Moskal/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Moskal
Podtytuł Obrazek z r. 1864
Wydawca Biblioteka Dobrych Książek
Data wyd. 1938
Druk Druk. Diec. w Łomży
Miejsce wyd. Łomża
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

∗             ∗

Meldując się panu naczelnikowi, który się petersburskiemu wysłańcowi pilnie przyglądał, szukając w nim od razu jakiejś ukrytej wady, bo rozumiał dobrze, iż nie byliby go z akademii do liniowego pułku bez niej zesłali. — Naumów zmieszał się pod ogniem oczów niebieskich Natalii, stojącej za ojcem i ostrzeliwającej bez litości nowo przybyłego rekruta. Wszyscy bez wyjątku oficerowie kochali się w niej, musiała dopełnić liczby od razu szturmem, biorąc młokosa. Niestety! zbyt to łatwe zadanie, gdy oczy wzywają, obiecują, mówią, i zdają się przyrzekać nadziemskie raje... wybranemu... Być tym wybranym tak miło!... gdy się jeszcze nie wie, że są kobiety, dla których wszyscy z kolei po pół godziny są ich jedynymi.
Natalia, wychowanica Smolnego monastyru, potem petersburskich salonów i dworu, wykształcona, zepsuta, żyjącą głową i zmysłami, a nie sercem, miała ten ułudny pozór istoty idealnej, który uwodzi często i na ciężkie próby wystawia. Sierota, bo dawno straciła matkę, ukochana ojca, rozpieszczona, wprzódy nim dotknęła życia i jego obowiązków napiła się już myślą wszelkiego zepsucia. W stolicy jest ono tak jawne, że rozminąć się ze zgorszeniem niepodobna; palcem ukazują wszyscy ulubienice wszelkich znakomitości, ulubieńców wszystkich pań, historie skandaliczne są pokarmem codziennym salonów: życie pojęte jest jako dogodzenie ostrożne wszelkim fantazjom człowieka... im kto wyżej stoi — tym więcej broić mu wolno... najwyżej wolno wszystko. — Największe poszanowanie otacza zepsute istoty, byleby miały zachowanie, wziętość i siłę, przez faworyty robią się interesa, załatwiają zawikłane spory, przekupują sędziowie, uzyskują tajne posłuchania, nie wstyd wcale zająć to miejsce i z niego korzystać. Mówi się o tym po cichu wprawdzie, ale otwarcie, wszędzie, przy kobietach i pannach, które się uczą teorii życia nim rozpoczną jego praktykę.
Natalia Aleksiejewna mogła się spodziewać świetnej dla siebie przyszłości, była zachwycająco piękną, świeżą i niesłychanie śmiałą, umiała wszystko, co wychodząca ze Smolnego monasteru[1] panienka umieć może, po francusku jak paryżanka, wybornie po angielsku i po niemiecku, grała na fortepianie z brawurą niesłychaną, śpiewała mile, a literatura powieściowa była jej ulubionym zajęciem.
Nic nie strzegło umysłu jej i serca od fałszywego pojęcia zadania kobiety i roli jej na świecie; obiecywała sobie bałamucić, rozkochiwać, i dobić się wysokiego stanowiska... bądź co bądź. Zamyślona nieraz uśmiechała się sama do siebie, obrachowując, że musi wyjść za nieco starego mężczyznę; w planach jej na pierwszym stało małżeństwo tego rodzaju, z kochankiem w dodatku jednym lub kilkoma, z wielką fortuną, i imieniem, z podróżami, Paryżem i t. p. Ojciec był nie majętny, oprócz Natalii były jeszcze dwie siostry i synek, który już chodził w paziowskim mundurku; a pułk jakkolwiek był dojną krówką, nie mógł dać posagu, bo się żyło po pańsku. Natalia wiedziała, że przyszłość sobie tylko może zawdzięczać. Nie troszczyła się jednak o nią zbytecznie, czuła, że pierwszy bogaty, wyłysiały wdowiec lub zużyty stary kawaler, na którego sieci zarzucić zechce, pastwą jej będzie. Tymczasem bawiła się rozkochiwując oficerów, kłócąc ich między sobą i śmiejąc się z kolei ze wszystkich. Właściwie rzekłszy, ona to pułkiem komenderowała, ojciec był pod jej rozkazami.
Nieużyta jeszcze i niezłamana żadnym uczuciem, żadną przeciwnością, obdarzona talentem niezmiernym, Natalia miała tysiąc fizjognomii a właściwie żadnej... Wedle natchnienia, kaprysu przybierała z kolei postać poważną dziecinną, wesołą, filuterną, naiwną, i do rozpaczy przywodziła swych wielbicieli. Nigdy dzień wczorajszy i jego usposobienie nie zaręczały za jutro, po największym rozczuleniu posuniętym aż do łez, następowała zimna obojętność i szyderstwo, po największych łaskach najstraszliwszy gniew, wszystko to bez przyczyny widocznej, bez logiki... Przechodziła od razu z jednej ostateczności w drugą; bawiła się osłupieniem tych, co ją zrozumieć i wytłumaczyć sobie chcieli.
W głębi tego charakteru był chłód córki północy zepsutej, rozdziwaczonej, dla której instynkt egoizmu był prawem najwyższym i jedynym. Natalia w cerkwi żegnała się i biła pokłony, bo stawała na pierwszym miejscu przed Ikonostasem i wypadało jej udawać pobożną, ale z religii śmiała się i urągała publicznie.
W Moskwie pobożność jest bardzo rzadką, wyjąwszy lud, wiara jest tu narzędziem rządowym, kapłani jej rodzajem służby policyjnej nad sumieniami, oni sami nie biorą na serio swych obowiązków, kupić ich można zawsze, ująć i skłonić do wszystkiego; zewnętrzne obrzędy więcej tu znaczą, niż duch ewangelii; grzechy przebaczyć się mogą łatwo, nie przebacza się tylko uchybienia formie. Wolno się śmiać w kącie ze mszy, ale przy mszy trzeba bić pokłony. Istoty w których duszy jest potrzeba religii muszą uciekać do katolicyzmu, aby w nim zaspokojenie znalazły. W Petersburgu też mnóstwo kobiet potajemnie rzucało prawosławie i chodziło do naszego kościoła, czuły one w nim Boga, którego w ich cerkwiach nie było, a w kapłanach naszych znajdowały ludzi ukształconych, u których rady i pociechy na cierpienia duszy szukały.
Natalia była zepsutą, ale uroczą i wdzięczną istotą, to jest najniebezpieczniejszym potworem, na jaki czyste i poczciwe młodzieńcze serce zwabić się może.
Naumów, który ani przypuszczał szatańskiej zabawki z sercem człowieka, wziął się od razu na lep tych oczów i ze wszystkich oficerów pułku najszaleniej rozkochał. Dla tamtych, doświadczeńszych i starszych, Natalia była miłą zabawką, on z niej sobie utworzył ideał.
Trafiło się wam może spotkać we Włoszech jeden z tych obrazów, przedstawiających piękną Transtewerankę albo kobietę z Albano, jakie młodzi malarze często za wzór swych studiów obierają, podziwialiście na płótnie i rysy i wyraz i koloryt i myśl, która z zadumanych oczów płynąć się zdawała. Trafiło się wam też może potem, przechodząc koło Monte Pincio spotkać oryginał obrazu, zwiędły, pospolity, zmęczony, choć do tamtego ideału, w który artysta wlał duszę swoją, podobny.
Miłość jest takim artystą, co z najpospolitszego materiału umie utworzyć madonny i jasne boginie; im więcej jest miłości w duszy człowieka, tym jaśniej nią promienieje istota wybrana. Otóż co Naumów uczynił z Natalii, gdy się w niej tak szalenie rozkochał. Biedak nie zdawał sobie z tego sprawy, że jego ubóstwiana Natalia była nie tą żywą chodzącą po świecie, ale widmem jego duszy. Nie zastanowił się nad tym, że ile razy był z nią, trochę stygł i doznawał jakiegoś bolesnego rozczarowania, a w samotności jej wspomnieniem egzaltował się do szaleństwa. Nie łudził się wcale widokami jakiejś przyszłości, wiedział dobrze, że Natalia za niego nie pójdzie, ale kochał, bo miłość była dlań potrzebą, a oczy tej kobiety ciągnęły go w nadziemskie światy.


Przypisy

  1. Monaster — z rosyjskiego, znaczy, klasztor.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.