Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Błękitna fala ciemne bierze tony,
Gdzieniegdzie tylko srebrna błyśnie smuga.
Za nami — przestwór morza niezmierzony,
Bliżej — jakgdyby olbrzymiego pługa
Brózda za statkiem biegnie, znacząc ślady,
W których się kąpią sennych gwiazd gromady.

Dwie mleczne drogi lśnią nam przed oczyma:
Jedna na niebios bezbrzeżnym obszarze,
Druga — za nami tuż — w uwięzi trzyma
Nasz wzrok i w głębie spoglądać nam każe,
Szepcząc, że wśród tej srebrnych pian powodzi
Czasem i szczęścia gwiazdę się znachodzi.

Szczęście... Ach! Ono na grobach nie kwitnie,
Ruin — zielenią bluszczów nie ocienia.
Lecz czasem — dobrze pomarzyć błękitnie
I tak — w objęciach cichych zapomnienia —
Jak złotoskrzydłe, wiosenne motyle,
Z upojeń czary pić — choć krótką chwilę!

Dość mi już próżnych szamotań się ducha,
Bądźmy dziś tylko — szczęśliwi i prości.
Dokoła cisza otacza nas głucha,
Niebo, jak wielka świątynia miłości,
Kopułę skrzącą roztacza nad nami.
Płyniemy razem, zakochani, sami...