Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiele chwil najsłodszych winien jestem rozmyślaniom o Adamie i jego szkole, wiele o poetach takich jak Seweryn Goszczyński i Bohdan. Ci dwaj ostatni, kiedy pierwszych trzech widzę w powietrzu lecących na bój, jak owe Walkyrie niemieckie, wychodzą mi przed oczy z chat ukraińskich, podobni do zapomnianych pieśniarzy przed Igorowych czasów; znachory jakieś poetycznego słowa, a przytém, jak się Rusini wyrażają, łycary wojownicy i pasieczniki w życiu. Pola widzę jak hułana obozowego, który na złamanéj oparty lancy, gdzieś pod skamieniałym dębem Maryampolu, tak jak rzeczywiście w 1843 roku go widziałem, ostatnie heroiczne bitwy opowiada.
Nuta Bohdana czaruje mnie jak muzyka Mozarta; Seweryna wprowadza w burzliwy świat duchów jak Bethowena koncerta.
Dobrze wyraził się Pol Wicenty do p. Adama A... «czego oni powstają na poetów? gdyby nie poeci, jużby i śladu Polski nie było». Nasza poezya to nie rzecz na zabawę próżniaczym umysłom, jest w niéj tyle łez, krwi i czarów i słowo żywe zaklęcia którém się wywołuje ducha.
Milton śpiewał dla wierzących, Aryost dla szczęśliwych, Byron dla wzburzonych, ale Adam i wszyscy poeci nasi śpiewali dla cierpiących, którzy przecie kiedyś miłosierdzia dostąpią.
Dwa wyrazy z ust Adama często było można usłyszeć: «robi rzecz» i drugi «mówi w duchu». Robić rzecz swoję to u niego znaczyło być szczerym i działać to do czego człowiek odebrał powołanie; a mówić w duchu, odpowiadało uznaniu przez ojca, który miał ucho i wzrok czujny na wszelką rzecz wewnętrzną, że prawdę mówi i to w na-