Strona:Bukowiński Władysław (Selim) - Na greckiej fali.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Ach, w takiej chwili próżnych słów nie trzeba!
Patrz! Na powierzchnię morza granatową
Brylanty lecą z płonącego nieba,
By się w twych oczach zapalać na nowo,
Gdzie już głąb morska zawarła swe tonie...
Te oczy cudne daj!... te usta... dłonie...

W duszy pieśń szczęścia brzmi, jak wszechświat stara.
Twój pocałunek upaja rozkoszą,
Jak cypryjskiego wina lśniąca czara.
Usta się same o milczenie proszą,
Na gorycz zwątpień boskie dając leki.
Więc — niech ten uścisk nasz trwa... całe wieki!