprawianie dróg, rozszerzyło się po tej krainie. Pod Grodnem zbudował przedmieście Horodnicę, gdzie założył główne działań swoich siedlisko. Z innej strony za miastem, przy rzece Łosośnie, dźwignął gmachy, gdzie liczne rękodzielnie osadzał. W krótkim czasie w Łosośnie i na Horodnicy widziano wyroby wybornego sukna, obrusów, jedwabne, żelazne, pojazdów. W tych wszystkich fabrykach użyci wszelkiego stanu krajowcy udowodnili usposobienie miejscowe, które, aby wydobyć na jaw, trzeba było przełamać wstręty, uprzedzenia i przesądy, z którymi Tyzenhaus śmiało, a czasem gwałtownie walczył. Czynny jego umysł coraz rozprzestrzeniał swe widoki i każdy zakład do zupełności przywodził. Zakładał w Grodnie szkołę nauk przyrodzonych i medyczną.« — Opisuje dalej Lelewel, jak znaczenie i łaska króla wznieciły przeciw Tyzenhausowi zawiść i niechęć; jak, gdy kredyt jego na chwilę się zachwiał, wzniesiono krzyki; jak król poduszczony i na rozkaz imperatorowej roku 1782 tyle krajowi i jemu samemu zasłużonego męża opuścił i wydał na pastwę chciwości. — »Potwarz, gwałty i obelgi odjęły mu sposobność usprawiedliwienia się. Pod pozorem, że na milion wpadł w kalkulacyę, z jego majątku cztery miliony wyegzekwowano. Resztę jego fortuny prywatna zmowa rozerwała i bezkarnie sobie przywłaszczyła. Oburzony niesprawiedliwością i krzywdą Tyzenhaus, przed zajezdnikami z Horodnicy z kijem w ręku ustępujący, w upadku nieugięty, pod bokiem królewskim w Warszawie zapomniany, niezadługo w biedzie 1785 r. życia dokonał. Stoi Horodnica i sterczą dotąd łomy wzniosłych ścian Łosośny, świadki niedołęstwa, co nie tylko się złości oprzeć nie może, ale się jej działań narzędziem staje. Fabryczne Tyzenhausa zakłady niezwłocznie opuszczone zostały, nawet prześladowane.«
Oto przykład, jeden z najsmutniejszych, jak u nas pojmowano ojczyznę. Nie sądzono, że się ojczyzna, ale że się Tyzenhaus bogaci, i stąd zawiść i prześladowanie. I dziś jeszcze poświęcenia niejednych szlachetnych ludzi uważają za despotyzm, dyktaturę, chęć wyniesienia się; nie patrzą na roślinę, co pięknie zakwita i plon rokuje, ale jakby zazdroszczą tym, pod których ręką i za których staraniem ona zakwitła i owoc wydała. Okropne to zaślepienie, z którego gdy się nie wyleczymy, godło miłości ojczyzny kłamstwem będzie, i długo jeszcze za to kłamstwo pokutować będzie trzeba. Siebie się wyprzej, oto hasło, pod którem twoja miłość ojczyzny prawdą będzie, bo dla niej, nie dla siebie będziesz się wtenczas poświęcał. Niema większego świętokradztwa w znaczeniu świeckiem, jak gdy kto sprawę publiczną zniża do środka osobistych swoich widoków. Nie masz też grzechu, któryby się ciężej karał, bo się karze klęskami publicznemi.
Na błoniach pokoju wreszcie pokwitują cnoty obywatelskie. Zerwać je tylko potrafi serce prawe i miłością ojczyzny zagrzane. Po tych błoniach powiewa wiatr odwagi cywilnej, płomieniami tejże miłości rozniecony. Każdy krok twój, który tu stawiasz, jest jedną z funkcja żywota ojczyzny, jest jednem tętnem w pulsowych jej żyłach. Słowa twoje stają się zaraz ciałem, czyny twoje rozpładzają się natychmiast w skutki. W żywocie ojczyzny wszystko w jej żywot się obraca. Tyś więc jest, który do jej krwi i wnętrzności prowadzisz, albo pożywne soki, albo zwolna dojmującą truciznę. Zadrżyj na tę myśl, że nikczemnikiem będąc, matkobójcą razem jesteś, bo matkę-ojczyznę zabijasz. Ale błogie przekonanie temu, kto jej w miłości służył całe życie swoje; nie siebie, nie majątek swój miał na widoku, ale publiczne dobro, krajowi swemu niósł zdolności swoje, a i syna do posług krajowych sposobił.
Jak w rzeczach zbawienia wiara i dobre uczynki nawzajem się dopełniają i jedno bez drugiego płonne jest, tak w rzeczach ojczyzny obowiązki prywatne dopełniać się muszą obowiązkami publicznymi. Czemkolwiek jesteś, bądź w zawodzie swoim tęgim i gorliwym, ale bądź oraz umiejętnym i gorliwym obywatelem. Niech cię w równej mierze sprawy publiczne, jak twoje prywatne obchodzą, a gdzie trzeba, te nawet tamtym przynieś w ofierze. Bez prywatnego stanowiska nie ma człowiek podstawy, bez publicznego nie ma godności. Jedno i drugie trzeba połączyć, aby być obywatelem, to jest żywotnej ojczyzny synem. Czyli poprostu powiedziawszy, nie tylko w sercu, trzeba też mieć w głowie; i nie tylko w głowie, trzeba też mieć w sercu.
Im wyżej kto stoi, im bliżej steru nawy narodowej, tem konieczniejsze owo połączenie rozumu i serca. Dość pojrzeć na scenę ostatnich walk narodowych. Najwięcej klęsk było skutkiem albo niedołęstwa, albo przebiegłej woli, co oboje graniczy z podłą zdradą.
Poświęcenia podczas wojny, w imię chwały, lub w imię niepodległości podjętej, wyższego są rodzaju. Głos: do broni! jak iskra elektryczna mieszkańców przelatuje. Jest to tak gwałtowne wstrząśnienie w całem ciele ojczyzny, że je i ostateczne kończyny poczują. W tym stanie, jak gdyby w ograżce całego narodu, każdy uczuwa, że jest ojczyzny synem, że w skład jej ciała i ducha wchodzi; że ojczyzna zatem nie jest czczem urojeniem, ale ma żywot rzeczywisty, z żywota całego narodu złożony. Huk dział nieprzyjacielskich, co się na granicy rozlega, godzi straszliwie w serce każdego mieszkańca, przeczuwa on, że tu nie mury jego domostwa, ale mury ojczyzny się wstrząsły, że zadrżało jego serce, jako jeden punkt olbrzymiego narodowego uczucia.
Więc gromadzą się zastępy synów ojczyźnie na ratunek. I niebawem okryte pobojowiska trupem, kalectwa i blizny świadczą o poświęceniu się jej obrońców. Postaci pod Fleurus poległych republikanów zastygły w zaciętości i w zapale, co ich ożywiał: chude, blade, ale groźne, w otwartych oczach jeszcze widać było mściwą groźbę nieprzyjacielowi słaną. — Wśród walki o niepodległość zapał i zapomnienie siebie tak wielkie, że człowiek głuchy na wszystko, by też świat naokół niego rwał się w swoich posadach. Kiedy Rzymianie i Kartagińczykowie walczyli nad jeziorem Trasymenus, było właśnie trzęsienie ziemi, i pod nogami wojowników, w rzeczywistem słowa znaczeniu, drżała i stękała ziemia. Oto poświęcenie się za wolność. Lecz czy te poświęcenia zawsze uwieńczone tryumfem? — Zawsze, gdy je naród cały czyni, gdy naród cały powstaje. Niema potęgi, któraby ujarzmić potrafiła naród kilkomilionowy, powstający w obronie praw swoich i swobód. Jeżeli więc po wojnie zamiast hymnu zwycięstwa rozgłośnego po świątyniach, rozlega się po kraju brzęk kajdan, a z pieczar więzienia i z tułactwa dochodzi głos nędzy i ucisku, wielka to kara Boża, za tych, co Bogu, światu i ziomkom swoim miłością ojczyzny kłamali.
Negacyą miłości ojczyzny na tem stanowisku jej żywota jest zdrada kraju. Wina przeciwko ziemi, ludowi, prawom, przeciw narodowości, językowi, literaturze rodzimej jest ciężką winą, ale nie piętnowała jeszcze winowajcy wypalonem na czole znamieniem zdrajcy. Bo jako targnienie się na majątek lub sławę człowieka krzywdą jest, ale zbrodnią staje się dopiero targnienie się na jego życie, tak zamach wymierzony przeciwko żywotowi ojczyzny dopiero ohydną zdradą jest — najwyższą zbrodnią publiczną, a stąd najwyższą hańbą, jaką się człowiek okryć może. Knowanie spisku na zgubę ojczyzny, zmowy z nieprzyjacielem kraju, najście ziemi rodzinnej z cudzoziemskiem wojskiem, służenie nieprzyjacielowi radą lub pomocą, szpiegostwa płatne lub niepłatne, opuszczenie obowiązków dla widoków lub przekupstwa, — oto zdrady na wielką skalę, godne, gdy duma obrażona ich podnietą, Koryolanów i Glińskich, a gdy podłość i nikczemność, Efialtesów i Jurgaszków. Czemuż nie można wydrzeć z kart historyi naszej ogłoszonych r. 1794 imion najznamienitszych rodzin w kraju, płatnych przez nieprzyjaciela ojczyzny (zob. Przypiski do panowania St. Augusta przez Lelewela). Najohydniejsza to karta dziejów, zgrozą i wstydem przejmująca dzisiejsze pokolenie. Jakże naprzeciw temu obrazowi odbija, co czytam w opisie podróży Arnima z r. 1841 po Hiszpanii: »Przebywając te okolice (między Andujar i Bajlen) komuż nie przypomni się ważna w hiszpańskiej wojnie o niepodległość kapitulacya generała Dupont w Bajlen roku 1808, wskutek czego Francuzi następnie cały półwysep Pirenejski opuścić musieli. Klęski te ponosił nieprzyjaciel dlatego szczególniej, że gdy ogólna była nienawiść i zemsta przeciw Francuzom, nie mogli nikogo dostać na szpiega, i zawsze zostawali w niepewności sił i poruszeń dowódców hiszpańskich.« To samo i o naszym poczciwym ludzie powiedzieć można.
Państwo więc przedstawia się najistotniejszym żywotem ojczyzny, z którym żywoty wszystkich krajowców najściślej są połączone. Nic prawdziwszego nad to, co Mickiewicz w czasach czystego natchnienia miłości ojczyzny powiedział: »Nie było szczęścia w domu, bo go nie było w ojczyźnie.« Wyrzekł w tych kilku słowach ową nierozerwaną jedność krajowca z ojczyzną, na jedności żywota ugruntowaną. Jej klęski są klęskami jej dzieci; jej szczęście ich szczęściem. Kiedy więc ojczyzna żałobą okryta, wesela prywatnych osób wydają się, jak gdyby pląsy na cmentarzu, wśród grobów rodziców, sióstr i braci.
Największą zaś klęską narodową musi być dla mieszkańców jednego rodu utrata bytu politycznego, i dlatego, jak żydom prorocy, tak Piotr Skarga przepowiadając narodowi swemu upadek wolności politycznej, przepowiadał oraz wszystkie konieczne stąd następstwa. »Przyjdzie na was niewola, mówi, w której wolności wasze utoną i w śmiech się obrócą. Wszyscy z domy i zdrowiem swojem w przyjacielskiej ręce stękać będą, poddani tym, którzy ich nienawidzą.« — »Ziemie i księstwa wielkie, które się z koroną złączyły i w jedno ciało zrosły, odpadną, i będziecie jako wdowa osierociała, wy, coście drugie narody rządzili, i będziecie ku pośmiechu i urąganiu nieprzyjaciołom swoim.« — Będziecie nie tylko bez pana krwie swojej, ale bez ojczyzny i królestwa swego, wygnańcy, wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy, włóczęgowie, które popychać nogami, tam, gdzie was pierwej ważono, będą.« — »Będziecie nieprzyjaciołom waszym służyli, w głodzie, w pragnieniu, w obnażeniu i we wszystkiem niedostatku, i włożą jarzmo żelazne na szyje wasze.« — »Jedni z was poginiecie głodem, drudzy mieczem, a trzeci się po świecie rozprószycie.« (Zobacz Kazanie Sejmowe Skargi III. i VIII.)
Że się te proroctwa, wyjęte prawie słownie z Izajasza i Jeremiasza, iściły na żydach, i na każdym narodzie, co byt swój polityczny utracił, nic naturalniejszego. Albowiem ojczyzna, bez politycznego istnienia, żywota wolności nie ma, olbrzymiem ciałem leży obumarła bez władzy i ruchu, i dlatego obce siły i potęgi bezkarnie po niej deptać mogą, rozdzielać jej ziemie, uciemiężać i rozpraszać lud, znosić instytucye, urągać narodowości, język ograniczać, słowo i pismo przytłumiać. I prawdzi się, co Tacyt w życiu Agrykoli powiedział: ubi solitudinem faciunt, pacem appellant[4].
Kiedy więc takie konieczne następstwa idą za utratą bytu politycznego, miłość ojczyzny do tego bytu najsilniej przywiązaną być musi. Rodak powinien czuć to wskroś i żywo, że tylko jako człowiek wolnego narodu jest wszystkiem, inaczej jest niczem. Naodwrót, gdzie zagrożony jest byt polityczny, tam naród wszystkich sprężyn swoich poruszyć powinien. Prusy w r. 1813, na ognistą odezwę króla swego, pokazały, co może miłość ojczyzny. Uciśniony i okrojony naród w rok jeden dyktował prawa dawnym zwycięzcom swoim i to w murach ich własnej stolicy. Jak w tym przykładzie historycznym, tak i w wielu innych najdowodniejsze mamy przekonanie, że byłeś w masie narodu rozbudził miłość ojczyzny, i bramy piekielne przeciwko niemu nie przemogą. Potęga całego świata jest za słaba do ujarzmienia narodu, co w imię miłości ojczyzny powstaje i praw swoich broni. Takim był Rzym w wojnach z Gallami i Kartagińczykami, taką była Grecya za wojen perskich.

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Dla ciebie zjadłe... — fragment Świętej Miłości Ignacego Krasickiego.
  2. Przypis własny Wikiźródeł ζῶον πολιτικόν — słynne określenie człowieka padające w pierwszej księdze Polityki Arystotelesa.
  3. Przypis własny Wikiźródeł teoria Hallerowska — teoria patrymonialna monarchii autorstwa Karla Ludwiga von Hallera.
  4. Przypis własny Wikiźródeł ubi solitudinem faciunt... (łac.) — fragment Żywota Agrykoli (łac. De Vita Iulii Agricolae; 30.6) Tacyta; w przekładzie zespołu Wikiźródeł: gdy tworzą pustynię — nazywają to pokojem.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Libelt.