Listy o Adamie Mickiewiczu/Florencya, 18 czerwca 1874 roku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teofil Lenartowicz
Tytuł Listy o Adamie Mickiewiczu
Data wydania 1875
Wydawnictwo Księgarnia Luxemburgska
Druk Drukarnia Rouge Dunon i Fresné
Miejsce wyd. Paryż
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Kochany Panie Władysławie,
Florencya, 18 czerwca 1874 roku.

Czegóż to o ojcu nie nagadano i jakich na niego nie rzucano śmieszności?... Kiedy się upokarzał, kiedy żył z ludźmi cichéj wiary i miłującego ojczyznę serca, jak Bohdan Jański, Józef i Bohdan Zalescy, Stefan Witwicki, ksiądz Aleksander Jełowicki i drudzy, kiedy u stóp ołtarza albo w celi klasztornéj szukał balsamu na cierpienia ojczyste, nazywano go jezuitą; kiedy połączony z Michelet’em i Quinet’em począł mówić o potrzebie wiary żywéj, wskazując w historyi postacie wybrane, krzyczano że szaleniec i sekciarz. Pszonka ogłosił że przekupiony. Kiedy śród panów świata godności swojéj strzegł, nazywano go pysznym; kiedy cierpiąc sam i gotów do poświęceń, nie dozwalał zasnąć duchowi narodowemu, złorzeczyli mu, nazywając rewolucyonistą i demagogiem; kiedy konał w Konstantynopolu, pustota wyśmiewała się że żydowskie pułki formuje w Mołdawii. Biedniż my ludzie z naszemi sądami... Nie czytałem tego co w ostatnich czasach popisano o dziełach Adama, ale dochodzą mnie głosy, że poświęcają jego wielkość i charakter wielkości i charakterowi Zygmunta; tak więc mistrza szkoły przegórowali uczniowie a dobrocią zaćmili: Juliusz, który tak szedł w jego ślady, że aż mu na nogi następował i Zygmunt.
W jednym z poprzednich listów wspomniałem o pochodzeniu Irydyona, a teraz dodam, że i Przedświt niesie na sobie blaski czwartego tomu; i tu poeta jak tam, tylko nie w więzieniu jak Konrad, ale na włoskich jeziorach odbiera widzenie przyszłości nieoznaczone numerem, ale obrazami narysowanemi na obłokach. Poeta który je odebrał szydził także, co mu wypomina duch Stefana Czarnieckiego:

Ty nie wdawaj się w szyderstwo;
i czarne duchy prześladowały go aż do zejścia nań żywéj wiary; tak zupełnie dzieje Konrada powtórzyły się na potomku starożytnéj rodziny i jemu daném było widzieć umiłowaną aż do porównania z Chrystusem, aż do stworzenia z niéj czwartéj osoby Boga: Córki Bożéj.

Ja cię córką moją robię...
Jak im syna niegdyś dałem,
Tak im Córko daję ciebie.

W innych utworach Zygmunt oddala się od mistrza, ale za to widać jak po téj duszy przewłóczyły się wszystkie filozoficzne i religijne pojęcia świata: samotnym nie mógł pozostać, mimo to, że się od ludzi oddalał. Bossuet’a pogląd na missyą Juliusza Cezara w historyi posłużył mu do pięknych kart wstępu do Przedświtu. Z Zendawesty złożył strofy w poetyckiém uniesieniu przedziwnéj piękności o owém pogodzeniu się i połączeniu złego z dobrém (Przedświt). We wstępie o Tytanach, w trzech myślach Ligęzy i powtarzającym się głosie: «Cezara! Cezara!» przypominają się mgliste jeziora i to imię Cezara pierwszy raz użyte przez Jean Paula; co innego tu jest, inna treść, ale widać z kim się dusza zbliżała. W Nocy, w wigilią Bożego narodzenia, pomysły Schelinga o nowém Chrześciaństwie, co mu i ojciec wypominał. W Psalmach przechodzenie dusz Pytagorejskie czy Platońskie.
Co chwila coś nowego, a raczéj coś nowo odzianego przedziwnie, jakby na usprawiedliwienie aforyzmu Gœthego o prawdach, które nago zeszły z nieba a sztuki odziały je w szaty. Zygmunt odziewa prawdy znane, ale tak czarownie, że się nowemi wydają. Jego ścisłość filozoficzna, przekonywająca, porywająca, chrześciańska, to jakby zaczerpnięta z najgłębszéj i najpiękniejszéj duszy polskiéj Augusta Cieszkowskiego, który mu był przyjacielem, więcéj... bratem, więcéj... duchowym mistrzem: słowem że Zygmunt, ten mistrz słowa, ta eolska harfa, która każdy powiew zamieniała w muzykę, opierał się na powagach tworząc. Juliusz to samo; przypomina on, to Adama, to Byrona, to Kalderona, kiedy Adam przypomina się w jednym tylko, krwawym, okrutnym, poemacie: w Mękach ludu polskiego; z ludem on śpiewa, jęczy i od niego bierze wszystkie formy wiersza, ową architekturę poetyczną... A kto bacznie czytać zechce czwarty tom, znajdzie w nim wszystkie nuty, od gawędy mieszczanina, od powtarzania owego więc, więc, więc, za Kilińskiego pamiętnikami prozą, do kantyczkowych piosenek sielan i do gorzkich żalów męki Chrystusowéj; wszystkie formy ludowe zbiegły się żeby utworzyć kolebkę dla łez Adama, pro Christum, katakumbowe dla przyszłości. Jego podróż do Moskwy skierowała skrzydła Anhellego w podróż daléj, bo aż na Sybir, jak więzienie i spiski Konrada wyzywały Kordyana do życia, z tą różnicą, że u Adama wszystko jest raczéj z pamięci wydobyte, z wnętrzności niż z wyobraźni, a rytm jego przypomina szmer stąpających wygnańców na bezludne Barabasza stepy, ciągnących kajdany i ślady krwi za sobą. Fantazya Juliusza... to fantazya;... czarowne poezye pisał, ale ani jednego dotknięcia z natury, prócz w Ojcu zadżumionych. To samo u Zygmunta. Adam jeden obdarzony był kreacyjnym duchem greckim, realnym. Jak slepiec z Chios Archipelag, tak Adam ocean łez polskich przemierzył sam, spojrzał w głębie jego i odwzorował w natchnieniu. Jak u Homera bogi czy ludzie rysowane prostemi liniami od koturnu aż do pukla włosów nad czołem, tak u Adama.
W liście pobieżnym pisanym bez pretensyi nauczania, niepodobna obszerniéj traktować przedmiotu; gdyby się okoliczności zmieniły, gdyby życia wystarczyło, możnaby coś z tego zrobić; tak jak jest, pozostanie jako ślad myśli prostego robotnika.
Adam pyszny, Adam niewierzący, ach Boże, biedneż te sądy nasze! Kazimierz Brodziński, ów poeta który pisał kantaty dla Loży Massońskiéj, przed zgonem, jak wspomina Bohdan Zaleski w przedmowie do Posłania do Narodu, miał widzenie Chrystusa Pana i zmarł jak święty; Juliusz Słowacki heretyk, bo co on nie popisał, skonał na ręku przyjaciela, dziś arcybiskupa, Felińskiego, kapłana męczennika, przyjąwszy przenajświętszy Sakrament. Za Zygmunta Krasińskiego, w chwili jego konania, Pius IX w kościele świętego Piotra odprawiał modły, jako za najwierniejszego sługę Kościoła. Adam skonał namaszczony Świętym Olejem, o czém mówił mi ksiądz Ławrynowicz, który mu takowego udzielał, a ostatnie jego słowa były jakby echem z Patmos: «kochajcie się dzieci moje!»; i co tu prawić o herezyach? Że czasem wyobraźnia zaleci gdzieś w sfery ciemniejsze, którychby święty Tomasz z Acquinu nie potwierdził, to nic nie dowodzi; oceniając takich wieszczów, należy brać za miarę wiary nie wywody, ale ich konkluzye. Owóż w konkluzyach wszyscy nasi poeci są Chrześcianami, a zgonem Katolikami. Walka pojęć, burze duchowe, ale nad tém wszystkiém przewija się jak złoty baldachim procesyi Bożego Ciała, chorągiew z napisem: Za Boga, wiarę i ojczyznę. Nie bądźmy tak surowi dla poetów, bo gdyby przyszło pisma pisarzy Kościoła rozbierać, niejednokrotnie byśmy okresy na panteizm zakrawające napotkali.
Wiele chwil najsłodszych winien jestem rozmyślaniom o Adamie i jego szkole, wiele o poetach takich jak Seweryn Goszczyński i Bohdan. Ci dwaj ostatni, kiedy pierwszych trzech widzę w powietrzu lecących na bój, jak owe Walkyrie niemieckie, wychodzą mi przed oczy z chat ukraińskich, podobni do zapomnianych pieśniarzy przed Igorowych czasów; znachory jakieś poetycznego słowa, a przytém, jak się Rusini wyrażają, łycary wojownicy i pasieczniki w życiu. Pola widzę jak hułana obozowego, który na złamanéj oparty lancy, gdzieś pod skamieniałym dębem Maryampolu, tak jak rzeczywiście w 1843 roku go widziałem, ostatnie heroiczne bitwy opowiada.
Nuta Bohdana czaruje mnie jak muzyka Mozarta; Seweryna wprowadza w burzliwy świat duchów jak Bethowena koncerta.
Dobrze wyraził się Pol Wicenty do p. Adama A... «czego oni powstają na poetów? gdyby nie poeci, jużby i śladu Polski nie było». Nasza poezya to nie rzecz na zabawę próżniaczym umysłom, jest w niéj tyle łez, krwi i czarów i słowo żywe zaklęcia którém się wywołuje ducha.
Milton śpiewał dla wierzących, Aryost dla szczęśliwych, Byron dla wzburzonych, ale Adam i wszyscy poeci nasi śpiewali dla cierpiących, którzy przecie kiedyś miłosierdzia dostąpią.
Dwa wyrazy z ust Adama często było można usłyszeć: «robi rzecz» i drugi «mówi w duchu». Robić rzecz swoję to u niego znaczyło być szczerym i działać to do czego człowiek odebrał powołanie; a mówić w duchu, odpowiadało uznaniu przez ojca, który miał ucho i wzrok czujny na wszelką rzecz wewnętrzną, że prawdę mówi i to w nader głębokiém pojęciu tego słowa; było to jakby świadectwo, że ten człowiek nie ma zdrady w sobie. Orlim wzrokiem Adam przenikał do głębi i widział to z osobnego daru jasnowidztwa, co zwyczajny człowiek tylko słyszy, duszę mówiącego. Wielki mędrzec tylko i wielki święty mogą mieć podobne dary. Jam był szczęśliwy tém jedném w życiu żem widział dwóch takich ludzi: Adama i księdza Viennay d’Ars.
Robić rzecz w pojęciu Adama nie było to stawiać coś coby się zgadzało koniecznie z przekonaniem ojca, wcale nie. On wszakże kiedy go znałem, prozelitów nie szukał... bądź sobą, rób swoje w całéj wolności ducha, małą rzecz czy wielką, byle szczerze, byle z miłością. Bądź jakiéj chcesz wiary politycznéj, zgoda, bylebyś był szczerym i nie udawał. «Jeżeli cierpiący, mówił on raz, lekarzowi inny powód poda niż ów dla którego cierpi, lekarstwo skutku nie przyniesie, tak samo jak nie przyniesie korzyści Sakrament, jeśli kto dla przypodobania się kapłanowi zatai popełnione błędy byle do komunii przystąpił; mnie oszukasz ale prawdy nie oszukasz, a ta cię zwiąże i nic nie zrobisz.»
O poetach bardzo rzadko zdarzało się mówić, jeden Bohdan wspominał o Malczewskim z wielką rzewnością; Ojciec o nim powtarzał zdanie swoje z prelekcyi, a kiedy raz ośmieliłem się odezwać że o Malczewskim możnaby mówić kilka miesięcy, pan Adam zgadzając się odpowiedział:
— «Zapewne».
Otóż i list bez treści, jeszcze trzy, cztery, a zakończy się ta korespondencya, która ma urok dla mnie, powracając mi żywo czasy, które nie powracają, a jak się ślicznie, drogi panie Władysławie wyrażasz, zachód i to spokojny zachód emigracyi.
Przyjmij, kochany panie, wyrazy prawdziwéj przyjaźni,

Teofil.



PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).