Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


der głębokiém pojęciu tego słowa; było to jakby świadectwo, że ten człowiek nie ma zdrady w sobie. Orlim wzrokiem Adam przenikał do głębi i widział to z osobnego daru jasnowidztwa, co zwyczajny człowiek tylko słyszy, duszę mówiącego. Wielki mędrzec tylko i wielki święty mogą mieć podobne dary. Jam był szczęśliwy tém jedném w życiu żem widział dwóch takich ludzi: Adama i księdza Viennay d’Ars.
Robić rzecz w pojęciu Adama nie było to stawiać coś coby się zgadzało koniecznie z przekonaniem ojca, wcale nie. On wszakże kiedy go znałem, prozelitów nie szukał... bądź sobą, rób swoje w całéj wolności ducha, małą rzecz czy wielką, byle szczerze, byle z miłością. Bądź jakiéj chcesz wiary politycznéj, zgoda, bylebyś był szczerym i nie udawał. «Jeżeli cierpiący, mówił on raz, lekarzowi inny powód poda niż ów dla którego cierpi, lekarstwo skutku nie przyniesie, tak samo jak nie przyniesie korzyści Sakrament, jeśli kto dla przypodobania się kapłanowi zatai popełnione błędy byle do komunii przystąpił; mnie oszukasz ale prawdy nie oszukasz, a ta cię zwiąże i nic nie zrobisz.»
O poetach bardzo rzadko zdarzało się mówić, jeden Bohdan wspominał o Malczewskim z wielką rzewnością; Ojciec o nim powtarzał zdanie swoje z prelekcyi, a kiedy raz ośmieliłem się odezwać że o Malczewskim możnaby mówić kilka miesięcy, pan Adam zgadzając się odpowiedział:
— «Zapewne».
Otóż i list bez treści, jeszcze trzy, cztery, a zakończy się ta korespondencya, która ma urok dla mnie, powracając mi żywo czasy, które nie powracają, a jak się ślicz-