Na greckiej fali/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Bukowiński
Tytuł Na greckiej fali
Data wydania 1906
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
II.

W miesięcznym blasku smukłe masztów słupy
Mienią się, niby ze srebra wykute.
Podróżni, w drobne połączeni grupy,
Zdają się marzyć, w tę odwieczną nutę
Wsłuchani, którą o wieczornej porze
Śpiewa niekiedy cisza, księżyc, morze —

I niebo całe, gwiazdami usiane...
O takiej, ptaku złoty, śniłem chwili!
Więc zasłuchany obok ciebie stanę,
Będziemy z cicha do siebie mówili,
Aby nie spłoszyć tych duchów, co wkoło
Girlandą marzeń oprzędły twe czoło...

Na przodzie statku, jak gwiazda na czole
Rumaka, który cwałuje przez stepy,
Latarni płomień lśni. Lecz dzisiaj wolę
Odludny kącik ten, głuchy i ślepy,
Gdzie, chociaż gwiazdy na niebie zagasną,
Będzie nam razem zacisznie i jasno.

Błękitna fala ciemne bierze tony,
Gdzieniegdzie tylko srebrna błyśnie smuga.
Za nami — przestwór morza niezmierzony,
Bliżej — jakgdyby olbrzymiego pługa
Brózda za statkiem biegnie, znacząc ślady,
W których się kąpią sennych gwiazd gromady.

Dwie mleczne drogi lśnią nam przed oczyma:
Jedna na niebios bezbrzeżnym obszarze,
Druga — za nami tuż — w uwięzi trzyma
Nasz wzrok i w głębie spoglądać nam każe,
Szepcząc, że wśród tej srebrnych pian powodzi
Czasem i szczęścia gwiazdę się znachodzi.

Szczęście... Ach! Ono na grobach nie kwitnie,
Ruin — zielenią bluszczów nie ocienia.
Lecz czasem — dobrze pomarzyć błękitnie
I tak — w objęciach cichych zapomnienia —
Jak złotoskrzydłe, wiosenne motyle,
Z upojeń czary pić — choć krótką chwilę!

Dość mi już próżnych szamotań się ducha,
Bądźmy dziś tylko — szczęśliwi i prości.
Dokoła cisza otacza nas głucha,
Niebo, jak wielka świątynia miłości,
Kopułę skrzącą roztacza nad nami.
Płyniemy razem, zakochani, sami...

Ach, w takiej chwili próżnych słów nie trzeba!
Patrz! Na powierzchnię morza granatową
Brylanty lecą z płonącego nieba,
By się w twych oczach zapalać na nowo,
Gdzie już głąb morska zawarła swe tonie...
Te oczy cudne daj!... te usta... dłonie...

W duszy pieśń szczęścia brzmi, jak wszechświat stara.
Twój pocałunek upaja rozkoszą,
Jak cypryjskiego wina lśniąca czara.
Usta się same o milczenie proszą,
Na gorycz zwątpień boskie dając leki.
Więc — niech ten uścisk nasz trwa... całe wieki!








Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Bukowiński.