Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
II.


W miesięcznym blasku smukłe masztów słupy
Mienią się, niby ze srebra wykute.
Podróżni, w drobne połączeni grupy,
Zdają się marzyć, w tę odwieczną nutę
Wsłuchani, którą o wieczornej porze
Śpiewa niekiedy cisza, księżyc, morze —

I niebo całe, gwiazdami usiane...
O takiej, ptaku złoty, śniłem chwili!
Więc zasłuchany obok ciebie stanę,
Będziemy z cicha do siebie mówili,
Aby nie spłoszyć tych duchów, co wkoło
Girlandą marzeń oprzędły twe czoło...

Na przodzie statku, jak gwiazda na czole
Rumaka, który cwałuje przez stepy,
Latarni płomień lśni. Lecz dzisiaj wolę
Odludny kącik ten, głuchy i ślepy,
Gdzie, chociaż gwiazdy na niebie zagasną,
Będzie nam razem zacisznie i jasno.