Niebezpieczne związki/List XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST XI.

Prezydentowa de Tourvel do pani de Volanges.

Surowy twój list, szanowna moja przyjaciółko, byłby przeraził mnie z pewnością, gdybym, na szczęście, nie znajdowała tutaj więcej rękojmi dla mego bezpieczeństwa, niż ty mi kreślisz, pani, przyczyn do obawy. Ów groźny pan de Valmont, który ma być postrachem wszystkich kobiet, zdaje się odłożył swe mordercze bronie, zanim przestąpił mury tego zamku. Daleki od snucia jakichbądź zamysłów, wyzbył się tutaj niemal wszelkiej kokieteryi; i talenty uroczego światowca, jakie przyznają mu nawet nieprzyjaciele, znikły prawie w zupełności, aby zostawić jedynie przymioty dobrego i sympatycznego chłopca. Widocznie to wiejskie powietrze jest przyczyną takiego cudu. O jednem mogę panią upewnić, a mianowicie iż, mimo że p. de Valmont przebywa bezustannie w mojem towarzystwie i nawet zdaje się sobie w niem podobać, nie wymknęło mu się dotąd ani jedno słowo, któreby bodaj trochę trąciło oświadczynami, ani jedna z owych aluzyj, na jakie pozwalają sobie wszyscy mężczyźni, nie mając, tak jak on, warunków na ich usprawiedliwienie. Nigdy nie zmusza mnie do tej baczności, za jaką musi się dzisiaj chronić każda szanująca się kobieta, aby powstrzymać zapędy otaczających mężczyzn. Umie nie nadużywać tej wesołości, jaką promieniuje naokoło siebie. Lubi może trochę zanadto chwalić, ale czyni to w sposób tak delikatny, że zdołałby Skromność samą oswoić z pochlebstwem. Słowem, gdybym miała brata, pragnęłabym, aby był taki, jakim pan de Valmont się tutaj przedstawia. Być może, iż wiele kobiet życzyłoby sobie z jego strony wyraźniejszego nadskakiwania; lecz, co do mnie, wyznaję, szczerą mam wdzięczność dla niego, iż umiał ocenić mnie dość dobrze na to, by mnie nie stawiać w ich liczbie.
Ten obraz pana de Valmont różni się bezwątpienia bardzo od wizerunku, który ty mi, pani, nakreśliłaś; mimo to jednak, oba mogą być wierne, zależnie od czasu. On sam przyznaje, iż popełnił wiele błędów; być może, że i świat dorzucił niejedno na jego rachunek. Ale niewielu mężczyzn zdarzyło mi się spotkać, którzyby mówili o uczciwych kobietach z większym szacunkiem, powiedziałabym prawie entuzyazmem. Z listu pani wnoszę, że przynajmniej ta jego cnota nie jest obłudą. Jego odnoszenie się do pani de Merteuil jest tego dowodem. Często mówi nam o niej; a czyni to zawsze z takiemi pochwałami i z akcentem tak szczerego przywiązania, iż mniemałam, aż do otrzymania pani listu, że to, co on nazywa przyjaźnią między nimi dwojgiem, było w rzeczywistości miłością. Wyrzucam sobie obecnie ów sąd tak niebaczny, w którym ponoszę tem większą winę, ile że on sam niejednokrotnie dokładał starań, aby uchronić tę zacną osobę od takich podejrzeń. Wyznaję, że uważałam jedynie za dyskrecyę to, co było z jego strony uczciwą szczerością. Nie wiem, ale wydaje mi się, że ktoś, kto jest zdolny do równie stałej przyjaźni dla kobiety tak godnej szacunku, nie może być beznadziejnym lekkomyślnikiem. Poza tem, nie wiem, czy owo stateczne prowadzenie się, jakiego tu daje dowody, zawdzięczamy jakiejś intrydze w okolicy zamku, jak pani to przypuszcza. Jest wprawdzie parę powabnych kobiet w sąsiedztwie; ale p. de Valmont wychodzi z domu wogóle mało, wyjąwszy rano i wówczas mówi, że idzie polować. To prawda, że rzadko przynosi ze sobą zwierzynę; ale zapewnia, iż bardzo z niego niezręczny myśliwy. Zresztą, niezbyt troszczę się o to, co on może robić po za domem; i, jeżeli pragnęłabym to wiedzieć, to jedynie, aby mieć jedną przyczynę więcej przychylenia się do zdania pani, lub też przekonania cię o słuszności mojego.
Co się tyczy rady twojej, droga przyjaciółko, abym postarała się o skrócenie pobytu pana de Valmont, wyznaję, że nie wiem, czy ośmieliłabym się prosić jego ciotkę, aby odmówiła gościny swemu siostrzeńcowi, zwłaszcza, że jest do niego bardzo przywiązana. Przyrzekam pani jednak, lecz jedynie, by iść za twą radą, a nie z istotnej potrzeby, że chwycę się jakiejś sposobności, i spróbuję przedłożyć tę prośbę albo jej, albo wprost jemu. Co się mnie tyczy, to p. de Tourvel wie, iż miałam zamiar pozostać tutaj aż do jego powrotu, i zdziwiłby się, nie bez słuszności, gdybym tak lekko odmieniła to postanowienie.
Rozpisałam się może zbyt długo w tym przedmiocie, ale zdawało mi się, że winna jestem prawdzie owo pochlebne świadectwo dla p. de Valmont, świadectwo, którego w twoich oczach, pani, zdawał się bardzo potrzebować. Nie mniej szczerze wdzięczną jestem pani za tę przyjaźń, która podyktowała ci twoje przestrogi. Jej również winna jestem wszystkie miłe słowa, jakiemi mnie obdarzasz z okazyi opóźnienia małżeństwa swej córki. Dziękuję serdecznie za zaproszenie; ale, mimo całej przyjemności, jaką sobie obiecuję po chwilach spędzonych w pani towarzystwie, poświęciłabym je chętnie, gdyby przez to panna de Volanges prędzej mogła stać się szczęśliwą, o ile wogóle kiedy może być nią bardziej, niż teraz, przy boku matki, tak godnej całej jej czułości i szacunku. Podzielam z nią oba te uczucia, i proszę, abyś raczyła to zapewnienie przyjąć ze swoją zwykłą dobrocią.
Mam zaszczyt etc.

13 sierpnia 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.